czwartek, 23 maja 2013

Wywiad z Piotrem Kołodziejczakiem


W ramach mojego cyklu rozmów z autorami, zapraszam was dzisiaj na wywiad z Piotrem Kołodziejczakiem, autorem książki, którą gościłam na swoim blogu pt. "W kajdankach namiętności" oraz pięciu, pozostałych powieści, które jeszcze przede mną: "Wschody do nieba", "Klępy śpią", "Nie rób mi tego", "Puść już mnie", "Bo wiesz..." oraz "Kobieta niespodzianka".





Piotr Kołodziejczak to znany już na naszym rodzimym rynku pisarz, dziennikarz i kompozytor, autor sześciu powieści obyczajowych. Kołodziejczak po ukończeniu specjalizacji logiki na kierunku filozofia, pracował jako dziennikarz w agencji prasowej, parając się wiadomościami sportowymi oraz tłumaczył teksty. Obecnie oprócz pisania, autor zarządza firmą produkującą naturalne kosmetyki oraz komponuje muzykę rozrywkową. Strona autora: tutaj.








awiola: Jest Pan autorem kilku powieści,  z których pierwsza została wydana w 2004 r. Co skłoniło absolwenta filozofii do pisania książek?
 
Piotr Kołodziejczak: Po ukończeniu studiów przez wiele lat pracowałem jako dziennikarz. W pewnym momencie odkryłem, że pisanie artykułów już mi nie wystarcza. Stało się to w momencie, gdy dużo podróżowałem, można powiedzieć, jako menadżer mojej córki tenisistki. W jednym z hoteli usiadłem w nocy przy laptopie i zacząłem pisać "Wschody do nieba".
 
awiola: Jak wygląda proces twórczy pisania w wykonaniu Piotra Kołodziejczaka. Od czego Pan zaczyna?
 
Piotr Kołodziejczak: Wszystkie historie najpierw powstają w mojej głowie, a dopiero później je spisuję. Znam początek i koniec. Jednak w trakcie pisania zawsze puszczam wodze fantazji. A ze spraw bardziej osobistych dotyczących procesu  twórczego... Przy pisaniu lubię samotność i cichą, spokojną, a nawet melancholijną muzykę, która mnie inspiruje, pozwala rozpłynąć się w świecie moich bohaterów.

awiola: Najnowsza powieść "W kajdankach namiętności" posiada przykuwającą uwagę okładkę. Czy może Pan opowiedzieć genezę jej powstania?
 
Piotr Kołodziejczak: I tutaj muszę zauważyć, że opinie dotyczące okładki są skrajnie podzielone. Jedni uważają, że jest nowoczesna i sugestywna, inni widzą w niej samą erotykę, choć powieść erotyczną raczej nie jest. A ja, patrząc w oczy tej dziewczynie z okładki, widzę namiętność i tajemniczość, a kiedy dostrzegam kajdanki na jej rękach, to myślę, że w treści odnajdę jakąś kryminalną zagadkę. I takie było założenie. Nie mam żadnych skojarzeń z książką  E. L. James "Pięćdziesiąt twarzy Greya", chociaż niektórzy pewne podobieństwo sugerują. Wystarczy obie okładki porównać, aby podobne wrażenie prysło.
 
awiola: W Pana twórczości widać duży nacisk na przedstawienie relacji damsko-męskich. Dlaczego akurat tym tematem stara się Pan przykuć uwagę czytelników?
 
Piotr Kołodziejczak: Bo to jest bardzo realistyczne. W dzisiejszym świecie, gdzie wszystko dzieje się szybko, ludzie są zaganiani, nie mają dla siebie czasu, niezauważalnie dla nich to właśnie tempo życia przenosi się na ich wzajemne relacje. Wiążemy się z kimś na całe życie, a po kilku latach okazuje się, że pod jednym dachem mieszkamy z obcym człowiekiem. Z jednej strony mamy do niego żal, ale z drugiej nie widzimy tych zmian, jakie nastąpiły w nas samych. No i rodzą się problemy, które mogłyby być treścią nie jednej powieści. I to jest podstawowy powód, dla którego poruszam tematy relacji damsko-męskich. Inna przyczyna tkwi w tym, że chyba nie dojrzałem jeszcze do tego, by akcję umiejscowić na przykład w dalekiej przeszłości. Może nawet nie z powodu braku wiedzy historycznej, aczkolwiek jeśli chciałoby się, żeby powieść była na dobrym poziomie, to należałoby skrupulatnie zgłębić kontekst danej epoki. Dla mnie pisarstwo jest procesem niezwykle osobistym, niemalże intymnym, moje pierwsze trzy powieści zawierają przecież wątki autobiograficzne. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, gdy książkę rozpoczynam lub kończę długą listą podziękowań, pokaźnym wykazem osób, uczestniczących w procesie jej powstawania, historyków, socjologów, specjalistów różnej maści. A tak się teraz często zdarza. Powieść wtedy firmują autorzy, a raczej nazwiska-przedsiębiorstwa, gdzie tej własnej twórczości jest coraz mniej, a więcej dokładanych z zewnątrz puzzli. Rzecz jasna, są też pisarze wybitni, którzy nie potrzebują podobnego wspomagania.
 
awiola: Czy jakieś wątki zawarte w napisanych przez Pana książkach, mają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości?
Piotr Kołodziejczak: Tak, ale głównie w moich pierwszych trzech powieściach. Jest w nich trochę ze mnie samego. Mówiąc w wielkim skrócie, pierwsza opowiada o licealistach epoki gierkowskiej, druga o studiach w  Rosji radzieckiej, a co do trzeciej, czyli "Nie rób mi tego", nie mogę zdradzić, bo tu, jeśli ktoś nie czytał, mógłbym niechcący odkryć całą jej tajemnicę. Nie wiem, czy tak jest w przypadku innych autorów, ale wydaje mi się, że w początkowym stadium twórczości często sięga się do własnych przeżyć, a także zasłyszanych historii. Później nabiera się już trochę doświadczenia, rozwija warsztat pisarski i wątki kreuje się, korzystając z własnej wyobraźni. Zresztą współczesne życie samo podpowiada, o czym warto pisać. Wystarczy trochę poobserwować świat.
awiola: Jakie przesłanie niesie ze sobą historia Justyny i Karola, bohaterów książki "W kajdankach namiętności"? 
Piotr Kołodziejczak: Na to pytanie po części odpowiedziałem już wcześniej. W związku powinniśmy być bardzo otwarci na partnera. Oznacza to, że nie wystarczy tylko na niego codziennie patrzeć, bo możemy się szybko znudzić. Trzeba go wciąż poznawać i starać się zrozumieć. Przecież wszyscy z każdym dniem się zmieniamy. Nasz partner nie jest przedmiotem, który kiedyś sobie przywłaszczyliśmy. Jeśli zaniedbamy nasz związek, to z miłości pozostaną strzępy, jak u Justyny i Karola. Nie myślmy więc wyłącznie o sobie. Nic nie zastąpi witaminy czułości. Na początek proponuję miłe słowo na dzień dobry.
awiola: Czy w przyszłości zamierza Pan użyć znanego już czytelnikom zabiegu autoreklamy w postaci przywoływania fragmentów swoich poprzednich powieści?
Piotr Kołodziejczak: Zacznijmy od tego, że w "Kajdankach namiętności" nie stosowałem zabiegu autoreklamy świadomie. Odwoływałem się do innych moich powieści, szczególnie w momentach, które tematycznie się przeplatały. Najczęściej dla wzbogacenia treści, czasem z chęci pokazania powszechności problemu. Poza tym powieść przez kilka miesięcy publikowana była w Internecie, miała swoich stałych czytelników, organizowane były konkursy związane z jej treścią. Nikt wtedy nie zwrócił mi uwagi na niestosowność podobnych zabiegów literackich. Sprawa pojawiła się dopiero po ukazaniu się książki drukiem i wypłynęła w jednej z pierwszych recenzji. Zresztą nie mam o to żadnych pretensji, bo każdy ma prawo do własnego odbioru książki, własnej jej oceny. Niemniej recenzja, jak to recenzja, jest po to, aby ją przeczytać i podjąć decyzję, czy warto po daną książkę sięgnąć. Tak więc czytelnicy czytają i wyrabiają sobie opinię. I tak już na starcie powieści "W kajdankach namiętności" chyba całkiem nieświadomie przypięto łatkę autoreklamy, z którą sobie wędruje przez literacki świat. Zresztą, jeśli komuś podobne odwołania przeszkadzają, to niech je po prostu opuszcza, zapewniam, że wątku nie straci. Nawiasem mówiąc, w ostatnią sobotę, na międzynarodowych targach książki w Warszawie, jedna z moich ulubionych pisarek Paullina Simons miała spotkanie z czytelnikami, ale jakoś nikt jej nie użył słowa "autoreklama" w odniesieniu do utworu "Tatiana i Aleksander",  pełnego fragmentów "Jeźdźca miedzianego". No cóż, może zwyczajnie Paullinie Simons bardziej wypada. A czy zamierzam przywoływać fragmenty swoich poprzednich powieści w przyszłości? Przyznam szczerze, że o tym nie myślałem, ale na pewno się zastanowię, choć nie sądzę, by miało to jakiekolwiek znaczenie. W mojej następnej powieści pewnie komuś nie spodoba się coś innego, czego nie jestem dziś w stanie przewidzieć. Nie znalazł się jeszcze taki pisarz, który by zadowolił wszystkich. Żeby nie być gołosłownym przytoczę taki przykład: ostatnio ktoś zrugał mnie za elementy humorystyczne w książce "W kajdankach namiętności". A dla mnie brak poczucia humoru to dopiero nieszczęście!
awiola: Jest Pan również kompozytorem muzyki rozrywkowej. Która pasja zajmuje Panu więcej czasu, pisanie czy komponowanie?

Piotr Kołodziejczak: Prawda, że na przeczytanie powieści należy przeznaczyć więcej czasu niż na przesłuchanie piosenki? Jakież to niesprawiedliwe! Przecież czasem skomponowanie utworu trwa bardzo długo. Owszem, niektóre powstają w kilka dni, ale inne znacznie dłużej. Piosenka gotowa, a potem trzy, cztery minuty i po wszystkim. Żeby jeszcze bardziej zobrazować sytuację, to powiem, że już wkrótce Uliasha, dla której piszę muzykę, będzie miała premierę piosenki, nad którą prace trwały naprawdę miesiącami. Ale to nie ma znaczenia, bo pasji nie mierzy się czasem, który się jej poświęca.
awiola: Czy ma Pan pomysł na kolejną książkę? Uchyli Pan rąbka tajemnicy? 
Piotr Kołodziejczak: Przyznam, że mam. I będzie to inna powieść od dotychczasowych. Może klimatem najbardziej zbliżona do "Nie rób mi tego". Mówiąc ogólnie, chciałbym napisać książkę o miłości, pełną wrażliwości i wzruszających momentów. Faktycznie jest to zaledwie rąbek tajemnicy, lecz nic więcej zdradzić nie mogę. No, może oprócz tego, że w tej powieści chciałbym zrealizować swój autorski pomysł, nad którym naprawdę długo myślałem.
awiola: Jak doświadczony autor postrzega obecny rynek wydawniczy w Polsce?
Piotr Kołodziejczak: Nie uważam się za doświadczonego pisarza. Przecież pierwszą powieść napisałem dopiero w 2004 roku. Ale spróbuję oczywiście na to pytanie odpowiedzieć, chociaż temat godny jest większej publikacji prasowej. Z pewnością rynek wydawniczy w Polsce, zresztą podobnie jak w większości innych krajów, przeżywa duże zmiany. Książka dziś ma niestety coraz mniejsze znaczenie jako cząstka kultury, a coraz częściej jest towarem. Spójrzmy na przykład na to, co dzieje się z księgarniami. Mniejsze upadają, większe, typu sieci EMPIK, uzupełniają swój asortyment o przeróżne gadżety, nie zawsze związane z literaturą. Wydawnictwa zaś borykają się z problemami, głównie natury finansowej, ale i dotyczącymi skutecznej dystrybucji, czyli związanymi z dotarciem do czytelnika. I nie jest to wyłącznie zmora, jak się najczęściej ocenia, mniejszych wydawnictw. Weźmy Ossolineum, niemała firma z dużymi tradycjami. Tradycja nic jej nie pomogła, wydawnictwo jest aktualnie w upadłości. Między innymi z rynku wycofała się Grupa Wydawnicza Weltbild, będąca głównym udziałowcem Świata Książki. Pewnie uznała, że nie ma odpowiednich zysków, znaczy się przedsięwzięcie nie ma sensu. W celu przetrwania trudnych czasów firmy się konsolidują. Niedawno w ten sposób powstała Grupa Wydawnicza Foksal. Szansą dla mniejszych na pewno jest Internet. Księgarnie internetowe, e-booki, tablety to już teraźniejszość, ale i tutaj przewagę mają najsilniejsi, najbogatsi, bo żeby nadążyć za postępem technologicznym trzeba inwestować i to niemałe pieniądze. Jednak moim zdaniem, ogromnym zagrożeniem dla rynku wydawniczego jesteśmy my sami. Z tego, co mi wiadomo, około pięćdziesięciu procent Polaków w ogóle nie czyta książek. Większość z nich usprawiedliwia się brakiem czasu. I tak wychowują swoje dzieci, które spędzają dzieciństwo bez książek, dojrzewają w uboższym duchowo świecie, niż by mogły. Dla mnie dom bez książek, to jak jezioro bez ryb. Lecz żeby nie wiało tylko pesymizmem, powiem, że takie zakątki literackie jak Pani blog są niebagatelnym wkładem w rozwój czytelnictwa, ogromną zachętą do czytania. 

awiola: Jakich rad udzieliłby Pan początkującym pisarzom?
Piotr Kołodziejczak: Jeśli potraficie pisać, ale nie jesteście do końca przekonani, czy naprawdę chcielibyście to robić w życiu, musicie się z tym liczyć, iż trud pisarza nie przyniesie Wam szczęścia. Natomiast gdy wiecie, że pisanie książek jest waszą pasją, wówczas róbcie to i nigdy się nie poddawajcie. Miejcie dystans do przeciwności losu i idźcie swoją ścieżką dalej, abyście w przyszłości, po wielu latach, mogli spojrzeć za siebie i mieć tę satysfakcję, że nie zmarnowaliście życia.  Dla prawdziwego twórcy pieniądze są tylko narzędziem do codziennego funkcjonowania, w żadnym wypadku nie stanowią celu samego w sobie. I o tym pamiętajcie, podejmując decyzję co do własnej przyszłości!
awiola: Co na koniec chciałby Pan powiedzieć czytelnikom mojego bloga?
Piotr Kołodziejczak: "Subiektywnie o książkach..." to bardzo interesujący i nietuzinkowy blog. Wbrew temu, co skromnie pisze o swojej pracy jego Autorka, uważam, iż prowadzony jest bardzo profesjonalnie. Pod recenzjami pojawia się wiele różnorodnych komentarzy, a to oznacza, że blog żyje i jest potrzebny.  I to również dzięki Wam, Czytelnikom, bo znajdujecie czas, aby tutaj zajrzeć i podzielić się niezależną opinią, dorzucić swoją cegiełkę do rozwoju czytelnictwa.  A poza tym jesteście tu, bo doceniacie fakt, z jaką pasją prowadzony jest blog. Serdecznie Was pozdrawiam! 



Dziękuję autorowi za udzielenie odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Niebawem na blogu pojawi się recenzja książki pt. "Nie rób mi tego" oraz... konkurs, w którym nagrodą będzie najnowsza powieść autora pt. "W kajdankach namiętności". Zapraszam więc do śledzenia w najbliższym czasie bloga oraz zachęcam do przeczytania książek Piotra Kołodziejczaka.

12 komentarzy:

  1. Bardzo interesujący wywiad. Twórczość autora znam i cenię. Życzę mu dalszej, dobrej weny twórczej.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy wywiad z ciekawym człowiekiem. Akurat okładka i tytuł ,,W kajdanach namiętności" niespecjalnie przypadły mi do gustu, ale dwie pierwsze książki pana Kołodziejczaka przeczytam z prawdziwą przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wywiad, ja dzisiaj też opublikowałam na swoim blogu wywiad, z tym, że z polską pisarką :)


    P.S. Zachęcam do wspomożenia mnie komentarzem w konkursie: http://miqaisonfire.wordpress.com/2013/05/23/330-konkurs-fabryki-slow-zgadnij-co-to-za-okladka-2/

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy wywiad. Niestety jeszcze nie przeczytałam żadnej książki autora, więc czas najwyższy to zmienić. Czekam w takim razie na konkurs, może akurat szczęście mi dopisze;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Wywiad jak zawsze u Ciebie interesujący- Gratuluję i dziękuję, ża możliwość zapoznania się z jego treścią

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny wywiad, ciekawa postać.
    Pozdrawiam
    Marek

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawie przeprowadzony wywiad, ja właśnie przygotowuję się do mojego pierwszego wywiadu na blogu i powiem, że mam ten na uwadze, jako inspiracje(co ne znaczy broń boże zżynanie)
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawy wywiad, gratuluję rozmowy i słów uznania pisarza, to dodaje skrzydeł:) Zainteresowała mnie książka o licealistach w czasach gierkowskich...pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przedostatnia odpowiedź autora przypomniała mi o powiedzeniu, którego autorem jest bodajże Sokrates (choć wiadomo, jak to z cytatami bywa, zmieniają właścicieli;)) a mianowicie: jeśli znajdziesz pracę, którą pokochasz, to do końca życia nie będziesz musiał pracować.
    I ja pozdrawiam Autora ;) Ciekawy wywiad, Awiolu!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawy wywiad, autora nie znam, ale ten tytuł: "W kajdankach namiętności:, mam wrażenie, że jednak brzmiałby lepiej - w kajdanach, albo w okowach :) Zbyt dużą uwagę przywiązuje chyba do detali...

    Wracając do autora; kompozytor, filozof, pisarz, normalnie człowiek orkiestra.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawy wywiad :) Widzę, że co cżłowiek to ma inne pomysły na pytania, ja czekam na odpowiedzi od tego samego Autora i wtedy publikacja :) Znajdziecie u mnie również recenzje dwóch książek P. Kołodziejczaka
    A losowanie jego książek już u mnie trwa, zapraszam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)