wtorek, 30 października 2012

Kornelia Stepan – "Dom na zakręcie"




„W życiu każdego człowieka nieuchronnie nadchodzi moment, kiedy zadaje sobie pytanie o to, co było i co jest możliwe? O granice. Do czego był albo jest zdolny. Pytanie to musi się pojawić i jest częścią fundamentalnej prawdy o nas, o tym, kim jesteśmy albo co jest równie ważne, kim moglibyśmy być.”


Wieloznaczna, dziwna i zarazem pociągająca. To mogę wam napisać na wstępie o książce „Dom na zakręcie”. Czy chciałabym kiedyś do niej wrócić? Tego właśnie nie wiem, chociaż cały czas jestem zaintrygowana tą powieścią.

Kornelia Stepan to pisarka pochodząca z polsko-niemieckiej rodziny. Jest absolwentką nauk politycznych, które ukończyła w Polsce oraz dziennikarstwa w Niemczech. Przez jakiś czas pracowała w rozgłośni radiowej w Bawarii. Używając pseudonimu Angelika Blume pisywała do "Sueddeutsche Zeitung". Autorka obecnie mieszka w Monachium i Warszawie, swój czas całkowicie poświęca córkom i pisarstwu.

Bohaterką omawianej przeze mnie książki jest Lucjana. Kobieta, która w wieku szesnastu lat była świadkiem samobójstwa swojej matki. Bohaterka będąc obecnie mężatką mającą córkę, poświęca swój czas pisaniu kryminałów. Lucjana żyje w luksusie, który zapewnia jej mąż alkoholik, z którym nic praktycznie ją już nie łączy. Jej pozorne, jak się okazuje szczęście burzy morderstwo kobiety, która stała się pierwowzorem bohaterki jej nowej książki, dotąd jeszcze nie opublikowanej. Najciekawsze jest natomiast to, że dziewczyna zginęła w taki sam sposób jak opisała to Lucjana w swojej powieści.

Morderstwo i nieprzypadkowa zbieżność faktów pociągają za sobą lawinę innych, niespodziewanych zdarzeń. Zdradę, kolejne morderstwo, wspomnienie miłości życia i przede wszystkim powrót do przeszłości, do mrocznych zakamarków ludzkiej duszy. Okazuje się, że nic nie jest takie jakie na początku się wydawało. Czytelnik mówiąc kolokwialnie zostaje „wpuszczony w maliny”.

Wydawałoby się, że to książka jakich wiele. Takie przynajmniej miałam wrażenie na samym początku. Trochę kryminału, trochę portretów psychologicznych, trauma z dzieciństwa, niespełniona miłość. To jednak mylne wrażenie. Autorka serwuje nam dobrze zakamuflowaną prawdę o człowieku. Prawdę dotyczącą ludzkiej duszy i jej możliwości. Nie jest to łatwa książka, którą można czytać w przerwie między codziennymi czynnościami. Jest to powieść skłaniająca do refleksji, zaskakująca swoim zakończeniem, ale również niedopowiedzeniami. Nawet teraz analizując całą fabułę, pewne wątki zostały moim zdaniem niewyjaśnione do końca. Mogę tylko przypuszczać dlaczego i po co. To dobry zabieg ze strony Kornelii Stepan. Książka nadal mnie intryguje, mimo odłożenia jej na półkę.

Cieszę się, że moje pierwsze spotkanie z autorką jest takie pomyślne. Nabrałam ochoty na więcej. Polecam.

„W życiu więcej jest przypadków, niż nam się wydaje. Ludzie nie lubią myśleć o tym, że ich życia składa się w dużej części z przypadków, wolą myśleć, że to co się stało, jest dziełem Boga albo ich dziełem.”


Kornelia Stepan


Recenzja bierze udział w WYZWANIU

niedziela, 28 października 2012

Esther i Jerry Hicks – "Medytuj a będzie Ci dane"




„Życie powinno sprawiać ci przyjemność, a twoim przeznaczeniem jest spełnianie marzeń. Nie ma nic bardziej satysfakcjonującego, niż celowe dostrojenie się do tego, o czym marzyłeś.”


Na pewno większość z was słyszała o książce Rhondy Byrne „Sekret”. Jej idea prawa przyciągania to już chyba kultowa, rewolucyjna teza, która porwała miliony ludzi na całym świecie. Mało osób jednak wie, że autorka swoje twierdzenia oparła w dużej mierze na naukach małżeństwa Esther i Jerry’ego Hicksów. Tak naprawdę to właśnie oni zapoczątkowali nową erę stwarzania poprzez myślenie. Biorąc do ręki jedną z ich książek, byłam ciekawa co mają mi do przekazania i jaka będzie forma tego przekazu.

Esther i Jerry Hicks to jak napisałam wyżej autorzy Prawa Przyciągania. Od ponad dwudziestu lat prowadzą warsztaty dotyczące tej tematyki. Ich działalność rozpoczęła się w 1986 r., gdy swoimi przemyśleniami zaczęli dzielić się z innymi ludźmi. Obecnie prowadzą centrum konferencyjne w Teksasie, rocznie odwiedzają około 50 miast na całym świecie, prowadzą również interaktywne warsztaty. Autorzy są twórcami ponad 800 książek, płyt CD i DVD czy kaset.

Jak sama nazwa wskazuje, poradnik Hicksów skupia się na medytacji jako drogi do osiągnięcia wielu sukcesów w życiu. Podręcznik składa się z Przedmowy, Wprowadzenia oraz to co nas najbardziej interesuje czyli czterech rozdziałów dotyczących medytacji. Autorzy skupiają się na medytacji dotyczącej ogólnego dobrostanu, obfitości finansowej, fizycznego dobrostanu oraz relacji. Wszystkie te medytacje powiązane są z Prawem Przyciągania. Główna teza poradnika opiera się na medytowaniu nie dłuższym niż 15 minut dziennie, dzięki czemu otrzymamy spełnienie wszystkich naszych pragnień. Medytacja i odpowiednie oddychanie mają ułatwić nam wkroczenie w tzw.: Wir czyli Wibracyjną Rzeczywistość. Do poradnika została dołączona także płyta CD, która zawiera audiobook. Jest to dogodna forma dla osób, które wolą posłuchać co autorzy chcą nam powiedzieć niż czytać wersję książkową.

Poradnik ten na pewno nie jest dla osób, które nigdy nie słyszały o rewolucyjnym już Prawie Przyciągania. Mimo tego, że rady jakie przekazują nam Hicksowie są podane w prosty i przejrzysty sposób, bez podstawowej wiedzy na temat tego prawa, można czasami się pogubić. Jestem mile zaskoczona tym, że można połączyć medytację z urzeczywistnieniem własnych pragnień. Do tej pory medytacja była dla mnie wyłącznie kwestią duchowości. Tutaj została przedstawiona jako środek do spełniania życiowych celów i marzeń. Podoba mi się również wydanie książkowe i jego szata graficzna. Na wszystkich rogach stron możemy znaleźć fioletowe ornamenty. Natomiast numery stron i cytaty na początku każdego podrozdziału otoczone są pięknymi, fioletowymi zawijasami.

Rozczarowałam się trochę do narzędzia jakim jest audiobook. Głosy lektorów nie były zbytnio przekonujące. Poza tym zabrakło mi muzyki relaksacyjnej. Bez tego był to tylko suchy tekst. Uważam, że muzyka ta powinna się znaleźć na płycie, tym bardziej, że w książce autorzy często podkreślali, że 15 minutową medytację najlepiej wykonywać wraz z odpowiednim podkładem muzycznym.



Wraz z podręcznikiem otrzymałam również „Karty Proś a Będzie Ci Dane” autorstwa małżeństwa Hicksów. Karty te mają za zadanie przyswojenie sobie zasad Prawa Przyciągania. Jest to talia 60 kart, o wymiarach 100 x 140 mm. Każda karta jest dwustronna. Na jednej stronie znajduje się ilustracja wraz z konkretnym przesłaniem, na drugiej zaś szersze rozwinięcie tej myśli (około trzy zdania). Każdy obrazek z całej talii jest na swój sposób piękny, mimo tego, że ilustracje te są wykonane ręką amatora, może dziecka. Szata graficzna jest odpowiednio dostosowana do każdej myśli. Jedyne co mnie irytuje to brak instrukcji i trudność w przetasowywaniu kart. Ponieważ nie znalazłam żadnych wskazówek jak tych kart używać, opracowałam sobie własną strategię. Zadaje sobie jedno pytanie dziennie i wybieram losowo kartę. Jeśli ktoś nie wierzy, że te karty mogą w czymś pomóc, wybieranie losowo kart może być po prostu dobrą zabawą. Na pewno taka zabawa nastraja pozytywnie i w niczym wam nie szkodzi.
Dzisiaj wylosowałam kartę z przesłaniem: „Nigdy nie przestanę być… lub marzyć”. Jakie było moje pytanie? Tego wam nie powiem :)

Poradnik „Medytuj a będzie Ci dane” polecam jedynie osobom, które wiedzą już coś na temat Prawa Przyciągania i przede wszystkim wierzą, że jesteśmy w stanie uzyskać wszystko poprzez odpowiednie nastawienie. Polecam go również czytelnikom, którzy medytują i chcą na własnej skórze przekonać się, co medytacja ma wspólnego z tym prawem. Na pewno nie jest to poradnik dla sceptyków. Jeśli chodzi o karty, to myślę, że każdy tutaj znajdzie coś ciekawego dla siebie. Albo dobrą zabawę albo wiarę w moc własnych myśli. Zarówno karty jak i poradnik są uniwersalne, warto z nich korzystać systematycznie, przez dłuższy okres swojego życia. Wszystko przecież zależy od nas samych :)


Esther i Jerry Hicks

Za możliwość przeczytania książki i używania kart dziękuję Wydawnictwu Studio Astropsychologii

piątek, 26 października 2012

Robert Ross – "Zauroczenie"




„Największy dar, jakim jest miłość, zamienia się w największe przekleństwo, gdy człowiek traci wolność. Bez wolności miłość umiera. Bez wolności człowiek przestaje być człowiekiem.”



Do przeczytania tej książki, a raczej dłuższego opowiadania zachęcił mnie opis z okładki. Po lekturze próbowałam dowiedzieć się czegoś o autorze, jak to zawsze czynię. Niestety nie znalazłam żadnej nawet wzmianki o Robercie Rossie. Przypuszczam, że nie jest to prawdziwe imię i nazwisko, tylko pseudonim artystyczny.

Piotrek, poeta, student piątego roku filologii, podczas wizyty w księgarni „Tania książka” sięga po tytuł, po który wyciąga rękę również młoda dziewczyna. To przypadkowe spotkanie i zamiana zaledwie kilu słów sprawiają, że bohater chce odnaleźć za wszelką cenę piękną nieznajomą. Tymczasem w jego życiu niespodziewanie pojawia się koleżanka ze studiów Eliza, która ewidentnie go podrywa i daje do zrozumienia, że nie jest jej obojętny. Piotrek nie może jednak zapomnieć o dziewczynie z księgarni. Nie traci nadziei, że jeszcze kiedyś ją spotka.

Tymczasem przyjaciel Piotrka z Łodzi trafia nagle do szpitala. Bohater jedzie więc do niego by go zobaczyć i wesprzeć jego przerażoną żonę. W szpitalu niespodziewanie spotyka tajemniczą, poszukiwaną od dawna nieznajomą - Wiktorię. Los ponownie krzyżuje drogi Piotrka i dziewczyny nie bez powodu. Zauroczenie, jakie dotknie bohatera, pozwoli mu dokonać w przyszłości wyboru. Ale najpierw chłopak będzie musiał sporo wycierpieć i sporo też zrozumieć.

Pierwsze zauroczenie, pierwsza miłość, pierwszy seks, tego wszystkiego doświadcza bohater książki. Autor ukazał czytelnikowi ewolucję uczucia od zauroczenia, poprzez namiętność do całkowitej obojętności. Myślę, że chyba każdy z nas coś takiego przeżył. Oczywiście może nie w tak skrajnej postaci jak w „Zauroczeniu”, gdzie Wiktoria jest naprawdę kontrowersyjną postacią. Postacią nie mającą żadnych hamulców, nie przestrzegającą norm moralnych. Postacią, którą powinien być zgodnie z przyjętym stereotypem mężczyzna. A tutaj jest nią paradoksalnie kobieta. I to jest właśnie najciekawsze. Piotrek to taki ułożony, grzeczny chłopczyk, który mało wie o prawdziwym życiu. Zakopany w książkach i w swojej poezji, dopiero na piątym roku studiów poznaje przyjemności wynikające z obcowania z kobietą. To też raczej w tych czasach niespotykane. Pierwsza inicjacja seksualna w tym wieku? Nikt by nie uwierzył.

Książka zawiera jedynie 85 stron, dlatego śmiem twierdzić, że jest to raczej dłuższe opowiadanie. Nie nazwałabym jej powieścią. Podobał mi się portret psychologiczny głównego bohatera, chociaż tak jak pisałam wcześniej jest on troszkę mało wiarygodny. W tych czasach nie ma już takich facetów. Za to Wiktoria całkiem dobrze wpasowuje się w dzisiejszy obraz młodej, wyzwolonej kobiety.

Styl pisania Roberta Rossa jest ukierunkowany na ukazywanie emocji i przeżyć głównego bohatera, które będę determinowały jego decyzje w przyszłości. Jest to moim zdaniem historia, w której każdy z nas odnajdzie cząstkę siebie. I to właśnie młodzieży polecałabym ją najbardziej. Czy jestem zauroczona książką Roberta Rossa? Nie jestem. Ale nie był to stracony wieczór, dzięki tej historii powróciłam do wspomnień mojego pierwszego zauroczenia. A to już dużo.


„Jeżeli z jakiegoś powodu rezygnuje się z miłości, co to za miłość!”




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Warszawskiej Firmie Wydawniczej


Recenzja bierze udział w WYZWANIU

wtorek, 23 października 2012

Wywiad z Justyną Filosek, autorką książki "Zaćmienie księżyca"




Po dłuższej przerwie w cyklu wywiadów z autorami, chciałabym wam dzisiaj przedstawić wywiad z Justyną Filosek, autorką książki "Zaćmienie księżyca", której recenzję możecie znaleźć TUTAJ.

Justyna Filosek to jak udało mi się ustalić urodzona krakowianka, z wykształcenia ekonomistka, z zamiłowania humanistka. Jej pasją są podróże i poznawanie innych kultur. Książka „Zaćmienie księżyca” powstała pod wpływem wielu godzin spędzonych na forach internetowych poświęconych tematyce związków ludzi pochodzących z odmiennych kultur Wschodu i Zachodu.



awiola: Na początku chciałabym zapytać o pomysł na tematykę książki. Co Panią zainspirowało do poruszenia tematu związku ludzi odmiennych kulturowo, tematu miłości między Europejką, a Muzułmaninem?

Justyna Filosek: Inspiracją w dużej mierze było środowisko z którym w tamtym okresie obcowałam. Często wyjeżdżałam za granicę do rodziny, gdzie obserwowałam prawdziwą mieszankę kulturowo-obyczajową. Do tej pory mam wielu znajomych różnych narodowości i wyznań. Niezależnie z jaką kulturą się stykamy, zawsze spotykamy się z różnicami (mniej, bądź bardziej zaskakującymi). Ja sięgnęłam do kultury Bliskiego Wschodu, bo to specyficzne studium przypadku. W tym przypadku obraz, który kreuje się na początku związku drastycznie odbiega od tego, który wyłania się z czasem….

awiola: Historia Judyty i Ibrahima pokazuje, że związek ludzi wychowanych w odmiennej kulturze i religii, o całkowicie przeciwstawnych poglądach na życie nie ma szans na przetrwanie. Czy jest to Pani osobisty pogląd?

Justyna Filosek: Nie uogólniałabym tego w taki sposób. To oznaczałoby, że na świecie w ogóle nie istnieją szczęśliwe pary odmienne narodowościowo czy kulturowo. Uważam, jednak że w takich relacjach należy zachować wyjątkowy rozsądek i trzeźwe myślenie, co jak wiemy jest trudne, gdy w grę wchodzą emocje. Powiedziałabym raczej tak, że nie wierzę w bajki, bo jestem już dużą dziewczynką. A przecież właśnie tak swoje życie określają kobiety rozpoczynające związek z arabskimi mężczyznami –jako baśń tysiąca i jednej nocy.

awiola: Drugim aspektem, który Pani porusza to całkowite poświęcenie się dla drugiej osoby. Jak Pani zdaniem wygląda to w Polsce, czy kobiety poświęcają się więcej w związku niż mężczyźni?

Justyna Filosek: Ciężko wyobrazić sobie miłość bez poświęcenia. Zawsze musimy się w taki czy inny sposób dostosować do drugiej osoby. Uważam jednak, że to kobiety właśnie znacznie częściej poświęcają własne plany, marzenia, aspiracje, często posuwając się w tym za daleko. Warto pamiętać, że jeżeli my nie będziemy czuć się spełnione i szczęśliwe, nie będziemy mogły w dłuższej perspektywie uczynić naszych partnerów szczęśliwymi. Nie róbmy zatem nic na wyrost. Nikt nas potem za to specjalnie nie nagrodzi.

awiola: Czy Ibrahim jest przedstawicielem typowego Muzułmanina?

Justyna Filosek: Zdecydowanie nie. Przede wszystkim Ibrahim nie jest wierzący. Można to wywnioskować drogą dedukcji, jako że w książce nie zostaje wspomniany wątek wiary i jego wyznania. Jedyne w co wierzy Ibrahim to wpojone mu wzorce kulturowe. Jest też bardzo nowoczesny. Przestrzegania zasad i tradycji wymaga tylko od kobiet. Proszę pamiętać, że miał wiele kochanek i wiódł bogate, wygodne życie. To chyba nie brzmi jak opis typowego muzułmanina. :)

awiola: Pani pisarski debiut naładowany jest emocjami. Czy identyfikuje się Pani z główną bohaterką Judytą? Czy jest ona jednak całkowicie fikcyjną postacią?

Justyna Filosek: Nie czuję związku emocjonalnego z główną bohaterką. Bardziej bliskie mi są jej niektóre zdarzenia i historie. Książka naładowana jest emocjami, bo przez długi czas pisanie było dla mnie swojego rodzaju ucieczką przed nieuchronną codziennością i słabościami, które mnie dotykały. Zazwyczaj pisałam pod wpływem silnych emocji, pewnie dlatego ma to taki wydźwięk w książce. Miałam też ciągle gdzieś w głowie to, że w życiu często brakuje nam silnych odczuć, uniesień, pasji i namiętności…, chciałam je zamknąć w książce i mieć na własność, by wracać do nich zawsze wtedy, kiedy będzie mi tych emocji brakować.

awiola: Jakie przesłanie zawiera w sobie „Zaćmienie księżyca”? Co chciała Pani przekazać czytelnikowi w pierwszej kolejności?

Justyna Filosek: Przede wszystkim to, że rzadko zdarza się w życiu tak, by coś spadało nam z nieba. By coś było trwałe i miało prawdziwą wartość musi zostać ciężko wypracowane. Dojrzałe związki buduje się latami. Związki o których piszę w książce to nie miłość, ale uleganie pożądaniu i ślepe poszukiwanie przygody. To nie ma szans przetrwania. Trzeba umieć to odróżnić.

awiola: Czy „Zaćmienie księżyca” miało być z założenie kontrowersyjne?

Justyna Filosek: Nie. Nie sądzę też by było…, przynajmniej dla naszego społeczeństwa :)

awiola: Czy spotkała się Pani z krytyką bądź jakimkolwiek sposobem prześladowania z powodu swojej powieści i treści w niej zawartej?

Justyna Filosek: Do tej pory nie. Proszę też pamiętać, że to tylko książka, a nie rozprawa naukowa. :)

awiola: Czy trudno było znaleźć wydawnictwo, które zgodziło się na wydanie historii Judyty i Ibrahima? Miała Pani jakieś problemy z jej wydaniem wynikające z kontrowersyjnego tematu?

Justyna Filosek: Nie było z tym problemu. Nie uważam by treść była wyjątkowo kontrowersyjna. Myślę, że jest po prostu bardzo rzeczywista i realna.

awiola: Czy gdyby istniała teraz taka możliwość, zmieniłaby Pani zakończenie swojej książki?

Justyna Filosek: Trudno mi powiedzieć. Zakończenie bardzo mi pasuje do Ibrahima.

awiola: Czy zdecydowałaby się Pani na związek z mężczyzną posiadającym ortodoksyjne poglądy?

Justyna Filosek: Myślę, że nie. Ortodoksyjne poglądy wykluczają możliwość merytorycznej dyskusji. To przeszkadzałoby mi najbardziej.

awiola: Muszę zapytać o okładkę, która jest rewelacyjna. Ta częściowo zakryta twarz kobiety i zielone oczy to Pani pomysł?
Justyna Filosek: Tak – okładka to moja koncepcja. Jak tylko napisałam ostatnie zdanie książki, wiedziałam jak ma wyglądać okładka "Zaćmienia Księżyca". Przedstawiłam szczegółowo swoją wizję, którą potem zrealizowali graficy w wydawnictwie.

awiola: Wiem, że w przygotowaniu kolejna książka. Czym tym razem nas Pani zaskoczy?

Justyna Filosek: Jestem dopiero na początku długiej drogi, ale w głowie ułożył się już pomysł i ogólny zamysł na książkę. Po tych kilkunastu stronach, które już powstały mogę powiedzieć, że książek nie będzie się dało porównać ze sobą ze względu na całkiem odmienne tematy i formę pisania. Następna książka, jeżeli uda się ją wydać, będzie na pewno rodziła więcej dyskusji, niż obecna. Poruszy wiele problemowych kwestii, ale nie chcę na razie zdradzać jakich.

awiola: Co poradziłaby Pani początkującym pisarzom, którzy zamierzają wydać swoją pierwszą książkę?

Justyna Filosek: Przede wszystkim, skonsultowanie swojej twórczości z kimś niezależnym. Nigdy pisarz nie jest w stanie obiektywnie sam ocenić swojego „dzieła”. Po drugie, jeżeli ma się przekonanie, że stworzyło się coś, czym warto się podzielić, próbować do skutku - jak nie da się drzwiami, czasem trzeba wejść oknem.:) Zaćmienie Księżyca docelowo miało zawsze zostać w szufladzie. Tylko namowy znajomych skłoniły mnie, by spróbować. Warto realizować nawet najśmielsze marzenia.

awiola: Jak Pani zdaniem wygląda obecnie rynek wydawniczy w Polsce?

Justyna Filosek: Świat wydawniczy to hermetyczne i bardzo trudne środowisko dla nieznanych nikomu debiutantów. "Zaćmienie Księżyca" też z trudem walczy o przebicie się, ale może być tak, że zginie niezauważone w tłumie innych nieznanych nikomu tytułów. Bez wsparcia dobrych patronów i solidnego wydawnictwa bardzo ciężko o sukces. Wiele wydawnictw w ogóle nie rozpatruje propozycji debiutantów. Twierdzą, że to za duże ryzyko. Zajmują się przekładami, reedycjami i wznowieniami starych, znanych publikacji. Jest kilka wydawnictw wspierających debiutantów, ale one nie mają na tyle narzędzi i warunków, by wypromować te książki.

awiola: Wierzy Pani w powiedzenie, że miłość jest w stanie pokonać wszelkie przeszkody?

Justyna Filosek: Tak, wierzę…, ale jest jeden warunek bezwzględny - muszą tego pragnąć obie strony.



Dziękuję Pani Justynie za poświęcony czas, a was zachęcam do przeczytania książki "Zaćmienie księżyca". Historia Judyty i Ibrahima ma w sobie niepowtarzalny klimat, dlatego warto po nią sięgnąć. Polecam.

niedziela, 21 października 2012

Sarah Jio – "Dom na plaży"




„Niektóre historie mają pozostać niedopowiedziane.”



Po lekturze „Marcowych fiołków” wiedziałam, że koniecznie muszę przeczytać kolejną książkę mojej ulubionej już pisarki.

Sarah Jio to pisarka oraz dziennikarka. Tworzy artykuły dla magazynów o tematyce zdrowotnej. Jest autorką setek tekstów dotyczących zdrowego żywienia, diet czy odchudzania. Autorka jest też znaną blogerką. Obecnie mieszka w Seattle z mężem oraz trzema synkami. Sarah Jio zadebiutowała książką „Marcowe fiołki”, która w niedługim czasie stała się bestsellerem. Powieść „Dom na plaży” pisała będąc w drugim trymestrze ciąży.

Czasami przypadek, niektórzy się ze mną nie zgodzą i powiedzą, że to przeznaczenie kieruje naszymi losami. Gdyby nie list znaleziony w śmieciach przez wnuczkę Jennifer, babcia Anne nie wróciłaby do historii miłości swojego życia sprzed kilkudziesięciu lat. Los jednak chciał by niedokończone sprawy znalazły swoje zakończenie.

Młodziutka, bo jedynie dwudziestojednoletnia Anne pochodzi z dobrego i bogatego domu. Jej przyszłe życie jest już z góry zaplanowane. Bohaterka jest zaręczona z przystojnym Gerardem i niebawem ma wziąć z nim ślub. Pod wpływem pojawiających się wątpliwości dotyczących prawdziwości swojego uczucia, postanawia razem ze swoją przyjaciółką Kitty wyjechać na wyspę Bora-Bora do oddziału stacjonujących tam pielęgniarek. Anne pragnie odciąć się na jakiś czas od otaczającej ją rzeczywistości, przy okazji pomagając żołnierzom walczącym na froncie II wojny światowej.

Na wyspie przylot młodziutkich pielęgniarek, wywołuje zadowolenie wśród stacjonujących tam żołnierzy. W okolicznościach wojennej zawieruchy, nawiązują się wielkie przyjaźnie, romanse i miłości. Anne pomimo swoich zobowiązań względem narzeczonego, zakochuje się z wzajemnością we wrażliwym żołnierzu – Westrym. Razem odnajdują na plaży tajemniczy bungalow, który będzie świadkiem rozkwitu ich uczucia. Czy miłość Anne i Westrego skazana będzie z góry na klęskę po zakończeniu służby pielęgniarskiej na wyspie? Tego oczywiście wam nie powiem, zapraszam do lektury.

Miałam obawy, że druga książka autorki może mnie rozczarować. „Marcowe fiołki” moim zdaniem ustawiły wysoki poziom literacki dla pisarki. Nie rozczarowałam się jednak, wręcz przeciwnie. „Dom na plaży” to piękna i wzruszająca historia miłosna, dla której tłem są wojenne dramaty. Ale żeby nie było tak słodko, pojawia się również niewyjaśnione morderstwo, którego zagadka dopiero po kilkudziesięciu latach zostaje rozwiązana.

Sarah Jio językiem swojej powieści potrafi wzbudzić skrajne emocje. Książkę czyta się bardzo szybko, lektura wciąga z każdą kolejną stroną. Plastyczne opisy, dialogi w odpowiednich miejscach. Język prosty, bazujący na odczuciach czytelnika. Miałam nadzieję, że kolejna książka autorki będzie również zawierała w sobie malownicze scenerie pięknych plaż. Nie zawiodłam się. Wyspa Bora-Bora to dla mnie raj na Ziemi. Dzięki powieści, chociaż w wyobraźni mogłam pobyć chwilę w tym pięknym zakątku świata.

Tytułowy dom na plaży to symbol miłości dwojga głównych bohaterów. Jeśli sądzicie, że najbardziej wzruszającą jest historia rozkwitu miłości Anne i Westrego na tle zawieruchy wojennej to się mylicie. Dopiero ich dalsza historia, już po zakończeniu wojny doprowadziła mnie do łez, gdy kończyłam czytać książkę jadąc autobusem. Nie mogłam się po prostu opanować, więc cała zasmarkana pojechałam do pracy. Autorka wymyśloną przez siebie historią, wzbudziła we mnie wielkie emocje i to jest chyba najlepsza rekomendacja dla tej powieści.

Myślę, że w przyszłości ktoś powinien pomyśleć o zrobieniu filmu na podstawie książki Sarah Jio. Jestem pewna, że byłby to mega hit. Póki co pozostaje mi polecenie wam „Domu na plaży”, gdyż naprawdę warto. Satysfakcja gwarantowana!


Sarah Jio


Rekomendacja recenzji na portalu Zaczytaj się!

czwartek, 18 października 2012

Rick Hanson, Richard Mendius – "Mózg Buddy"




„Kiedy dokonujesz zmian w mózgu, dokonujesz zmian w życiu.”



Czy wiecie, że przeciętnie człowiek umie wykorzystać jedynie od 5% do 6% możliwości swojego mózgu? Pojedyncze jednostki potrafią korzystać z niego w porywach do 12%. Mózg to organ, który nawet w tych czasach zawiera w sobie wiele zagadek i tajemnic. Znane są przypadki ludzi, którzy wykorzystując pracę tego organu potrafią czytać w myślach bądź doświadczają innych zjawisk paranormalnych. Biorąc to wszystko pod uwagę ciekawa byłam co autorzy „Mózgu Buddy” chcą nam przekazać w swojej książce.

Dr Rick Hanson to neuropsycholog oraz nauczyciel medytacji. Jest współzałożycielem Instytutu Neuronauki i Mądrości Kontemplacyjnej oraz redaktorem Biuletynu Mądry Mózg. Dr Hanson jest głównym autorem omawianej przeze mnie książki. Dr Richard Mendius natomiast to neurolog i wykładowca na Uniwersytecie Kalifornijskim i Uniwersytecie Stanforda. Obaj autorzy współpracują ze sobą od wielu lat, czego rezultatem jest właśnie książka „Mózg Buddy”.

Wyobraźcie sobie skrzyżowanie nauk psychologicznych z neurologią i kontemplacją. Taka mieszanka właśnie pozwoli odpowiedzieć nam na pytanie jak wykorzystać mózg w celu osiągania większego szczęścia, miłości i mądrości. Poradnik „Mózg Buddy” wprowadza nas w ewolucję i przyczyny cierpienia. Następnie autorzy wskazują nam jak pracować swoim mózgiem aby wchłaniać dobro, pracować asertywnością i współczuciem czy rozluźniać ego.

W książce znajdziecie mnóstwo informacji poświęconych budowie mózgu oraz procesów w nim zachodzących. Przyznam się szczerze, że dla mnie tych informacji było za dużo. Specyficzne nazewnictwo i opisy zmian jakie zachodzą w poszczególnych częściach mózgu w niektórych momentach mnie nużyły. Rozumiem, że autorzy chcieli przybliżyć czytelnikom funkcjonowanie tego organu, ale nadmiar informacji czasami przynosi odwrotny efekt niż zamierzony. Myślę, że gdyby było ich mniej, książka nie straciłaby niczego na swej wartości. Widocznie taki był zamysł i koncepcja autorów.

Podoba mi się połączenie współczesnej nauki z medytacją i jogą czyli znanymi przecież technikami kontemplacyjnymi od tysięcy lat. Ciekawym dodatkiem jest Aneks dotyczący neurochemii w żywieniu, który zawiera bardzo praktyczne porady dotyczące prawidłowej diety utrzymującej nasz mózg w lepszej kondycji. Niektóre wskazówki przedstawione przez obu doktorów są naprawdę proste do wykonania. Polecam metodę filtrowania zakłóceń, rewelacyjna porada. Cały sedno tkwi w tym, żeby nad rozwojem naszego mózgu pracować systematycznie, bowiem tylko w ten sposób osiągniemy satysfakcjonujące nas rezultaty.

„Mózg Buddy” jest wielowymiarowym poradnikiem, który wprowadza nas w nieznane dotychczas obszary nauki połączonej z wierzeniami Wschodu. Polecam go osobom, które pragną systematycznie pogłębiać i poszerzać granice umysłu i własnych słabości.

“Mózg symuluje świat – każdy z nas żyje w wirtualnej rzeczywistości, która jest na tyle zbliżona do prawdziwego świata, że nie obijamy się o meble.”


Rick Hanson


Richard Mendius


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Studio Astropsychologii

niedziela, 14 października 2012

Justyna Filosek – "Zaćmienie księżyca"




„Czasem rozgoryczeni widzimy, że innym jest znacznie lepiej, niż nam. Nie możemy znieść tego, że my musimy o wszystko walczyć, podczas, gdy inni mają to podane na złotej tacy.”




Lubię czytać debiuty młodych, nie znanych mi jeszcze autorów, gdyż prawie za każdym razem moje wyobrażenie o konkretnej książce w zderzeniu z treścią, znacznie odbiega od rzeczywistości. Tak było i w tym przypadku. Spodziewałam się melodramatycznej historii o miłości pośród dwóch odmiennych kultur, a dostałam coś zgoła zupełnie innego.

Justyna Filosek to jak udało mi się ustalić urodzona krakowianka, z wykształcenia ekonomistka, z zamiłowania humanistka. Jej pasją są podróże i poznawanie innych kultur. Książka „Zaćmienie księżyca” powstała pod wpływem wielu godzin spędzonych na forach internetowych poświęconych tematyce związków ludzi pochodzących z odmiennych kultur Wschodu i Zachodu. Autorka obecnie pisze nową powieść.

Judyta, studentka po przejściach poznaje podczas swojej cotygodniowej podróży do szkoły tańca, tajemniczego mężczyznę Ibrahima. Ibrahim to Turek, który został wysłany przez swoją firmę, aby otworzyć w Polsce jej nowy oddział. Na początku Judyta stara się być powściągliwa w okazywaniu sympatii chłopakowi. Jednak po każdym kolejnym spotkaniu bohaterka zaczyna uzmysławiać sobie, że Ibrahim to mężczyzna jej życia. Tylko on traktuje ją jak księżniczkę, Judyta jest dla niego cudem, który został stworzony wyłącznie dla Ibrahima. Nawet wybacza jej fakt, że zanim go poznała miała innego mężczyznę w swoim życiu, więc nie jest czysta.

Po załatwieniu spraw służbowych w Polsce, Ibrahim musi wyjechać do swojego ojczystego kraju. Bohaterowie postanawiają więc, że poczekają ze ślubem aż Judyta skończy studia za dwa lata. Do tego czasu będą porozumiewać się przez skype, a jak tylko będzie istniała taka możliwość, Ibrahim będzie przylatywał do ukochanej. Judyta w oczekiwaniu na spełnienie marzeń, godzinami przesiaduje przed monitorem komputera, nie utrzymując kontaktów z przyjaciółmi. Powoli zatraca się w respektowaniu zakazów i „próśb” ukochanego, staje się wręcz niewolnikiem miłości Ibrahima. Miłości, która podszyta jest wielką tajemnicą i tragedią sprzed lat. Tragedią, która trwa nadal i pociąga za sobą kolejne niewinne ofiary.

Ibrahim i Judyta to dwa odmienne światy. Uczucie, które między nimi wybucha jest jak zderzenie dwóch przeciwstawnych sobie energii. Obydwoje wyznają inne wartości, kultywują inną tradycje i reprezentują inną kulturę. Ich wyznania różnią się diametralnie. I mimo tego wszystkiego, bohaterowie trwają w tym związku. Związku, który nieuchronnie chyli się ku katastrofie. Autorka chciała w ten sposób przedstawić czytelnikowi obraz takiej miłości. Początki zawsze są wspaniałe, kobieta czuje się jak księżniczka bo znalazła swojego księcia z bajki. Ale to tylko pozory. W większości przypadków kultura Wschodu i Zachodu nie może ze sobą współgrać, to się po prostu nie udaje w dłuższym okresie czasu. Zdarzają się oczywiście wyjątki, ale są to wyjątki potwierdzające regułę. Zgadzam się w tym przypadku z Justyną Filosek. Wiele razy słyszałam o wyznawcach islamu, którzy po zdobyciu kobiety Europejki, chcą z niej zrobić niewolnicę i narzucić jej własne wartości i nakazy. Nie jestem rasistką, po prostu te dwie odmienne kultury moim zdaniem nigdy nie będą mogły znaleźć złotego środka na wspólne życie.

Abstrahując od tematu miłości między osobami wychowanymi w tak sprzecznie między sobą ideowo kulturach, powieść ukazuje również skalę poświęcenia się drugiej osobie. Historia Judyty przestrzega nas przed całkowitym ignorowaniem własnych potrzeb z równoczesnym wynoszeniem na piedestał zachcianek partnera. Bohaterka ma chwile przebłysku, gdy zastanawia się czy nie powinna się chociaż troszkę uwolnić od Ibrahima. Ale te chwile przemijają, a ona znowu nie wychodzi nigdzie z domu zatracając się w swojej miłości.

„Zaćmienie księżyca” naładowane jest emocjami. Pomijając tematykę toksycznej miłości, czytelnik widzi jak rozwija się piękne uczucie. Wszelkie myśli i odczucia głównych bohaterów ubrane są w cudne, poetyckie zdania co czyni książkę świetną w odbiorze. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że tych emocji jest za dużo, ale to już kwestia gustu. Być może wynika to po trosze z faktu, że pomysł ujęcia w ten sposób tematu zrodził się z osobistych doświadczeń autorki.

Czytając końcową fazę powieści pojawiło się niestety u mnie małe rozczarowanie, gdyż zakończenie jest moim zdaniem niedopracowane. Nie spodziewałam się, że autorka w ten sposób tak szybko zakończy losy Judyty i Ibrahima. Zabrakło mi puenty, coś nie zostało dopowiedziane. Czuję więc pewien niedosyt.

Okładka książki przyciąga, powieść nie jest gruba, liczy jedynie 143 strony więc to lektura na jeden wieczór. Jeśli podoba wam się tematyka zderzenia odmiennych kultur w kontekście miłości, ukryte tajemnice i nie do końca dookreśleni bohaterowie to polecam. Jedno mogę powiedzieć wam na pewno, „Zaćmienie księżyca” posiada niezaprzeczalnie swój wyjątkowy klimat, którego trudno nie dostrzec zagłębiając się w lekturze. Jestem ciekawa o czym będzie następna książka autorki. Polecam.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Warszawska Firma Wydawnicza



Recenzja tygodnia na portalu nakanapie



Recenzja bierze udział w WYZWANIU:


piątek, 12 października 2012

Deepak Chopra i Gotham Chopra – "Siedem duchowych praw superbohaterów. Obudź w sobie moc"





„Najlepsze historie o superbohaterach są jednocześnie opowieściami o nas samych. Są oni metamorfozą wyzwań i konfliktów, z którymi musimy się mierzyć w swoim codziennym życiu.”




Nie wiedziałam czego się spodziewać po tej książce. Superbohaterowie, duchowe prawdy, moc. Co te wszystkie rzeczy mają ze sobą wspólnego? Zaintrygowana zabrałam się więc do lektury poradnika, którego autorem są znany na całym świecie nauczyciel i jego syn.

Deepak Chopra to pewnie znany niektórym z was lekarz, pisarz i nauczyciel nauk duchowych Wschodu, który urodził się w Indiach. Filozof ten posiada spory dorobek pisarski, gdyż jest autorem prawie pięćdziesięciu książek. Wiele z nich stało się międzynarodowymi bestsellerami. Jest on głównym autorem „Siedmiu duchowych praw superbohaterów. Obudź w sobie moc”.

Gotham Chopra to natomiast syn Deepaka. Gotham jest amerykańskim pisarzem, prowadzi własną firmę, uznaje się go za znawcę symboliki w literaturze ilustrowanej. W swojej karierze współpracował z takimi gwiazdami jak Nicolas Cage czy Guy Ritchie.

Poradnik przedstawia koncepcję siedmiu praw, jakimi kierują się bohaterowie znanych na całym świecie komiksów i nie tylko. To właśnie Deepak wprowadza czytelnika w temat duchowych praw, natomiast jego syn jest swoistym przewodnikiem po komiksach i ich superbohaterach. Wszystkie siedem duchowych praw jak na przykład prawo równowagi, kreatywności czy transcendencji popartych jest konkretnymi przykładami bohaterów, które są znane osobom na całym świecie. Od kultowego już Supermana czy Batmana po X-Mena i Iron Mana. Ale to nie wszystko. Za bohaterów uważane są również postacie religijne takie jak Jezus, Budda czy ludzie nauki Einstein i Tomasz Edison. Nawet Harry Potter znajduje się w tym wybitnym gronie. Wszyscy w swoim komiksowym, książkowym bądź prawdziwym życiu posługiwali się pewnymi prawami, które Deepak i Gotham nam przybliżają.

Do tego na końcu każdego z rozdziałów przedstawione są ćwiczenia rozwijające umiejętność korzystania z danego prawa. Ciekawym przerywnikiem w lekturze są ilustracje komiksowe znajdujące się przed każdym kolejnym rozdziałem.

Nie byłam nigdy miłośniczką komiksów, owszem przeglądałam je od czasu do czasu, gdy akurat wpadły mi w ręce. Dlatego też większości superbohaterów przytaczanych za przykłady w książce po prostu nie znam. Nie znam ich komiksowej historii ani filmów, które powstawały na ich przykładzie, oprócz oczywiście Supermana i Batmana. Ciężko jest mi więc analizować duchowe prawa w oparciu o ich historie i wybory. Łatwiej mi się przyswajało pewne informacje, gdy autorzy odnosili się do religijnych przywódców bądź przykładowo do postaci z mitologii. Na pewno czytelnikom, którzy lubują się zaczytywać w komiksach i znają większość ilustrowanych bohaterów będzie łatwiej odnaleźć sens duchowych praw.

Wiele z myśli i porad Deepaka i Gothama można równocześnie analizować bez ich odniesień do fikcyjnych postaci. Ale nie wszystkie. Na pewno intrygujący jest sam pomysł połączenia rozwoju naszej duchowości z fikcyjnym światem komiksowych bohaterów. Pomysł ten narodził się z twierdzenia, iż bohaterowie są odzwierciedleniem ludzkich postaw i zachowań. Powiedziałabym, że to odważna teza, wnosząca lekki powiew świeżości w tematyce duchowości.

W moim przypadku jednokrotne przeczytanie tego poradnika jest niewystarczające. Po upływie odpowiedniego czasu, gdy „przetrawię” to czego się dowiedziałam teraz, z pewnością sięgnę po tę książkę po raz drugi. Najlepiej byłoby polecić „Siedem duchowych praw superbohaterów. Obudź w sobie moc” miłośnikom komiksów. Ale nie jestem przekonana czy akurat ci czytelnicy będę zainteresowani połączeniem ich idoli z duchowością. Polecam więc ludziom otwartym na nowości i nie bojącym się łączyć skrajnych wydawałoby się pojęć i zagadnień ze sobą. Jesteś osobą, która lubi przekraczać granice? Jest to poradnik dla Ciebie. Ale nie gwarantuję, że przekonasz się do niego za pierwszym razem. Niech moc będzie z Tobą :)


„Twoja dusza nie jest rzeczą. Ona jest potencjałem wszystkich rzeczy.”



Deepak Chopra


Gotham Chopra



Recenzja tygodnia (26.09.2016 r. - 2.10.2016 r.) na portalu


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Studio Astropsychologii

wtorek, 9 października 2012

Karolina Wojda – "Feniks-Początek"



„Ludziom wydaje się, że mają na coś wpływ, a prawda jest taka, że wszystko przychodzi do nas w postaci w wielkiej niewiadomej, jak śmierć.”



Całkiem niedawno otrzymałam wiadomość z propozycją zrecenzowania książki debiutującej pisarki Karoliny Wojdy pt. „Feniks-Początek”. Pani Magdalena Lewtak czyli osoba reprezentująca autorkę przesłała mi ebooka. Generalnie nie czytuje książek w formie elektronicznej, gdyż nie mam czytnika. Stwierdziłam więc, że przeczytam na komputerze kilka pierwszych rozdziałów i wtedy dopiero postanowię, czy opłaca mi się drukować resztę, celem dalszego przeczytania. Wersję drukowaną mam już od strony 25. Nie musiałam długo męczyć oczu przed monitorem komputera.

Karolina Wojda to początkująca pisarka, która urzeczywistniła swoje marzenie jakim było napisanie i wydanie powieści. Autorka jest studentką Nauki o Rodzinie, interesuje się psychologią. „Feniks–Początek” powstał w cztery miesiące, Karolina Wojda potraktowała pisanie tej książki jako ucieczkę w inny świat, bowiem była wówczas świeżo po udarze mózgu po którym nastąpił paraliż i częściowa utrata pamięci. Jak sama powiedziała „Dzięki niemu narodziłam się na nowo”. Autorka jest również blogerką. Swojego bloga założyła, gdy skończyła pisać książkę - Feniks. W sieci znajdziecie również oficjalną stronę powieści.

Z czym kojarzy wam się postać Feniksa? Na pewno pierwsze wasze skojarzenie to odrodzenie. Tak, Feniks jest symbolem odradzającego się życia. W powieści Karoliny Wojdy znajdziecie mnóstwo nawiązań do tego symbolu, zarówno ukrytych jak i podanych na tacy.

Główną bohaterką i zarówno jedną z narratorek „Feniksa” jest siedemnastoletnia Anastacia. Bohaterkę poznajemy, gdy będąc w parku na rolkach traci na zawsze swojego ukochanego brata Petera, który zostaje przypadkowo zamordowany. Mijają trzy lata w czasie których nastolatka nie potrafi odnaleźć się w życiu bez brata. Nawiedzają ją tajemnicze sny, w których występuję postać kobiety o imieniu Charlotte. Do tego Anastacia nie potrafi pogodzić się z tym, iż to właśnie jej udało się przeżyć cudem postrzał w serce, a jej brat zginął.

Bohaterka od czasu tragicznego zdarzenia posiada bliznę w kształcie skrzydeł anioła. Wie również, że tajemnicze sny związane są z medalikiem, który dostała od swojej babci. Anastacia jest osobą zamkniętą w sobie, ale zawsze może liczyć na swoich przyjaciół. Przyjaciół, którzy jak się później okaże nie są tymi, za których się podają, a bohaterka wraz z nimi będzie musiała rozwiązać zagadkę śmierci nieszczęśliwej Charlotte z 1840 r. Śmierci, która jest bezpośrednio związana z Anastacią. Wiele tajemnic i niedopowiedzeń trzeba będzie odkryć, by uchronić ludzkość przed pogłębieniem się w ciemności duszy.

Powieść naładowana jest postaciami i elementami fantasy takimi jak duchy, anioły, czary, magia, klątwa i inne wymiary. Z pewnością jest to książka przede wszystkim dla młodzieży. Moje pierwsze skojarzenie po przeczytaniu kilku rozdziałów „Feniksa-Początku” z innymi tytułami o podobnej tematyce to „Pamiętniki wampirów” autorstwa L. J. Smith oraz „Scarlett” Barbary Baraldi. Są nastolatki, jest magia i są czary. Szkoda tylko, że Karolina Wojda nie umieściła akcji w Polsce, tylko w Ameryce. Mimo tego śmiem twierdzić, że jej debiut jest lepszy od światowego bestselleru jakim są „Pamiętniki wampirów” przy których lekturze strasznie się umęczyłam.

Nagromadzenie bohaterów, a było ich naprawdę nie mało, czasami powodowało, że gubiłam się w fabule. Niektórzy, tacy jak Becky i Sophia byli postaciami bardzo podobnymi do siebie, trudno było mi je jako czytelnikowi odróżnić. Myślę, że autorka powinna bardziej zróżnicować poszczególnych bohaterów, tak by każdy z nich czymś się wyróżniał. Tego mi właśnie zabrakło. Carmen była tutaj jedynym, chlubnym wyjątkiem jeśli chodzi o przyjaciół Anastaci.

Oprócz książki typowo z gatunku fantasy, czytelnik ma szansę również odnaleźć w niej głębsze znaczenie, utrata ukochanej osoby, przyjaźń czy niezrozumienie rodziców. Jedynie próby samobójcze były dla mnie mało wiarygodne. Na plus dla autorki przemawia bardzo dynamiczna akcja, niektórzy mogą się uczyć od Pani Karoliny jak ukształtować jej przebieg, aby książka była ciekawa i wciągająca. Podczas czytania nie znalazłam chyba fragmentów przy których bym się nudziła. Za to brawo dla autorki.

W emailu ostrzegano mnie, że ebook nie jest doskonały i cały tekst czeka na kolejną korektę. Rzeczywiście troszkę tych błędów było, ale nie irytowały mnie one tak bardzo jak nieskładne zdania w tekście. Ale to naprawdę mały procent z prawie czterystu stron powieści, więc praktycznie tego nie odczułam.

Podoba mi się tytuł książki i jego wiele znaczeń, jakie możemy odnaleźć w historii Anastaci i Charlotte. Książka przesycona jest wielowymiarowością i symboliką. Myślę, że uważny czytelnik zauważy piękne złote myśli i ukryte symbole, a nie tylko zwykłą opowiastkę dla młodzieży o czarodziejach. Poza tym jestem ciekawa, czy tytuł „Feniks-Początek” oznacza, że będzie kontynuacja tej książki? Myślę, że jest to prawdopodobne, gdyż zakończenie jest dość niespodziewane i troszkę chyba niedopracowane. Czekam więc na kolejną część.

A wam mogę z pełną odpowiedzialnością polecić ten debiut. Uważam, że jak na początkującą pisarkę Karolina Wojda pokazała, że ma talent. Teraz wystarczy tylko ćwiczyć swój warsztat pisarski i iść do przodu. Polecam.



Karolina Wojda

niedziela, 7 października 2012

Magdalena Witkiewicz – "Opowieść niewiernej"




„A dlaczego zrobiłam to drugi, trzeci i kolejny raz? Może to jest tak jak z czekoladą? Obiecujesz sobie, że nie będziesz jadła, w końcu zjadasz jeden kawałek, a potem usprawiedliwiasz się, że przecież skoro zjadłaś już jedną kostkę, to druga ci również nie zaszkodzi i trzecia też nie.”




Kuszący tytuł książki nieznanej mi dotychczas polskiej pisarki wielce mnie zaintrygował. Kim jest i komu czy czemu jest niewierna? I co to za opowieść? Te pytania nasunęły mi się trzymając książkę w ręku. Otworzyłam więc pierwszą stronę i zagłębiłam się w lekturze.

Magdalena Witkiewicz jak sama siebie nazywa to „Matka Polka Biznesmenka”. Autorka prowadzi własną firmę marketingową „Efekt Motyla”, do tego jest matką dwójki dzieci, które na co dzień wychowuje. Panią Magdalenę możecie znać z takich książek jak „Milaczek” czy „Panny roztropne”, które utrzymane są w konwencji komediowej. „Opowieść niewiernej” takiej konwencji już nie utrzymuje. Autorka prowadzi w sieci swoją STRONĘ.

Narratorką i jednocześnie główną bohaterką „Opowieści niewiernej” jest Ewa, mieszkanka Gdańska, która po paru nieudanych związkach znajduje jak się jej wydaje miłość swojego życia. Ewa poznaje bowiem starszego od niej Maćka, który zdaje się być idealnym kandydatem na partnera życiowego. Nieważne jest to, że jej przyszły mąż nie chce kościelnego ślubu, jednego z największych marzeń bohaterki. Młodzi biorą więc ślub cywilny, kościelny natomiast zostaje odłożony na lepszy moment, który de facto nigdy nie nadchodzi. Nieważne jest również to, że dla Maćka ślub to tylko formalność. Łatwiej bowiem wtedy rozliczyć się z urzędem skarbowym, a jedno mieszkanie można przecież wynająć. Same korzyści, oczywiście stricte finansowe.

Po ślubie Ewa zauważa coraz więcej rzeczy, które dzielą ją z mężem. Dla Maćka najważniejsza jest praca, która jest celem samym w sobie, a nie środkiem do lepszego życia. Bohaterowie coraz bardziej oddalają się od siebie, ich życie seksualne praktycznie zanika. Ewa chce mieć dzieci, jej mąż nie chce. Gdy Maciek zaczyna budowę domu w Krakowie i wyjeżdża na weekendy, Ewa przekracza cienką granicę. Dotychczas obrzydliwa dla niej zdrada, staje się środkiem do chwilowego szczęścia, złudnego szczęścia.

W książce, czego się nie spodziewałam został odwrócony stereotyp obecnego wzoru małżeństwa. Tutaj zdradza żona, mąż jest wierny do końca. Przyznacie chyba, że to dość niespotykane. Autorka bardzo ciekawie nakreśliła motywy zdrady małżeńskiej oraz portrety psychologiczne głównych bohaterów. Najciekawsze jest to, że absolutnie nie potępiam Ewy za jej zachowanie. Chyba żadna kobieta nie wytrzymałaby takiej obojętności i samotności w małżeństwie mimo tego, że mąż wydaje się być idealny. Zarabia pieniądze, buduje dom i przede wszystkim nie zdradza. Ale co z tego, skoro kompletnie nie zauważa swojej partnerki.

„Opowieść niewiernej” to doskonałe studium rozpadu małżeństwa. Ludzie, którzy przed ślubem mają dla siebie czas, są radośni i cieszą się z każdej wspólnie spędzonej chwili, po podpisaniu urzędowego papierka wydają się sobie obcy. Czytając wyznania Ewy, czułam jakbym czytała zwierzenia koleżanki. Lekki język i styl trafiający do czytelnika, do tego pierwszoosobowa narracja sprawiają, że powieść czyta się bardzo szybko, gdyż losy Ewy i Maćka wciągają.

Wydaje mi się, że to powieść w szczególności dla kobiet. Skłania do refleksji i każe się zastanowić czy wybrany przez nas mężczyzna rzeczywiście powinien być partnerem na całe życie. Książka kończy się happy-endem, lecz w naszym życiu czasami nie możemy zmienić wybranego już scenariusza. Warto więc zastanowić się wcześniej nad naszym wyborem. I to właśnie chce nam uzmysłowić autorka poprzez swoją książkę.

Magdalena Witkiewicz pisze na swojej stronie:

„A książka – o miłości. Spełnionej, nie spełnionej, przepłakanej czasem trochę. O zdradzie, o marzeniach o dziecku i o tym, że czasami da się „cofnąć czas”…"

To naprawdę dobre czytadło. Zdrada kobiety to jeszcze nadal w naszym kraju temat dość kontrowersyjny. Cieszę się, że taka pozycja jest dostępna na naszym rynku. Polecam.


Magdalena Witkiewicz


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Zaczytaj się!

czwartek, 4 października 2012

10 najważniejszych książek w moim życiu


Na prośbę anonimowego czytelnika mojego bloga chciałabym wam przedstawić dzisiaj 10 najważniejszych książek (cykli książkowych) w moim życiu. Nie twierdzę, że jest to jakiś TOP 10 najlepszych książek. Są to bowiem tytuły, które ukształtowały moją osobowość i to kim teraz jestem. Zapraszam więc do ich obejrzenia.



1. Małgorata Musierowicz – Seria „Jeżycjada”



Pierwsze, niekwestionowane miejsce zajmuje seria „Jeżycjada”. To książki, które wywarły wielki wpływ na to jaką osobą teraz jestem. Ukształtowały moją osobowość i zapewniły wiele godzin cudownej lektury. Zaczytywałam się na temat losów rodziny Borejków jako nastolatka, a teraz kompletuję całą serię. Uważam, że każdy, kto natknie się na ten cykl, nie może przejść nad nim obojętnie. Nie wyobrażam sobie życia bez „Jeżycjady”. Dziękuję Pani Musierowicz :) Nie mogę się doczekać nowej części pt. "McDusia", której premiera w tym miesiącu.

2. Zbigniew Nienacki – Seria powieści przygodowych o „Panu Samochodziku”


Z wypiekami na twarzy zaczytywałam się w przygodach historyka sztuki Tomasza N. N. Niezapomniana i ponadczasowa lektura. Przyznaję, że do tej pory nie przeczytałam wszystkich części. Obecnie kompletuję całą serię aby chronologicznie przeczytać cały cykl. Pan Samochodzik wychowuje kolejne pokolenia czytelników co bardzo mnie cieszy.



3. Lucy Maud Montgomery – Seria powieści psychologicznych o Ani Shirley



To kolejny cykl książek, który cały czas powiększam. Będąc nastolatką przeczytałam wszystkie części. Cóż to była za wspaniała rozrywka i odskocznia od rzeczywistości :) Nie wyobrażam sobie dzieciństwa bez Ani z Zielonego Wzgórza.


4. Erich Van Daniken – „Wspomnienia z przyszłości”



To książka, która całkowicie i chyba już na wieczność zmieniła moje poglądy dotyczące religii, kościoła i początków naszej cywilizacji. Nie ze wszystkimi poglądami autora się zgadzam, ale to właśnie jego teza dotycząca stworzenia człowieka przez istoty pozaziemskie moim zdaniem wyjaśnia wszystkie, nie pasujące do siebie elementy naszej historii. Uważam, że warto znać cykl książek poświęconych paleoastronautyce, gdyż otwiera on oczy na wiele nierozwiązanych zagadek z przeszłości.


5. Bolesław Prus – „Lalka”


Wspaniała pozytywistyczna i przede wszystkim wielowymiarowa powieść. Idealnie wykreowany bohater – subiekt Rzecki to moja ulubiona postać literacka. Do tego świetnie przedstawiony motyw w literaturze - świata jako teatru. Często wracam do tej książki.

6. Stephen King – „Cmętarz zwieżąt” 

Klasyka horroru. Pamiętam, że czytając tę książkę, po raz pierwszy podczas lektury miałam dreszcze. Niesamowity klimat grozy. Dzisiejsze filmy – horrory mogą się schować przy tej powieści. Książka Kinga niesamowicie działa na wyobraźnię. Zapraszam do mojej recenzji - TUTAJ

7. William Wharton – „Spóźnieni kochankowie”



Kontrowersyjna i wielce oryginalna książka o miłości przekraczającej wszelkie granice. Czytając ją po raz pierwszy czułam zniesmaczenie. Przy kolejnych podejściach mój stosunek do miłości Jacka i Mirabelle ulegał zmianie. Dziś uważam, że ta książka powinna wejść do kanonu lektur obowiązkowych w liceum.

8. Siergiej Sniegow – „Dalekie szlaki”

To już klasyka science-fiction z późnych lat sześćdziesiątych. Po raz pierwszy zobaczyłam tę książkę w domu mojego wujka, miłośnika fantastyki. Z czasem tak często do niej wracałam, że książka została w końcu moją własnością. Polecam ją każdemu, kto interesuje się podróżami kosmicznymi i odkrywaniem obcych cywilizacji.


9. Jean Marie Auel – Cykl powieściowy "Dzieci Ziemi"


To opowieść o osiedlaniu się pierwszych ludzi w czasie epoki lodowcowej na terenie dzisiejszej Europy. Obszerna, pełna opisów i wnosząca wiele informacji o początkach naszego istnienia saga, opowiadająca losy Ayli i Jondalara. Polecam ją jedynie wytrwałym czytelnikom, którzy lubią fantasy w połączeniu z powieścią historyczną.

10. Margaret Mitchell – „Przeminęło z wiatrem”

Co tu dużo pisać. Nie ma chyba osoby, która by nie słyszała o tej powieści. Klasyka gatunku. Moją recenzję znajdziecie TUTAJ.
















Nie lubię robić takich zestawień, gdyż trudno jest mi wybrać określoną ilość książek w danej kategorii. Na szczęście jakoś udało mi się dokonać wyboru, chociaż łatwo nie było. Czy któraś z wymienionych przeze mnie książek bądź cykli również miały wpływ na wasze życie? Jestem tego ciekawa :)







wtorek, 2 października 2012

Susan Wiggs - "Zanim nadejdzie ciemność"




„Czasem myślę, że to, co w życiu najcenniejsze, jest skutkiem naszych błędów.”



Zabiegani codziennymi obowiązkami, nie zdajemy sobie często sprawy z tego jaki skarb każdy z nas posiada. Tym skarbem jest wzrok i możliwość oglądania tysięcy barw jakie oferuje nam dzisiejszy świat. W szczególności dla nas, miłośników książek tym bardziej cenny, gdyż dzięki niemu możemy przeczytać w swoim życiu tysiące stron wspaniałej literatury. Ale co w przypadku jego niespodziewanej utraty? Co byście chcieli zrobić zanim nadejdzie tytułowa ciemność?

Susan Wiggs to pisarka, którą dopiero odkrywam. Autorka jest absolwentką Harvardu. Swoją pierwszą książkę napisała już w wieku ośmiu lat. Po skończeniu studiów została nauczycielką matematyki, dziś jest obecnie znaną na całym świecie pisarką, jej książki tłumaczono na wiele języków. Trzykrotnie otrzymała nagrodę literacką RITA. Autorka mieszka na wyspie w Zatoce Pugeta w Waszyngtonie wraz z mężem i córką. Powieść „Zanim nadejdzie ciemność” została opublikowana po raz pierwszy w 2003 r.

Jessie Ryder po piętnastu latach wraca do rodzinnego domu, w którym mieszka jej siostra Luz z mężem i czwórką dzieci. Jessie jest znaną na całym świecie fotografką, która karierę przedłożyła nad życie rodzinne. Fotografowanie krajobrazów z całego świata to jej pasja i źródło utrzymania. Jessie do tej pory brała z życia pełnymi garściami. Młoda, piękna, niezależna, nie brała pod uwagę uczuć innych, w szczególności bliskich jej osób. Bohaterka powraca aby zmierzyć się ze swoją przeszłością, na której cieniem kładzie się oddanie córki do adopcji. Jessie pragnie ją poznać i zapamiętać chwile, które jeszcze może z nią spędzić. Powodem nagłej zmiany nastawienia do życia jest wykrycie u niej nieuleczalnej choroby oczu. Bohaterka zaczyna bardzo szybko tracić wzrok, więc każda chwila spędzona z córką jest dla niej cenniejsza niż wiele bezproduktywnych lat beztroski.

Wkraczając w uporządkowane i wydawałoby się idealne życie rodziny Luz, Jessie nie spodziewa się, że ukrywane od lat tajemnice i uczucia wybuchną ze zdwojoną siłą. Nie spodziewa się również miłości, która wtargnie w jej życie niespodziewanie niczym popołudniowy wiatr. Miłości, której ognia namiętności nie da się tak łatwo odrzucić. Czy bohaterka odnajdzie przebaczenie w oczach córki i czy znajdzie w sobie odwagę by przyjąć miłość? Zapraszam do lektury.

Susan Wiggs początkowo zaskoczyła mnie wielowątkowością swojej powieści. Pomimo tego, że główną bohaterką była Jessie i fakt jej utraty wzroku, inne postacie i ich losy zostały również odpowiednio uwidocznione na łamach książki. Czytelnik bowiem poznaje skomplikowaną osobowość córki Jessie – Lily, jej siostry Luz czy Dustego - mężczyzny, którego córka urodziła się w łonie jego martwej już od dwóch miesięcy żony. Nagromadzenie barw ludzkich uczuć i wyborów, które kierowały ich losami to na pewno zaleta „Zanim nadejdzie ciemność”.

Wątek przewodni utraty wzroku skłania do chwilowej refleksji. Jest on tym bardziej widoczny, gdyż główna bohaterka niemal „oddycha” aparatem fotograficznym. Robienie zdjęć to całe jej życie, więc utrata wzroku to dla niej koniec wszystkiego. Wgłębiając się w kolejne strony książki, naszło mnie porównanie jej sytuacji do mojej osoby. Czytanie książek jest dla mnie największą pasją i jednym ze sposobów na życie. Gdybym miała stracić wzrok, byłby to koszmar mimo tego, że i tak byłabym w lepszej sytuacji niż Jessie, mam jeszcze audiobooki czy książki pisane braillem. Zresztą co tu dużo pisać, dla każdego człowieka zmysł wzroku jest chyba najważniejszym ze zmysłów. Jego utrata więc musi być niewyobrażalną tragedią.

Drugi wątek, który również skłania do myślenia dotyczy adopcji. Czytelnik poznaje motywy jakie kierowały bohaterką przy oddaniu własnej córki. Motywy moim zdaniem bardziej egoistyczne i podszyte strachem, niż ekonomiczne. Czy takie postępowanie jest godne potępienia? Czu utrata wzroku jest karą za decyzję sprzed lat? Tutaj każdy sam musi sobie odpowiedzieć. Autorka moim zdaniem nie daje jednoznacznej odpowiedzi.

Powieść „Zanim nadejdzie ciemność” nie jest wbrew pozorom łatwym i przyjemnym czytadłem. Porusza bowiem wiele problemów, jakie mogą spotkać każdego z nas, czytelników. Styl pisania Susan Wiggs wyróżnia się lekkością i łatwością dotarcia do każdego potencjalnego odbiorcy. Książka naładowana jest emocjami, to czuć przy każdej stronie. Czy jest to powieść jedynie dla kobiet? Myślę, że niekoniecznie. Fabuła zainteresuje również mężczyznę dzięki takim bohaterom jak Dusty czy Ian. Chociaż co do Dustego mam jedno zastrzeżenie, jest dla mnie mało wiarygodny. Ale rozumiem, że autorka musiała jakoś zaznaczyć wątek romansowy.

Jeśli chcecie przeczytać wciągającą opowieść o błędach popełnianych w życiu, miłości, przebaczeniu i zaczynaniu życia od nowa, zapraszam gorąco do lektury. Emocje gwarantowane. Polecam na chłodny jesienny wieczór.

Susan Wiggs


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Mira



Chciałabym was zaprosić do odwiedzin nowo powstałego bloga początkującego pisarza Roberta Pawła Wasilewskiego, który pisze swoją pierwszą książkę o tematyce science-fiction, a fragmenty tej powieści umieszcza właśnie na blogu. Oto link do strony: cmdsykes1982