niedziela, 30 grudnia 2012

Marek Żak – "Globalne ocieplenie"





"Wielkie pieniądze są jak rak, który drąży i przeżera umysł. Mało kto jest na nie odporny."



Po półrocznej przerwie powracam do twórczości słynącego z kontrowersyjnych książek, pisarza Marka Żaka. Nie ukrywam, że na jego kolejną książkę czekałam z nadzieją, ale również i obawą czy autor spełni moje oczekiwania jakie pokładam w jego kolejnym dziele. Jeśli nie słyszeliście o Marku Żaku, zapraszam do przeczytania jego poprzednich książek: "Szczęśliwy w III rzeszy","Szczęśliwy w Ameryce" oraz "Bieg". W zakładce Spotkania z autorami znajdziecie również mój wywiad z pisarzem.

Marek Żak, warszawski pisarz, rocznik 1953, którego książkę już po raz czwarty goszczę na swoim blogu. Autor jest absolwentem Politechniki Warszawskiej oraz międzynarodowych studiów podyplomowych. W przeszłości pisał felietony do „Przeglądu Technicznego”. Obecnie jego praca zawodowa związana jest z przemysłem farmaceutycznym. Zapraszam na stronę autora oraz jego blog. Nowa książka pt. "Globalne ocieplenie" dedykowana jest tenisowej społeczności.

Bohaterem czwartej książki Marka Żaka jest znowu mężczyzna. I trudno się dziwić, zgłębić i wyjaśnić postępowanie mężczyzny potrafi najlepiej drugi mężczyzna. A bohater nie jest sobie zwykłym Kowalskim, lecz wybitnym naukowcem, doktorem matematyki. Janek Mróz zajmuje się tworzeniem modeli prognozowania pogody i w ramach programu stypendialnego pracuje w instytucie klimatycznym w Nowym Jorku. Bohater jest wysportowanym i przystojnym mężczyzną, któremu wykształcenie i zdolności jakie posiada ułatwiają osiągnięcie sukcesu.

Janek podczas swojej pracy naukowej zauważa, że na Florydzie następuję stały wzrost temperatury. W konsekwencji bohater zostaje wysłany do Miami celem zbadania tego niecodziennego zjawiska. W krajobrazie pięknych plaż i słonecznej pogody poznaje Joane, córkę zamożnego, amerykańskiego milionera, który zrobi wszystko by córka nie wyszła za mąż za obywatela biednej, komunistycznej Polski. Janek podejmuje więc decyzję o powrocie do instytutu i poznaje wówczas piękną i równie bogatą Niemkę – Monikę. I tak zaczyna się wielka gra o miłość, pieniądze i sukces na arenie międzynarodowej, w które tle zobaczycie zakulisowe rozmowy, niebezpieczne intrygi i kontrowersyjnych bohaterów. Czy globalne ocieplenie jest rzeczywiście możliwe? Czy jest jedynie środkiem do osiągnięcia sukcesu finansowego i prestiżu na wielu płaszczyznach? Zapraszam do lektury.

Autor w swojej czwartej książce powielił schemat bohatera antyromantycznego. Janek Mróz jest pewny siebie, niektórzy powiedzieliby nawet, że jest zarozumiały. Daleko mu do szlachetności i altruistycznej postawy, wręcz przeciwnie. Bohater jest egoistą, cynikiem i po trosze oportunistą. Znajdując się w środowisku pewnych siebie Amerykanów, musi być twardy i grać skutecznie, aby osiągnąć zamierzony cel. Wielu czytelnikom, mającym pierwszy raz okazję poznać styl pisania Marka Żaka, Janek może wydać się wręcz pozbawiony uczuć i jakiejkolwiek empatii. Patrząc z mojej perspektywy, Janek będąc na emigracji, nie byle gdzie ale w Stanach czyli w kraju, który ma największy wpływ na losy dzisiejszego świata, nie może mieć kompleksów. Inaczej nie będzie wiele znaczył w środowisku, w którym się obraca.

Autor porównuje swoje książki do Harlequinów. Owszem, "Globalne ocieplenie" naładowane jest epizodami miłosnych uniesień bohaterów ale miłość to tylko jeden z głównych wątków. Ciekawszym wydaje się ujęcie tematu manipulowania danymi dotyczącymi pogody, a co za tym idzie stworzenia mitu ocieplania się planety bądź jej lodowacenia. Mitu, który ma wpływ na wszystkie, fundamentalne sfery naszego życia od politycznych i gospodarczych po te bardziej lokalne i finansowe. To niewiarygodne jaką władzę mają w rękach naukowcy w dzisiejszym świecie. Historia Janka Mroza to właśnie uświadamia czytelnikom.

Styl pisania autora z każdą książką zyskuje moje coraz większe uznanie."Globalne ocieplenie” to dialogi, które zyskały płynność i swoistą lekkość w odbiorze. Ujęcie akcji w pięknym, słonecznym krajobrazie rozpala wyobraźnię. Oczywiście punktem centralnym powieści jest bohater, który swoją postawą skłania czytelnika do refleksji nad ludzką moralnością, znaczeniem miłości i pieniędzy w życiu. Autor nawiązuje do instytucji ślubu i jego znaczenia dla mężczyzny. Czy można jednoznacznie ocenić Janka Mroza? W żadnym wypadku. Jest zbyt kontrowersyjny, dlatego zawsze będzie wywoływał dyskusję na wielu polach. A o to właśnie chodzi autorowi.

Epilog, jaki Marek Żak zamieścił na końcu książki mnie zatrwożył. Być może historia globalnego ocieplenia to nie do końca fikcja literacka stworzona na potrzeby książki, a my żyjemy w złudnym przeświadczeniu rzetelności badań naukowych. W końcu autor sam był naukowcem, coś niecoś więc na ten temat wie.

Mimo moich pierwotnych obaw, "Globalne ocieplenie" wywołało we mnie mieszankę przeróżnych odczuć. Od konsternacji i zdziwienia do podziwu i rozmarzenia. Z pewnością było mi łatwiej, gdyż poznałam już formę w jaką autor wkłada swoich bohaterów. Poza tym w powieści został poruszony międzynarodowy temat w iście światowym stylu. Jeśli macie otwarty umysł i nie boicie się wyjścia poza utarty schemat Polaka-męczennika to jest to książka dla was.

"W życiu jest jak w tenisie. Raz serwuje jeden, raz drugi."



Marek Żak


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi oraz Warszawskiej Firmie Wydawniczej


Recenzja bierze udział w WYZWANIU:


piątek, 28 grudnia 2012

Marcin Piędel – "Rozmazany makijaż"




”Czasami warto zdjąć różowe okulary z nosa, bo uczucia mają problem z akomodacją.



Krótkie opowiadania literackie jakimi są opowiadania, coraz częściej goszczą na moich półkach z książkami. Jeszcze bardziej zadowala mnie fakt, że są to polskie utwory, gdyż kocham odkrywać nowych autorów i ich współczesną twórczość. Gdy całkiem niedawno dostałam propozycję zrecenzowania ebook’a „Rozmazany makijaż” od jego autora, z przyjemnością zabrałam się za czytanie. Przed lekturą stwierdziłam, że sama postać dwudziestoletniego, debiutującego Marcina Piędla jest bardzo intrygująca, więc jego opowiadanie może być naprawdę ciekawe.

Autor - Marcin "Martini" Piędel jest współzałożycielem powstałego w 2010 r. w Krakowie, polskiego składu hip-hopowego „Ingerencja”. Martini jest muzykiem undergroundowej sceny krakowskiej, raperem oraz pisarzem. Mimo młodego wieku (ur. 28 październik 1991r.), autor w grudniu 2010 r. zadebiutował już powieścią pt. „Dialog z duszą przy papierosie". Utwór, dość kontrowersyjny, ukazuje klimat nocnego życia dzisiejszej młodzieży – narkotyki, seks i patologia. Martini całkiem niedawno, bo we wrześniu tego roku, otworzył własne wydawnictwo „Martini Publisher”. Ebook „Rozmazany makijaż” został wydany w tym miesiącu. Zapraszam was na stronę autora - Ingerencja.

Szesnastoletnia Amelia to gimnazjalistka, która prowadzi normalne życie nastolatki. Mieszka z rodzicami, kłóci się ze starszymi siostrami, potrafi robić świetny makijaż i interesuje się płcią przeciwną. Jednakże w jej przypadku nie jest to zwykłe młodzieńcze zainteresowanie rówieśnikami. Amelia bowiem darzy uczuciem swojego nauczyciela historii – Michała. To dzięki niemu, spod jej ręki wychodzą coraz lepsze wiersze. Pod wpływem uczucia jej poezja nabiera barw i kontrastów. Zauroczenie starszym od siebie mężczyzną, do tego nauczycielem, nie przeszkadza jej jednak prowadzić życia towarzyskiego i w konsekwencji pójścia na urodziny do swojej przyjaciółki. Bohaterka nie spodziewa się, że impreza urodzinowa zapoczątkuje ciąg zdarzeń, które doprowadzą do zweryfikowania postrzegania jej pierwszego, miłosnego zauroczenia.

Autor wprowadza czytelnika w psychikę nastolatki, która w ciągu paru dni doświadcza wielu nowych doznań, zarówno tych fizycznych jak i oddziałujących bezpośrednio na osobowość. Nie jest łatwo w dzisiejszych czasach utrzymywać pozory, aby nie okazywać swojej inności wobec innych. Tak właśnie wyobrażam sobie Amelię. Dziewczyna próbuje za wszelką cenę dostosować się do otoczenia, rodzice nie mają dla niej czasu, siostry się z niej wyśmiewają. Jedynie za pomocą poezji jest w stanie wyładować swoje emocje, by przeżyć kolejny dzień. Myślę, że obecnie mnóstwo jest w polskich szkołach nastolatek, zagubionych i zamkniętych w sobie, mimo utrzymywania pozorów towarzyskości i otwartości.

Opowiadanie Marcina Piędla pozornie skierowane jest dla nastolatków. Jednakże wydaje się, że to właśnie dorośli powinni je przede wszystkim przeczytać. Być może dzięki tej krótkiej lekturze, będą w stanie na nowo zauważyć prawdziwą osobowość swojego dziecka. Poza tym historia Amelii i jej miłosnego zauroczenia ukazuje mnogość pozorów jakie otaczają każdego z nas. Zakończenie jest zaskakujące i to na pewno wpływa pozytywnie na odbiór opowiadania przez potencjalnego czytelnika.

Autor zastosował pierwszoosobową narrację, dzięki czemu widzimy świat oczami młodej osoby, która dopiero wchodzi w skomplikowane relacje damsko-męskie. Jeśli miałabym określić w trzech słowach czym jest utwór Marcina Piędla, powiedziałabym, że to całkiem udane współczesne opowiadanie obyczajowe. Na uwagę zasługuje fakt, iż korektę i redakcję zrobił sam autor, co jest nie lada wyczynem, a cena ebooka jest bardzo przystępna.

Autor w mojej ocenie zapowiada się całkiem nieźle. Ćwicząc swój dosyć dobry warsztat pisarski, jest w stanie tworzyć ekspresyjne, współczesne książki. Nie omieszkam przeczytać debiutu Marcina Piędla, żeby sprawdzić jak wygląda powieść w jego wykonaniu, gdyż kawałek prozy jaką dotychczas przeczytałam zachęciła mnie do sięgnięcia po więcej.


Marcin Piędel

Za możliwość przeczytania opowiadania dziękuję autorowi.


Recenzja bierze udział w WYZWANIU:

wtorek, 25 grudnia 2012

Konstantinos – "Wampiry wśród nas. Ukryta prawda"




„Pamiętajcie - na ludzi z otwartymi umysłami zawsze czekają nowe odkrycia. Nawet, jeśli podmiotem badań są istoty znane od zarania dziejów… takie jak wampiry.



Nie bez powodu wybrałam tę właśnie książkę, jako lekturę na moje, zimowe wieczory. Temat wampirów od zawsze fascynował ludzi, jednak to co się dzieje ostatnimi czasy to apogeum zainteresowania wampiryzmem. O wampirach czytają dzieci, czyta młodzież i czytają dorośli. O wampirach się słyszy i ogląda filmy. Jednak wszystko to jest jedynie dobrze wykonaną obróbką dostępnej wiedzy dla celów beletrystycznych czy filmowych. Ten tytuł to całkowicie inne ujęcie tematu sławnych już mieszkańców nocy zwanych wampirami.

Konstantinos (tak, to prawdziwe imię autora) od ponad piętnastu lat zajmuje się okultyzmem. Jego pasja pozwoliła mu na napisanie opowiadań, wielu artykułów oraz sześciu książek dotyczących tej tematyki. Do tego prowadzi wykłady na uniwersytetach i w księgarniach, dotyczące oczywiście zjawisk paranormalnych. Oprócz okultyzmu, Konstantinos praktykuje również magię oraz użycza swojego wokalu w zespole gotyckim. Sam określa siebie neopoganinem. Z wykształcenia jest dziennikarzem.

Książka „Wampiry wśród nas. Ukryta prawda” składa się z dziesięciu rozdziałów. Autor uświadamia nas w kwestii pomieszania faktów z mitami dotyczącymi wampirów. Następnie przedstawia skrótowe legendy o stworzeniach nocy z całego świata. Co ciekawe, to właśnie folklor daje początek historiom, które do dzisiaj mrożą nam krew w żyłach. Przekrój legend jest dość szeroki, bowiem zabiera nas w podróż od starożytności do czasów nam współczesnych. Konstantinos dzieli wampiry na cztery typy: nieśmiertelni krwiopijcy, śmiertelni krwiopijcy, mimowolne wampiry widmowe oraz świadome wampiry widmowe. Każdy z tych typów opisany jest dość szczegółowo przez autora. W książce znajdziecie również nawiązania do znanych postaci historycznych takich jak Wład Drakula, Hrabina Batory czy Gilles de Rais. Dowiecie się również jak skutecznie chronić swoją osobę przed wampirami.

Rozdział, który może was najbardziej zainteresować to część dotycząca śmiertelnych krwiopijców naszych czasów. Autor bowiem nie skupił się wyłącznie na przekazach i legendach, ale wpadł na dość innowacyjny pomysł. Zamieścił ogłoszenie w czasopiśmie dla fanów horrorów i wampirów, zachęcające do zgłaszania się osób uważających się za dzieci nocy. Niespodziewanie przyszło aż osiemdziesiąt listów, z których autor wybrał kilka do swojej książki. To chyba najciekawszy rozdział w tej rozprawie.

Konstantinos w dość prosty i enigmatyczny sposób przedstawił czytelnikom ewolucję postaci wampira do czasów nam współczesnych. Od odrażająco brzydkiego i śmierdzącego stworzenia w przeszłości do ówczesnego bożyszcza nastolatek, jakim jest chociażby Edward ze słynnej sagi „Zmierzch” Stephanie Meyer. To bardzo inspirujące, jak na przestrzeni lat zmieniło się wyobrażenie o krwiopijcach, zapoczątkowane z pewnością przez książkę Anny Rice.

Ciekawymi przystankami były wątki dotyczące nosferatu czyli stworzenia, którego korzenie sięgają Rumunii jak również osławionej krwawej Hrabiny, o której już wcześniej czytałam w literaturze. Autor przedstawia czytelnikowi ich prawdziwą historię, okraszoną okrucieństwami jakimi się pałali. Ale jaki związek te postacie mają z wampiryzmem? Tego wam nie powiem, musicie koniecznie zajrzeć.

Konstantinos dość wnikliwie wprowadza nas w temat wampirów. Wiele źródeł na jakie się powołał w swojej książce jest godnych uznania. Pierwszoosobowa narracja sprzyja wgłębieniu się w myśli i tezy autora. Z pewnością nie jest to fantastyczna opowieść o wampirach, gdyż autor w wielu miejscach w książce poddaje w wątpliwość swoje twierdzenia i każe zastanowić się czytelnikowi co może być faktem, a co jedynie mitem.

Na niektóre informacje zawarte w książce „Wampiry wśród nas. Ukryta prawda” możecie spojrzeć z przymrużeniem oka, na niektóre ze strachem w oczach. Jedno jest jednak pewne. W każdej legendzie czy micie jest ziarno prawdy. A jak napisał autor:

„Pamiętajmy, że wiele zjawisk uważanych przez starożytnych za tajemnicze udało się wyjaśnić naukowo. A starożytni wierzyli też w istnienie wampirów.”

Książka daje do myślenia. Dla sympatyków demonów nocy to pozycja obowiązkowa. Polecam.


Konstantinos



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Studio Astropsychologii


A teraz trochę prywaty. Muszę się wam pochwalić... moja recenzja książki Justyny Filosek pt. "Zaćmienie księżyca" została recenzją tygodnia na portalu nakanapie.pl. To już drugie takie wyróżnienie mojej osoby w tym roku. Nawet sobie nie wyobrażacie jaka jestem teraz zmotywowana do dalszego rozwoju :) Lepszego prezentu nie mogłam sobie wymarzyć.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wesołych Świąt!






Moi drodzy, dzisiaj ten szczególny dzień, który celebrujemy raz do roku. Nie będę pisać oklepanych formułek życzeniowych, gdyż na pewno nie mało ich dzisiaj usłyszycie. Z mojej strony chciałabym wam życzyć dalszych, codziennie ekscytujących wrażeń z bohaterami literackimi i mnóstwa nowych wyzwań z dziedziny literatury. Niech wasza pasja czytania i pisania ciągle się rozwija, przynosząc szczęście i zadowolenie. Mam nadzieję, że znajdziecie dzisiaj pod choinką mnóstwo wymarzonych książek :)

sobota, 22 grudnia 2012

Wywiad z Karolem Stefańskim, autorem książki "Gość w Chicago"


Całkiem niedawno przedstawiałam wam na blogu nie wydaną jeszcze książkę Karola Stefańskiego pt. "Gość w Chicago" - RECENZJA. Po lekturze doszłam do wniosku, że ciekawie by było zapytać autora o kilka rzeczy, które chodzą mi cały czas po głowie. Zapraszam więc do wywiadu.

Autor, Karol Stefański to postać nietuzinkowa. Jako student czwartego semestru budownictwa na Politechnice Poznańskiej, aby zrealizować swoje marzenia, na sześćdziesiąt osiem miesięcy wyjechał do Stanów Zjednoczonych celem skończenia amerykańskiego collegu. Do Polski wrócił w 2008 r., rozpoczął wówczas studia językowe na Uniwersytecie Jagiellońskim, których de facto nie skończył. Autor obecnie jest tłumaczem i lektorem języka angielskiego. Oprócz nauki języków jego pasją jest również taniec. Zapraszam na blog autora - Gość w Chicago.


awiola: Dlaczego akurat Stany Zjednoczone były celem Twojego wyjazdu?

Karol Stefański: Było w tym trochę przypadku.. Myślę, że jakbym w 2002 roku natrafił na ofertę ‘Work&Travel’ w Australii, wylądowałbym właśnie w niej. Padło jednak na Stany. Odkąd pamiętam zawsze ciągnęło mnie na dalsze lądy. Stany do takich należały. A gdy pojawiła się wakacyjna oferta wyjazdu na Alaskę, długo się nie zastanawiałem.

awiola: Co najbardziej zszokowało Cię podczas pobytu w Chicago?

Karol Stefański: Oprócz opisanego w książce ‘Szoku w trampkach’, który przydarzył mi się na lotnisku, nic nie przychodzi mi do głowy. Może to, że bez wyjeżdżania z Chicago mogłem się poczuć jakbym był w przynajmniej dwudziestu różnych krajach na raz. A to za sprawą kosmopolitycznego nastroju tu panującego.

awiola: Czy trudno było się odnaleźć w naszej, polskiej rzeczywistości po przyjeździe do ojczyzny?

Karol Stefański: Szok po powrotny owszem był. O najciekawszych sytuacjach wspominam w końcówce książki. Ci, którzy spędzili ‘na zachodzie’ dobrych parę wiosen, pewnie coś o tym wiedzą. A dla tych, którzy nie mieli okazji – to tak jakby odebrać im komórki i odciąć na stałe Internet. Pewnie nie byłoby łatwo funkcjonować ale z czasem by się przystosowali.

awiola: Kiedy przyszedł Ci do głowy pomysł na napisanie książki o swojej podróży do USA? Co było inspiracją do jej napisania?

Karol Stefański: Gdy po powrocie ze Stanów opowiadałem moim bliskim czy też znajomym o swoich przygodach zza oceanu, często po ich wysłuchaniu odpowiadali: „Ty powinieneś o tym książkę napisać!” No więc zacząłem pisać. Od 2008 r. do 2011 r. pisałem jedynie w głowie, a do tego niezbyt intensywnie. Jakoś nie mogłem się zabrać do przelania myśli na papier. Aż do czasu.. Pewnego dnia zachorowałem i tak się nudziłem w domu, że stwierdziłem, iż to jest dobry moment by zacząć pisać. Przez trzy dni powstało około dwadzieścia parę stron rękopisów. Tak mnie to wciągnęło, że nie mogłem się oderwać. Gdy wyzdrowiałem, miałem mniej wolnego czasu. Wykorzystywałem więc każdą wolną chwilę na pisanie, czy to w autobusie, pociągu czy też w czasie przerwy w pracy.
Co do inspiracji, to oprócz wspomnianych pozytywnych reakcji znajomych na moje opowieści, miałem wewnętrzną chęć podzielenia się swymi przygodami z większą rzeszą ludzi celem zainspirowania ich do zrobienia czegoś o czym zawsze marzyli ale brakowało im na to odwagi – coś w rodzaju takiego sznurka typu ‘podaj dalej’.

awiola: Jak długo trwało napisanie i doszlifowanie „Gościa w Chicago”?

Karol Stefański: Samo napisanie trwało kilka miesięcy. W międzyczasie przepisywałem tekst na komputerze oczywiście zmieniając go i dodając nowe wątki. Kolejno poddałem go redakcji i korekcie. Całość więc od napisania pierwszego słowa po ostatnie trwało niespełna rok.

awiola: Jaka jest geneza tytułu książki? Skąd pomysł na akurat taką nazwę?

Karol Stefański: Tytuł wyszedł od mojego redaktora, który czytając tekst, często nazywał mnie ‘typem napastnika’ – nie tylko boiskowego ale i w codziennym postępowaniu kierującego się zasadą ‘oby do przodu’. Tytuł ‘Napastnik w Chicago’ budził jednak negatywne skojarzenia. Bardziej trafnym określeniem mojej osoby był dwuznaczny ‘Gość’.

awiola: Przesłaniem Twoich wspomnień jest zachęcenie czytelników do rozwijania swoich pasji. Dlaczego Twoim zdaniem ludzie tak łatwo rezygnują ze swoich marzeń? I dlaczego akurat Tobie udało się je zrealizować?

Karol Stefański: Z moich obserwacji wynika, że ludzie rezygnują z marzeń bo nie wierzą w ich spełnienie bojąc się tym samym konsekwencji płynących z podjęcia ryzyka. Są niecierpliwi, brakuje im motywacji, bycia upartym w działaniu. A jak do tego dochodzą porażki, droga do spełnienia marzeń jeszcze bardziej się zaciera. Myślę, że często też, wielu w zamian szuka wymówek, które tak naprawdę oddala ich od wiary w spełnienie swych wytycznych.
Mnie się udało bo byłem wspomnianym wyżej typem napastnika, którego celem było strzelanie goli. Koncentrowałem się więc na ich zdobywaniu nie patrząc na spudłowane strzały, które oczywiście też się zdarzały.

awiola: Czy chciałbyś ponownie wyjechać do Stanów?

Karol Stefański: Chciałbym bardzo i właśnie dlatego wiem że znowu je odwiedzę. Tylko nie wiem czy lepiej w lecie czy w zimie. W lecie dużo się dzieje na ulicach (koncert, festyny, itp., a w zimie można pojeździć na łyżwach w centrum miasta między wieżowcami..w rytmie amerykańskich kolęd.
awiola: Twoja książka posiada korektę, redakcję i zdjęcie okładki. Czy znalazłeś już wydawnictwo gotowe ją wydać i czy znasz już przybliżoną datę jej publikacji?

Karol Stefański: Póki co ‘Gość w Chicago’ pojechał na konkurs organizowany przez jedno wydawnictwo. Jeśli wygra, to zostanie opublikowany. Jeśli nie, to na pewno zapuka do drzwi innych wydawnictw – mam ich już całą listę.

awiola: Jakie są Twoje najbliższe plany pisarskie i podróżnicze? Zamierzasz gdzieś wyjechać czy napisać kontynuację książki?

Karol Stefański: Wielu moich znajomych spoza Polski nakłania mnie do przetłumaczenia Gościa na angielski, więc może tym się zajmę. Poza tym powstał też audiobook ‘Gość w Chicago’, który chciałbym skierować do miłośników słuchania. W międzyczasie rozpocząłem ‘Gościa w Moskwie’ będącego kontynuacją mojej emigracji.

Oprócz powyższego powstaje coś w rodzaju przewodnika dla potencjalnych nauczycieli języka angielskiego. Przedstawiam w nim światek TEFL nie tylko swoimi oczami, ale również innych mniej lub bardziej doświadczonych ‘międzynarodowych nauczycieli’.

Co do planów podróżniczych to planuję wyjazd do swojej ukochanej rodzinnej mieścinki, Kamiennej Góry.

awiola: Jak oceniasz rynek wydawniczy w Polsce?

Karol Stefański: Polski rynek wydawniczy znam jedynie w teorii ale mam nadzieję, że niebawem przełoży się to na praktykę.

awiola: Co na koniec chciałbyś przekazać czytelnikom mojego bloga?

Karol Stefański: Na początku pozdrawiam gorąco wszystkich książkowych moli tu zaglądających! Jestem pełen podziwu dla ludzi czytających tak wiele, czy to nowych komercjalnych czy też bardziej wyszukanych pozycji. Oczywiście, wraz z Gościem, wszystkich zainteresowanych zetknięciem z amerykańską rzeczywistością zapraszam w podróż do Chicago. Zachęcam też, oprócz czytania, do pisania i dzielenia się tym z innymi.

A na koniec, właścicielce bloga serdecznie dziękuję za recenzję ‘Gościa w Chicago’ jak i wpuszczenie informacji o nim w eter.

Pozdrawiam,

Karol Stefański


Ja również dziękuję autorowi za poświęcony czas. Pozostaje mi zachęcić was do sięgnięcia po "Gościa w Chicago". Nie zwlekajcie bowiem książka zapewni wam inspirującą podróż na inny kontynent.

piątek, 21 grudnia 2012

Kata Melk – "Za firewallem"





"Los informatyka jest losem przewrotnym, a kto się śmieje, ten się śmieje ostatni."




Nie wiem czy u was jest podobnie, ale ja prosząc o pomoc jakiegokolwiek informatyka, zawsze napotykam zupełnie inny świat. Programy, kody, skomplikowane operacje to codzienność w takiej pracy. Stereotyp typowego informatyka jest bezwzględny: niechlujny, mało elokwentny i żyjący w swoim świecie. A jak jest naprawdę? Odpowiedzieć na to pytanie spróbowała Kata Melk.

Autorka przepracowała w branży IT ponad dziesięć lat. Można więc powiedzieć, że zna to środowisko od podszewki. Korporacja to dla niej chleb powszedni, o pracy w niej wie praktycznie wszystko. Przypuszczam, a raczej jestem pewna, że pisarka użyła pseudonimu. Warto wspomnieć, iż „Za firewallem” ostało nominowane przez jury w plebiscycie Najlepsza książka na jesień 2012.

Chcecie wiedzieć co dzieje się za firewallem, czyli tzw. zaporą sieciową? Autorka celowo użyła tutaj przenośni literackiej, porównując prace informatyków do zapory. W końcu to, że mogę dzisiaj pisać ten tekst na komputerze, jest wynikiem trudnej pracy programistów. Nie można przy tym zapomnieć, iż jest to wyłącznie efekt ich ciężkiej pracy. Ciekawym jest zatem to, co dzieje się w obszarze roboczym? Jacy naprawdę są informatycy? I czy rzeczywiście tak bardzo różnią się od zwykłych zjadaczy chleba?

„Za firewallem” to zbiór piętnastu krótkich opowiadań z życia pracy informatyków w korporacji. Cała fabuła skupiona jest w okresie trzech miesięcy, podczas pracy nad wielkim projektem, nazwanym śmiesznie przez bohaterów „Miazgą”. Kim są zatem bohaterowie? Poznacie Kreskę, menedżera, który stale gubi swoje cztery telefony, a osobisty komputer nazwany Pramatką traktuje z nabożną niemal czcią. Jest też Szaman, którego ciało pokryte jest wieloma tatuażami czy Ośmiornica stale ubierający się w ten sam polar. Nie zabraknie również w tym zespole kobiet, zgrabna i seksowna Cindy, nazywana Barbie, potrafiąca zdziałać cuda w obszarze informatycznym. Ciekawymi postaciami są również Alex ze swoim wstrętem do owadów i Generał – człowiek interesu. Wszyscy tworzą zespół, wszyscy pracują w Wytwórni, wszyscy są jak się okazuje prawie normalni.

Autorka zastosowała świetny zabieg w swoim utworze, bowiem wszyscy bohaterowie potraktowani są z przymrużeniem oka. Historia ich pracy w korporacji to spora dawka dobrego humoru. Postacie dzięki ich przerysowaniu, wzbudzają w czytelniku sympatię. Obawiałam się biorąc do ręki ten utwór, iż w książce zawartych będzie mnóstwo terminów branżowych, typowych dla sekcji informatycznej. Ku mojej uciesze, autorka ograniczyła do minimum slang informatyczny, a niektóre pojęcia wytłumaczyła naprawdę prostym, humorystycznym językiem. Dzięki temu czytanie o programowaniu czy ataku hakerów było po prostu przyjemnością, gdyż potraktowano te tematy z dużą dawką dystansu.

Kata Melk kreując postacie do swojej książki, ukazała najważniejsze cechy, jakie występują u pracowników branży IT. I nie chodzi tutaj tylko o cechy charakteru, ale również o zachowanie, przyzwyczajenia czy różnorodne upodobania. A nadawanie udziwnionych nazw na ludzi i sprzęt informatyczny to chyba zachowania typowe dla informatyków. Mimo tego, że praca w korporacji na pewno nie wygląda tak sielankowo jak przedstawiła to autorka, to jestem skłonna uwierzyć, że tak właśnie prezentuje się to środowisko, pełne ekstrawaganckich zachować i swoistego przekonania o wyższości nad zwykłymi śmiertelnikami.

Jeśli chcielibyście wiedzieć kim są Teletubisie, Mole czy Predatorzy, musicie koniecznie przeczytać opowiadania Katy Melk. Dzięki książce przez chwilę pobędziecie w innym świecie, za osławionym firewallem. A tam może zdarzyć się wszystko… zapraszam więc do lektury. Nie zwlekajcie.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Warszawskiej Firmie Wydawniczej



Recenzja bierze udział w WYZWANIU:


czwartek, 20 grudnia 2012

Spotkanie z Dariuszem Eckertem



Spowiedź Dariusza "ExPerta" Eckerta

Moi drodzy, zapraszam was na spotkanie z Dariuszem Eckertem, autorem m.in. "Kamienicy" i "Króla Pafnucego". "ExPert" będzie się spowiadał Pawłowi "Konjo" Konnakowi ze swoich literackich i pozaliterackich wybryków.



03.01.2013, g. 19.00, CSW Łaźnia, ul. Jaskółcza 1, Gdańsk
Wstęp wolny.

DARIUSZ ECKERT – znany krakowski poeta, murarz i chuligan. Zaangażowany w wiele różnych przedsięwzięć art, m.in. w zespół Inkwizycja. Drukowany tu i tam, wygrał parę konkursów.







Czy słyszeliście dzisiejszą wiadomość o rezygnacji z działalności na naszym rynku księgarni Weltbild Polska? W połowie 2013 r. ta grupa wydawnicza planuje całkowite zamknięcie sklepów w naszym kraju. Jest to dla mnie bardzo smutna informacja, gdyż mnóstwo książek po okazyjnej cenie kupowałam właśnie w Weltbildzie. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.

A co wy sądzicie na ten temat?

wtorek, 18 grudnia 2012

Paweł Śmieszek – "8 dzień"




”A czym jest rzeczywistość? (…) Świat jest snem Boga, drzemką w ósmym dniu tygodnia.”



Intrygująco brzmiący tytuł pokusił mnie do sięgnięcia po dzieło Pawła Śmieszka. Czy możemy znaleźć się nagle w ósmym dniu naszego życia? I co on może oznaczać według interpretacji autora? Te pytania nasunęły mi się przed zajrzeniem na pierwszą stronę książki. Nie jestem jednak pewna czy dobrze odczytałam odpowiedzi w niej zawarte.

Debiutant, Paweł Śmieszek jest nauczycielem w jednej z nyskich szkół. Skończył uniwersytet Opolski, a obecnie uczy języka angielskiego w gimnazjum. Proces pisania książki przez autora wyglądał następująco:

„Tekst do „Ósmego dnia” napisałem kilka lat temu, gdzieś w drodze, w trakcie podróży za granicą. Na początku były to zapisy snów, luźne i nie powiązane ze sobą notatki. Z czasem jednak, zacząłem dopisywać do nich dłuższe fragmenty, rozwijać niektóre wątki i łączyć w całość. Tak powstał „Ósmy dzień”. Myślę, że to dość istotne dla istoty zrozumienia powieści „Ósmy dzień”

Książka rozpoczyna się całkiem zwyczajnie. Londyńczyk, policjant Sean McCoy, uczestniczy w strzelaninie, w której ginie jego partner. Jednocześnie obserwuje włamanie do kościoła, który pełni obecnie funkcję biblioteki. Bohater podczas prowadzenia śledztwa, poznaje Gilberta Hutchensa, pracownika antykwariatu. McCoy jest przekonany, iż Gilbert może wiedzieć dlaczego okradziono bibliotekę ze starych manuskryptów. W międzyczasie czytelnik poznaje Joego Fincha, żołnierza armii amerykańskiej, który wraz ze swoim przyjacielem Patrickiem wraca do rodzinnej mieściny, w której mieszka jego ukochana Sylvia. Na pierwszy rzut oka bohaterów nic nie łączy. Jednakże dziwne wydarzenia i przede wszystkim nagła śmierć Sylvii powodują, iż czterej bohaterowie nagle zostają przeniesieni do innego wymiaru. Zaczyna się dziwna podróż w czasie, podczas której bohaterowie ocierają się o różne wcielenia, aby odnaleźć tajemniczą istotę, która będzie potrafiła przywrócić ich do prawdziwej, według ich interpretacji rzeczywistości.

Fabuła „Ósmego dnia” jest bardzo zagmatwana i zawiła. Częste przeskoki w czasie i różne wcielenia bohaterów utrudniają odnalezienie się w tej gmatwaninie wątków i epizodów. W powieści znajdziecie mnóstwo nawiązań filozoficznych dotyczących istoty boskości, człowieczeństwa, otaczającej nas rzeczywistości czy miary czasu. Pełno w niej nieprzewidywalnych i nieprawdopodobnych twierdzeń oraz przypuszczeń. Bohaterowie polemizują z ogólnie przyjętymi normami i wierzeniami. Okazuje się, że brak odpowiedzi może być również odpowiedzią. Dla niektórych czytelników taka polemika może być koszmarna, gdyż dotyka najgłębszych aspektów naszej egzystencji. Każdą stronę trzeba czytać bardzo uważnie, gdyż łatwo pogubić się w fabule i stracić wątek. „Ósmy dzień” to swoista mieszanka fantastyki, historii, filozofii i sensacji, okraszona nutką nostalgii.

Jedynym zgrzytem w całej powieści są wykreowani przez autora bohaterowie, którzy są po prostu zbyt podobni do siebie. W pewnych momentach można się pogubić, kto jest autorem konkretnych słów. Paweł Śmieszek powinien stworzyć ich osobowości w ten sposób, aby nie było tego problemu.

Książkę „Ósmy dzień” można nazwać powieścią paraboliczną w pełnym tego słowa znaczeniu. Teza jakoby nasza rzeczywistość nie była niczym innym, tylko snem istoty wyższej jest dość kontrowersyjna i nasuwająca filozoficzne refleksje. I dzięki temu właśnie uważam, że mimo pewnych niedociągnięć, książkę warto przeczytać. Poplątana fabuła na wielu płaszczyznach może się wam nie spodobać, tudzież znudzić. Jednakże warto być wytrwałym dla samych tez filozoficznych i egzystencjonalnych w niej zawartych.

„W zasadzie nie czuję, że gatunek ten jest tym, w którym czułbym się najlepiej. Wciąż poszukuję i zastanawiam się w czym mógłbym popuścić wodze fantazji. Obecnie pracuję nad kryminałem i dopiero tutaj mam nadzieję dotrzeć do czytelnika z czymś więcej niż czystą rozrywką."

Ciekawe, co autor zaserwuje nam w kryminale. To może być dość ciekawe…



Paweł Śmieszek


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Zaczytaj się!



Recenzja bierze udział w WYZWANIU:

niedziela, 16 grudnia 2012

Christmas TAG


Zostałam zaproszona przez Agnieszkę do nowej zabawy blogowej, która nosi nazwę Christmas TAG.

Oto pytania świąteczne, oraz moje odpowiedzi:




1. Kiedy zaczynasz przygotowania do Bożego Narodzenia?

Przygotowania do Świąt zaczynam od wywiadu środowiskowego dotyczącego preferencji moich najbliższych, dotyczących wymarzonych prezentów. Najczęściej zaczynam się za nimi rozglądać na początku grudnia.

2. Posiadasz kalendarz adwentowy?

Nie posiadam. Nie jestem osobą praktykującą. Święta to dla mnie raczej kwestia tradycji i sentymentu, niż przeżycie religijne.

3. Jakie są Twoje ulubione filmy świąteczne?

Oczywiście „Kevin sam w domu”. Mówcie co chcecie, ja naprawdę lubię raz w roku ten film obejrzeć.

4. Czy masz jakieś wesołe wspomnienia świąteczne?

Jest ich mnóstwo. Dużo by pisać.
5. Jak wygląda Boże Narodzenie w Twoim domu?

W moim domu zbierają się wszystkie osoby mi najbliższe. Gdy pojawia się pierwsza gwiazdka dzielimy się opłatkiem, składamy sobie życzenia i zasiadamy do stołu. Często kolacja wigilijna kończy się późno w nocy. Dwa pozostałe dni świąt to odwiedziny u znajomych i dalszej rodziny.

6. Co najbardziej lubisz w Świętach Bożego Narodzenia?

Spotkanie z najbliższymi i możliwość obdarowywania się nawzajem.

7. Czy masz jakieś tradycje świąteczne?

W mojej rodzinie prezenty daje się w Wigilię rano, nie wieczorem. Poza tym musi być zupa grzybowa zrobiona przez moją mamę i kapusta z grzybami. Te wybitne dzieła kulinarne, które jemy tylko raz w roku.

8. Jakie są Twoje ulubione piosenki świąteczne?

DeSu – „Kto wie czy za rogiem” oraz
Wham – „Last Christmas”

9. Jaką będziesz mieć choinkę w tym roku?

Z tego względu, że niedawno się przeprowadziłam, nie wiem jeszcze ile dokładnie choinka będzie mierzyć. Ale na pewno będzie żywa i pełna kolorów.

10. Jaki jest twój ulubiony zapach świąteczny?

Zapach piernika i pomarańczy.

11. Jaki kolor lampeczek choinkowych lubisz najbardziej?

Zdecydowanie niebieski.

12. Odliczasz dni do świąt?

Gdy byłam dzieckiem, odliczałam takie dni każdego roku. Teraz już tego nie robię.

13. Ulubiony zimowy lakier do paznokci?

Nie mam takiego. Preferuje wszystkie pastelowe kolory.

14. Ulubiony zimowy napój?

Herbata z jabłkiem i cynamonem. Świetnie rozgrzewa w mroźne dni.

15. Jak wygląda twój pokój podczas okresu świątecznego?

Nic szczególnego się w nim nie zmienia w tym okresie.


Dziękuję za możliwość wzięcia udziału w zabawie. Nikogo nie nominuje, gdyż chyba już wszyscy wzięli udział w tym tagowaniu. Jak wam mija ten niedzielny, leniwy wieczór? Czytacie jakąś pasjonującą lekturę?

sobota, 15 grudnia 2012

Agnieszka Topornicka – "Wakacje od życia"






„Wszędzie zostawiasz półotwarte furtki (…). Chcesz iść naprzód, ale zawsze oglądasz się wstecz. Tak się nie da.”



Życie na emigracji to temat, który zawsze mnie ciekawił. Do tej pory większość książek jakie czytałam to książki dotyczące wspomnień życia na obczyźnie Polaków, którzy wyjeżdżali za granicę po wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej. Ale przecież nasi rodacy wyjeżdżali za chlebem również po przekształceniach ustrojowych. Byłam ciekawa więc jak zostanie przedstawiony ten właśnie temat.

Agnieszka Topornicka to poetka, dziennikarka oraz tłumaczka. Przez dłuższy okres czasu, bowiem przez dziesięć lat mieszkała w Stanach Zjednoczonych, tam też współpracowała z mediami polonijnymi. Autorka obecnie mieszka w na wsi w Polsce, wraz z mężem, synem oraz wielkim kotem. „Wakacje od życia” to jej trzecia książka w dorobku pisarskim.

„American dream” to określenie, które chyba każdy z nas kiedyś słyszał. W czasach PRL-u wyjazd do Ameryki utożsamiany był z rajem i wielką szansą na sukces w życiu. Po przekształceniach w gospodarkę wolnorynkową, na początku lat 90’ wielu naszych rodaków nadal upatrywało w Stanach życiową szansę. Bohaterka powieści, nazwana przez autorkę Nową, również wyjeżdża do USA. W Nowym Jorku mieszka jej stara przyjaciółka ze studiów - B., która pracuje w amerykańskiej korporacji. Nowa poznaje wdzięcznych sąsiadów i przyjaciół B., dwóch mało rozgarniętych chłopaków Hansa i Jadzię oraz młode małżeństwo z córką. Znajduje również pracę jako opiekunka chłopca dotkniętego chorobą autyzmu. Bohaterka musi odnaleźć się w zupełnie innym świecie, dojrzeć do pewnych decyzji oraz dokonać wyboru między miłością, a tchórzostwem. Nie można bowiem przez całe życie wyłącznie uciekać.

Akcja powieści dzieje się w latach dziewięćdziesiątych XX wieku – rok 1993. Jest to epoka, która u nas w kraju, obecnie wspominana jest już z sentymentem. Nie było wówczas jeszcze w powszechnym użyciu telefonów komórkowych, internetu czy wielkich sieci handlowych. Był to czas zachłyśnięcia się normalnością, która zaczęła do nas dopiero docierać z Zachodu. I takie właśnie wspomnienia z tego okresu znajdziecie w książce. Przywoływany często na łamach powieści serial „Przyjaciele”, który wtedy bił rekordy popularności, nieodłącznie kojarzy mi się z tymi latami.

W książce odnalazłam nostalgię i sentyment, aż dziw, że tak się kiedyś żyło. I można było się umawiać bez telefonów komórkowych, uwierzcie mi :) Jednakowoż spodziewałam się większego nacisku na życie w Ameryce, tymczasem realia emigracji Polaków są raczej tłem powieści. Autorka większy nacisk położyła na uczucia i dylematy bohaterów, niż obraz naszych rodaków na obczyźnie. To spowodowało u mnie pewien niedosyt. Byłam bardzo ciekawa jak wyglądało w tamtych czasach emigracyjne życie. Tymczasem perypetie uczuciowe Nowej zdominowały całą fabułę. Szkoda, bo przecież Agnieszka Topornicka ma wielkie doświadczenie, sama mieszkała przez tyle lat w Stanach. Irytowało mnie również nazwanie przyjaciółki Nowej – B. Nie rozumiem dlaczego autorka przyjęła taki pseudonim składający się z jednej tylko litery, trochę utrudniło mi to skupienie się na fabule.

Na pewno „Wakacje od życia” starszym czytelnikom przypomną jak żyło się w latach 90’. Pojawi się sentyment i nutka nostalgii, za tym co było i już nie wróci. Ale książka sama w sobie mnie nie zachwyciła. Bohaterowie byli nijacy, nie przekonali mnie. Poza tym brakowało mi większego skupienia na realiach życia w ówczesnej Ziemi Obiecanej. Uważam, że temat był naprawdę ciekawy, ale gorzej poszło już z jego wykonaniem. Ocenę zaś pozostawiam każdemu z was.

"„Wakacje od życia” to tytuł, jak zwykle w przypadku moich książek, niejednoznaczny. Ameryka z pozoru podarowuje moim bohaterom przedłużenie beztroskiej młodości, coś w rodzaju trwania w zawieszeniu, „życia na brudno”, a tymczasem okazuje się, że ono dzieje się, jak to życie – tu i teraz, i jak najbardziej naprawdę."


Agnieszka Topornicka




Książkę otrzymałam w ramach nagrody za RECENZJĘ tygodnia na portalu:

Recenzja tygodnia (30.11.2015 r. - 6.12.2015 r.) na portalu



Recenzja bierze udział w WYZWANIU
:


czwartek, 13 grudnia 2012

Salon Ciekawej Książki w Łodzi - relacja





Zaczęło się tak....


Pełna optymizmu i nadziei na prawdziwe eldorado książkowe kupiłam bilet i przeszłam przez bramkę, która w moim mniemaniu miała być drzwiami do raju...






A w raju... niestety pustki i dziwna, grobowa wręcz atmosfera. Stoiska wydawnictw były ubogie, rabaty i przeceny również bardzo skromne. Co więcej, niektóre wydawnictwa nie oferowały żadnych promocji, bądź ukazane ceny były droższe niż zakup książki drogą internetową. Nie tego oczekiwałam...



Rok temu, targi były organizowane w hali przy ul. Stefanowskiego. I szczerze powiedziawszy atmosfera wówczas sprzyjała nowym zakupom książkowym czy nawiązywaniu ciekawych znajomości, czego nie mogę powiedzieć o tegorocznej imprezie organizowanej w nowej hali przy Al. Politechniki. Fakt, ilość wystawców wzrosła z 63 w tamtym roku do 100 w tym, co jest niewątpliwie pocieszające. Nie zmienia to jednak mojego zdania, że to atmosfera i odpowiedni klimat sprzyjają odwiedzaniu targów książkowych. A najbardziej rozczarowała mnie nieobecność wydawnictwa Świata Książki. Jestem też trochę zdziwiona rozmiarem hali, sądziłam, że zajmuje większą powierzchnię niż w rzeczywistości.


Ale dosyć narzekań :) Na targi pojechałam z listą tytułów, które brakują mi do pełnego skompletowania całej "Jeżycjady" autorstwa Małgorzaty Musierowicz. Liczyłam oczywiście na spory upust, gdyż mój fundusz pieniężny miałam ograniczony. Przechadzając się więc po hali, nabyłam aż cztery antykwaryczne egzemplarze mojej ukochanej serii, po cenie 6 zł za sztukę. Przyznacie, że to naprawdę okazja, gdyż książki są w świetnym stanie. Następnie odnalazłam stoisko Akapit Pressu, gdzie przemiła przedstawicielka tegoż wydawnictwa, zaproponowała mi pozostałe, brakujące tytuły w bardzo korzystnej cenie.





Tak oto stałam się posiadaczką prawie całego kompletu "Jeżycjady", brakuje mi jeszcze jednej części, a mianowicie "Żaby", gdyż nie było jej aktualnie w sprzedaży.








Co więcej, otrzymałam specjalny egzemplarz "McDusi" z podpisem samej autorki! Do dzisiaj nie mogę się z tego faktu nacieszyć...:)







Przeszczęśliwa z udanego zakupu, z uśmiechem od ucha do ucha, pakując swoje nowe skarby, dowiedziałam się, że przy stoisku siedzi pisarka Marta Fox, która jest mi znana z książek młodzieżowych m. in. "Magda.doc" czy "Paulina.doc". Bardzo się cieszę, że mogłam z Panią Martą chwilę porozmawiać. To bardzo ciepła i serdeczna osoba.








I tak stałam się posiadaczką książki Pani Marty pt: "Cafe Plotka". Poznałam historię tytułu oraz krótkie streszczenie fabuły. Oczywiście niebawem moja opinia o niej na blogu.








Muszę się jeszcze oczywiście pochwalić dedykacją na pierwszej stronie...:)

















I tak oto dobiegł mój pobyt na targach Salonu Ciekawej Książki w Łodzi. Uważam, że impreza ma potencjał i ma szansę stać się jedną z najważniejszych książkowych imprez w Polsce. Ale do tego jeszcze daleko. To już druga edycja, więc organizatorzy powinni uczyć się na błędach. Nie przekonuje mnie informacja, że w tym roku sprzedano o 30% więcej biletów niż w roku poprzednim. Myślę, że przede wszystkim liczy się klimat i atmosfera, a tego właśnie zabrakło. Gdyby nie przemiłe spotkanie z wydawnictwem Akapit Press, byłabym bardzo rozczarowana. Mam nadzieję, że nasze łódzkie targi dorównają w końcu poziomem Warszawie czy Wrocławiu. Czekam na to...



A wy? Byliście na targach Salonu Ciekawej Książki w Łodzi? Jakie są wasze wrażenia?

środa, 12 grudnia 2012

Zaproszenie na kiermasz książek







Z okazji zbliżającego się szału zakupowego chciałam was zaprosić na świąteczny kiermasz książek, który odbędzie się w najbliższą niedzielę 16 grudnia w godzinach 11-18 na dziedzińcu kamienicy przy ul. Chmielnej 21 w Warszawie. Szczególnie zachęcam do odwiedzenia stoiska Warszawskiej Firmy Wydawniczej, na którym czeka na was ogromny wybór książek z różnych dziedzin (oczywiście ze świątecznymi rabatami), a ich Autorzy będą składać autografy, ściskać dłonie i dyskutować z Czytelnikami.

Niestety z racji zawodowych nie będę mogła być obecna, ale jeśli ktoś z was ma czas i ochotę się pojawić to zapraszam :) To ciekawa impreza.



niedziela, 9 grudnia 2012

Liliana Dorska – "Pomieszanie z poplątaniem"




„Życie jest takie poplątane, nigdy nie wiadomo co nas spotka…”



Wyobraźcie sobie totalną zamianę ról, gdzie bohaterowie nie są tymi za kogo się podają, a wszystko po to by osiągnąć zbieżne ze sobą cele, co w konsekwencji prowadzi do lekkiego absurdu. Tytuł opowiadania Liliany Dorskiej czyli „Pomieszanie z poplątaniem” wskazywał na pojawienie się śmiesznych epizodów, przy których uśmiech nie schodziłby mi z twarzy. Cóż, nie do końca tak było…

Poważny i wydawałoby się dojrzały pracownik świetnie prosperującej firmy - Kamil, opiekuje się mieszkaniem siostry po jej wyjeździe za granicę. Tymczasem w pracy zaczyna mieć poważne problemy gdyż zawistni konkurenci knują intrygę przy pomocy której bohater zostaje zawieszony w obowiązkach służbowych do czasu wyjaśnienia sprawy. Kończące się zapasy gotówki na ekskluzywne życie, skłaniają go do podjęcia ryzykownej decyzji. Kamil postanawia bowiem przebrać się za kobietę i odtąd jako Kamila, chodzić na castingi do produkcji telewizyjnych i filmowych. Tak rozpoczyna karierę w show-biznesie.

Erwina to szeregowa pracownica firmy w której pracuje Kamil. Bohaterka od dłuższego czasu próbuje zwrócić swoją osobą uwagę pożądanego przez wiele kobiet Kamila, niestety bezskutecznie. Jest dla niego ciągle niewidzialna. Dziewczyna od dawna marzy o wielkiej roli w filmie, tymczasem dostaje jedynie marne epizody. Poznając na castingu wschodzącą gwiazdę filmu Kamilę, postanawia wprowadzić w życie niecny plan. Sama przebiera się za faceta, by odtąd jako Erwin uwieść Kamilę i dzięki temu załatwić sobie wielką rolę. Jak tytuł wskazuje, to istne pomieszanie z poplątaniem na wielu płaszczyznach.

Sam pomysł na fabułę w postaci dwóch poprzebieranych głównych bohaterów jest dobry. Jednakże autorce zabrakło większego uwiarygodnienia niektórych epizodów i postaci. Przykładowo wizyta Erwiny w salonie fryzjerskim w celu obcięcia włosów na „faceta”, po której nikt nie zauważa tak drastycznej zmiany. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji w prawdziwym życiu. Do tego postacią mało wiarygodną był Prezes firmy, w której pracowali bohaterowie. Gdzie ja mogłabym znaleźć takiego wspaniałego i wyrozumiałego szefa? Chyba tylko w marzeniach. I po trzecie gospodyni domowa, a raczej „gospodyń” Kamila jeśli tak mogę nazwać Andriu. Trochę to dziwne, że dorosłemu mężczyźnie sprząta inny mężczyzna. Te wyżej wymienione części układanki nie pasują mi do siebie.

Niektóre dialogi są naprawdę śmieszne i generalnie cała historia Kamila Erwiny napawa optymizmem. Poza tym autorka ciekawie ukazała kawałek naszego światka filmowego. Pewne epizody i wątki są tak nieprawdopodobne, że naprawdę bawią i wzruszają. I jest miłość, trochę pokręcona i zwariowana. Jeśli macie więc ochotę na lekkie opowiadanie komediowe to zapraszam, mimo niektórych zgrzytów narracyjnych. Żałuję tylko, że nie udało mi się niczego dowiedzieć o autorce.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Warszawskiej Firmie Wydawniczej


Recenzja bierze udział w WYZWANIU


sobota, 8 grudnia 2012

Wyniki KONKURSU :)


Z małym opóźnieniem chciałam ogłosić wyniki KONKURSU rocznicowego :) Musicie mi wybaczyć, gdyż wczoraj "utknęłam" na targach Salonu Ciekawej Książki w Łodzi. Cóż to było za przeżycie! Niebawem moja relacja z tej imprezy na blogu. Ale wracając do meritum. Przypominam, że nagrodą w konkursie była książka Emily Gifffin - "Dziecioodporna" - recenzja TUTAJ.





Wizja ułożenia książek w waszym ulubionym kawiarnio-antykwariacie, która najbardziej przypadła mi do serca to wizja:

magdalenardo


Gratuluję zwyciężczyni! Zaraz wysyłam e-maila z gratulacjami. A wam dziękuję za udział i świetne odpowiedzi :)

piątek, 7 grudnia 2012

Janusz Leon Wiśniewski, Mariusz Makowski, Renata Palka-Smagorzewska – "Martyna"




„A sama wiesz, że czasami śmierć marzenia jest nie mniej smutna niż prawdziwa śmierć.”


Janusz Leon Wiśniewski, znany większości polski pisarz. Naukowiec, magister fizyki i ekonomii, doktor informatyki. Zadebiutował powieścią „S@motność w sieci” w roku 2001. W 2003 r. natomiast wydał „Martynę”. Współautorami tej noweli są młodzi pisarze Renata Palka-Smagorzewska, o której nie znalazłam żadnych informacji oraz Mariusz Makowski z zawodu doradca podatkowy.

„Martyna” to książka pisana wspólnie z internautami. Jest swoistą innowacją na naszym rynku księgarskim.

Tytułowa Martyna to studentka, która przeprowadziła się ze Szczytna do większego miasta aby tam rozpocząć naukę. Krótki wycinek z jej życia jest mieszaniną pisanego przez nią bloga, wiadomości e-mail, a także samych przemyśleń bohaterki. Jest to historia młodej dziewczyny, która będąc nowoczesną, pewną siebie kobietą, posiada romantyczną duszę.

Losy Martyny i jej przyjaciół opisane są w opowiadaniach, których początki zostały napisane przez Wiśniewskiego oraz współtwórców. Alternatywne zakończenia natomiast zostały wybrane przez pisarza spośród nadesłanych przez internautów propozycji. Po dziesięciu latach, w 2011 r. projekt powrócił. Ruszyła wtedy strona internetowa martyna.tv, w której internauci wspólnie realizują scenariusz filmowy do interaktywnego serialu emitowanego w Internecie. Całym eksperymentem steruje oczywiście Janusz Leon Wiśniewski.

Książka jest bardzo cieniutka, do przeczytania w dwie godziny. To krótka opowieść o poszukiwaniu własnej drogi życiowej, szczęściu i recepty na udane życia. To spojrzenie oczami studentów na polską rzeczywistość. To przede wszystkim opowieść o kobiecie takiej jak my.

Każdy z nas, czytelników może odnaleźć kawałek siebie w tej krótkiej nowelce. Uważam, że to dość ciekawy eksperyment literacki i warto się z nim zapoznać.



Janusz Leon Wiśniewski


Renata Palka-Smagorzewska

Mariusz Makowski


Recenzja bierze udział w WYZWANIU


Jutro ogłoszę wyniki KONKURSU rocznicowego, gdyż muszę się jeszcze zastanowić nad najlepszą odpowiedzią :)

czwartek, 6 grudnia 2012

Spotkanie z Adamem Wosiakiem



Chciałam was zaprosić na spotkanie z Adamem Wosiakiem, autorem eseju "Labirynt Brunona Schulza".

12.12.2012, g. 19.00, Cafe Księgarnia Vademecum, ul. Świętojańska 5-7, Gdynia
Wstęp wolny.





W tej filozoficzno-analitycznej pracy, jaką jest „Labirynt Brunona Schulza”, autor wydobywa na wierzch i interpretuje motywy mitologiczne – w szczególności motyw labiryntu – obecne w twórczości Brunona Schulza. Adama Wosiaka interesuje mistycyzm tej literatury. To podróż przez wewnętrzny labirynt Człowieka, z którego jest wyjście… ale czy na pewno?











Zapraszam was również do wzięci udziału w moim konkursie rocznicowym, którego termin upływa dzisiaj o północy :)


KONKURS



Jutro rozpoczyna się trwający cały weekend w Łodzi - Salon Ciekawej Książki. Wybieracie się? Ja będę na pewno już jutro. Zapraszam wszystkich, to niezapomniana impreza dla miłośników literatury i słowa pisanego.