wtorek, 9 kwietnia 2013

Spotkanie z Michałem Wichowskim




Zapraszam was na spotkanie z dziennikarzem i prozaikiem Michałem Wichowskim. Na spotkaniu będzie mowa o m.in. wzajemnym wpływie pracy dziennikarza na literaturę, o Ameryce i jej książkach, o losie emigranta.



13 kwietnia 2013, sobota

Ośrodek Kultury Ochoty OKO, ul. Grójecka 75, Warszawa

s. 23

g. 17.00

Wstęp wolny.




 




MICHAŁ WICHOWSKI (ur. 1965) – dziennikarz, były emigrant, ojciec dwójki dorastających dzieci. Zbiór opowiadań "Amerykański matoł" to jego debiut wydawniczy – dwanaście krótkich historii, których akcja dzieje się w USA i w Polsce. Obecnie Michał Wichowski kończy pracę nad swoją pierwszą powieścią.

 




Każdy dzień jest ostatni
fragment

Zjechałem z trasy i zatrzymałem się na stacji. Zatankowałem. Moj cadillac żłopał benzynę jak wielbłąd wodę. Wziąłem kawę, baton czekoladowy z orzechami i stertę chusteczek higienicznych, w ostatniej chwili dorzuciłem jeszcze sprasowane ziarna sezamu. „Nie będę jadł śniadania, człowiek przed śmiercią nie powinien się obżerać”, przemknęło mi przez głowę. Wzruszyłem ramionami.

Kawa smakowała jak przypalona guma. Baton lekko to łagodził. Słońce świeciło prosto w oczy, samochód jechał spokojnie, z radia unosiła się świąteczna muzyczka, chłodne powietrze wiało mi w twarz, wielkie samochody mijały mnie po prawej stronie, jeden za drugim, a miasta mijały mnie po obu stronach jedno za drugim…

Nic nie bolało. Moje ciało było całe we krwi, wokół wraku beżowego cadillaca biegali strażacy. Obok, w poprzek autostrady stał wóz policyjny migający wszystkimi kolorami tęczy, w oddali słychać było wycie karetki. Nie czekałem jednak. Przecież potem, gdy to się skończy nadejdzie kolejny dzień i jeszcze jeden i jeszcze jeden i następny. I tak nie wiadomo jak długo jeszcze. A tego już bym nie zniósł.

… tuż przed Los Angeles skręciłem na południe. Gdy dojechałem do Long Beach, była za piętnaście trzecia. Zatrzymałem się na przestronnym parkingu między domem towarowym a przystankiem kolejki miejskiej. Siedziałem w samochodzie, obserwując ludzi dookoła. Kilkanaście metrów dalej jakaś stara kobieta pchała metalowy wózek na kołkach. Miała białe włosy spięte niedbale i suknię o nieokreślonym do końca kolorze i fasonie, coś między czarnym fartuchem a letnią peleryną. Rozejrzałem się na wszystkie strony, spojrzałem na zegarek, była punkt trzecia. Wybrałem jej numer. Zawsze długo odbierała moje połączenia. Jakby skądś wyjmowała telefon, jakby nie potrafiła go uruchomić. Przede mną starsza kobieta z drucianym wózkiem na kołkach czegoś szukała. W końcu wyjęła i odebrała telefon.

– Już pan przyjechał?
– Tak.
– Gdzie pan jest?
– Dojeżdżam do tego miejsca, za zakrętem.

Rozłączyłem się bez zapowiedzi. Starsza kobieta popatrzyła na telefon, może pomyślała, że odmówił jej posłuszeństwa, a może, że ktoś, z kim rozmawiała, nagle się rozłączył.

Trzymałem w ręku telefon nieruchomo. Starsza kobieta potrząsnęła telefonem, popatrzyła na niego jeszcze raz i schowała do kieszeni. Pośliniła ręce, przyłożyła dłonie do twarzy i zaczęła ją przemywać, co chwila przerywała i pluła w to jedną, to w drugą dłoń i wracała do mycia. Robiła to skrupulatnie i dokładnie, każdą część; policzki, brodę, czoło, kilka razy przejechała nawet rękę po włosach. Już nie pluła na dłonie, ale lizała je i powracała do swojej czynności. Ludzie na parkingu mijali ją obojętnie. Czynność, której się oddawała, pochłaniała ją całkowicie. Zadzwoniłem. Przerwała swoje mycie i zaczęła szukać telefonu. Gdy już go wyjmowała, rozłączyłem się. Przekręciłem kluczyk w stacyjce i wyjechałem z parkingu. Nadrobiłem drogi, żeby nie przejeżdżać koło niej. Wyjechałem z miasta i obrałem kierunek na Los Angeles, słońce świeciło mi w oczy, w radiu leciała piosenka „Let it snow”, chłodne powietrze owiewało mi twarz. Czy będzie jutro? Czy nadejdzie dzień, który będzie ostatnim? Kiedy nadejdzie dzień, który będzie ostatnim?

Zadzwonił telefon.

– Przecież my i tak musimy się spotkać.
– Czy to… – zawiesiłem na chwilę głos. – Czy to ostatni dzień, mój ostatni dzień?
– Każdy dzień jest ostatni – powiedziała i rozłączyła się.

Copyright by Michał Wichowski 2013





Michał Wichowski, Amerykański matoł

Warszawska Firma Wydawnicza 2013

155 s. 



3 komentarze:

  1. Z przykrością stwierdzam, że dla mnie za daleko :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę tym, co mają blisko do stolicy. Ja niestety nie należę do tego grona.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe sa takie spotkania.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za ślad, który tutaj zostawiacie :)