czwartek, 27 czerwca 2013

Joanna Chełstowska, Ludwik Kozłowski – „Riko i my. O kotach, ludziach, przyjaźni i zaufaniu”




 




"Słusznie mówią, że ludzie dzielą się na tych, którzy lubią koty, i na tych, którzy jeszcze o tym nie wiedzą."




Z powyższym cytatem w pełni się zgadzam. Do tej pory sądziłam, że koci świat nie jest mi obcy. Będąc w przeszłości właścicielką kilku kotów, obecnie zaś jednego, byłam pewna, że mój pupil nie ma przede mną tajemnic. Jeśli macie takie samo wyobrażenie, koniecznie musicie przeczytać wydaną nakładem Wydawnictwa Pierwszego książkę "Riko i my".

O autorach niniejszej publikacji nie wiemy nic. Można jedynie domniemywać, po takich samych imionach, iż książkowi ludzie Rikiego to nikt inny, tylko sami autorzy. Historie spisane na łamach książki bowiem jak twierdzą w słowie wstępnym Joanna i Ludwik, są prawdziwe.

Riko to wielki kot. Kot, który wraz ze swoją rodziną zamieszkuje w obejściu u gospodarzy. Jego wybranką jest piękna kocica – Szarosrebrna, z którą wychowuje małe kocięta. Zwierzęta nie mają łatwo, stale obawiają się o swój byt na niebezpiecznym podwórku. Pewnego dnia Riko zauważa zmiany, na sąsiednim osiedlu ludzie budują nowe domy. Zaciekawiony kocur podczas zwiedzania nowego terenu, trafia do dziwnych według niego ludzi. Ludzi, którzy codziennie wystawiają mu miseczkę pysznego mleka oraz kocich przysmaków. Co więcej, ludzie ci trzymają w domu innego kota, który śpi z nimi w łóżku. Riko nabierając z czasem zaufania do Joanny i Wugiego, postanawia przenieść się ze swoją rodziną na teren ich posesji. To początek pięknej historii o wzajemnej symbiozie ludzi i zwierząt. Historii o cudownej przyjaźni kotów z ludźmi.

Joanna Chełstowska i Ludwik Kozłowski napisali wzruszającą opowieść, która ukazuje blaski i cienie przyjaźni ludzko-kociej. Autorzy pokusili się o przedstawienie interpretacji przygód Rikiego z jego, subiektywnej perspektywy, co w moim przekonaniu było trafionym zabiegiem. Co najważniejsze, przemyślenia kota były jak najbardziej wiarygodne, bez zbędnego bajkowego wydźwięku. Czytelnicy posiadający swoje własne kocie pupile, po lekturze tej książki, spojrzą na swoich mniejszych przyjaciół z zupełnie innej perspektywy. Od chwili przeczytania ostatniej kartki, zastanawiam się o czym myśli mój kot. Przyznacie, że to bardzo rozwojowe.

Historia Rikiego, jego rodziny oraz kotów, które dołączają do ich stada, uczy wielu szlachetnych zachowań, takich jak pomoc zwierzętom, wzajemne zaufanie, miłość i empatia. Wbrew pozorom nie jest to książka przeznaczona wyłącznie dla starszych dzieci. Również osoby dorosłe odnajdą w bohaterach książki swoich ulubieńców. Czy będzie to bury Riko, podstarzały Czorcik czy może łobuz Groszek, nie ma to wielkiego znaczenia. Każda historia któregoś z tych kotów bowiem wywołuje refleksję, nie podszytą w żadnym razie tanim sentymentalizmem. Autorzy bowiem na potrzeby swojej opowieści nie ubarwiali rzeczywistości. Życie kotów ukazali zgodnie z prawdą, pełne sprzeczności i niebezpieczeństw w postaci ruchliwych ulic, innych agresywnych zwierząt czy złych ludzi zdolnych kopnąć małego kotka. Myślę, że to właśnie realizm jest głównym atutem książki "Riko i my". 

Na mój dobry odbiór tego utworu miały również wpływ kreacje literackie opiekunów pokaźnej gromadki kotów – Joanny i Wugiego. Ludzi, którzy rozmawiają ze swoimi pupilami, starają się je zrozumieć, wykazując niewyczerpane pokłady cierpliwości. Postępowanie wobec zwierząt tej pary młodych ludzi powinno być dla czytelników, zarówno tych młodszych jak i starszych, wzorem do naśladowania.

Autorzy na końcu książki załączyli przydatny słowniczek kociego języka, który w prosty sposób interpretuje codzienne zachowania tych zwierząt. Słowniczek ten tłumaczy język ciała kotów, dzięki czemu można porównać swoje własne doświadczenia w tej materii. Język historii Rikiego i jego gromadki kotów, z pewnością dotrze do szerokiego grona odbiorców, starszych i młodszych. 

Lektura książki Joanny Chełstowskiej i Ludwika Kozłowskiego wywołała we mnie wiele wzruszenia i zarazem złości na bezmyślne działanie ludzi względem zwierząt. To książka, która uczy pokory wobec naszych mniejszych przyjaciół, wobec tego nie można obok niej przejść obojętnie. Dla miłośników kotów to pozycja obowiązkowa.

"(…) schroniska pełne są porzuconych kotów, oczekujących na ludzi, którzy je pokochają. Niestety, najczęściej koty czekają na próżno."





Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Czytanie nie szkodzi 

oraz Wydawnictwu Pierwsze




Recenzja bierze udział w WYZWANIU


24 komentarze:

  1. Już gdzieś czytałam o tej książce i z chęcią bym przeczytała. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniałą książka nie tylko dla kociarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przykro mi psy rządzą :)
    Mogła by być z tego fajna bajka dla dzieci, interesująca fabuła. Niestety książka nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jednak jestem typową psiarą, chociaż i koty może nie są aż takie złe, ale mimo wszytko odnośnie tej książki jednak tym razem podziękuje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam i czeka na czytanie. Ja jak zawsze na szarym końcu.)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja bokserka ,,Sowa" kotów nie lubi, tak więc te mój dom omijają z daleka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Coś rewelacyjnego! Kocham koty :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten słownik kociego języka by mi się przydał do porównania zachowania mojego kota :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Sporo pojawiło się recenzji tej książki i wszystkie zachęcające, więc cóż - sama też chętnie bym po nią sięgnęła. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Osobiście fanką kotów nie jestem, ale pozycję chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytając poprzednie komentarze cieszę się, że jednak psy górą.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem raczej "psiarą" niż "kociarą", ale lektura mogłaby mnie wciągnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Fajna pozycja, też mam w mieszkaniu kota :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam koty i myślę, że byłaby to idealna książka dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. takie ksiazki najbardziej lubie, poszukam w bibblotece moze znajde :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie mam kota w moim domu, a tak naprawdę to nawet tych stworzeń nie lubię, dlatego wydaję mi się, że ta książka mogłaby mnie tylko męczyć.

    OdpowiedzUsuń
  17. czekam na recenzje 'cała prawda o...'

    OdpowiedzUsuń
  18. Fanką kotów nie jestem (a że moja babcia zawsze kociska miała, to mogłabym się o tym przekonać), co nie oznacza, że gdybym miała możliwość, nie sięgnęłabym po tę pozycję ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Wszystko co jest o kotach prędzej czy później do mnie dociera i zostaje pochłonięte :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Marzy mi się piesek, ale kotki też kocham, więc chętnie poczytam o kocich przeżyciach:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Pozycja obowiązkowa dla kociarzy :) Osobiście nie posiadam w domu żadnego zwierzaka, ale trochę bliżej mi jednak do psów :)

    OdpowiedzUsuń
  22. ta książka, podobnie jak "Prowadź swój pług przez kości umarłych" O. Tokarczuk zupełnie nie przeszłaby przez moje oczy. nie jestem w stanie znieść cierpienia zwierząt

    OdpowiedzUsuń
  23. To ja jestem jedną z tych osób, które jeszcze nie wiedzą, że lubią koty. ;) W dodatku mój pies kiedyś wdał się w bójkę z kotem włóczącym się po osiedlu i wyszedł z niej poważnie ranny.

    OdpowiedzUsuń
  24. kocham kociaki, ogólnie zwierzaki, a mój kocurek nazywa się Riko więc chętnie tą książkę przeczytam.. choćby z ciekawości:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)