czwartek, 30 sierpnia 2012

Wywiad z Sylwią Kuklą, autorką książki "Powiedz mi to jutro"




Dzisiaj zapraszam was do przeczytania wywiadu z Sylwią Kuklą, autorką książki „Powiedz mi to jutro”, której recenzje możecie przeczytać tutaj.

Autorka od dłuższego czasu tj. od dwudziestu lat pisze pamiętniki, opowiadania, dramaty i wiersze. Książka „Powiedz mi to jutro” jest jej debiutem literackim. Jak sama twierdzi, powieść ta jest jej drugim dzieckiem, gdyż powstała po urodzeniu się córki. Pisarka zawodowo zajmuje się marketingiem. Prowadzi również swojego bloga.

awiola: Skąd pomysł na stworzenie bloga, na którym w dużej mierze pisze Pani o macierzyństwie bez fikcji i fałszywej otoczki szczęśliwej i wiecznie zadowolonej młodej matki Polki?

Sylwia Kukla: Ego na wodzy to cykl tekstów o macierzyństwie. Tak naprawdę to wyrywek mojego pamiętnika, bo właśnie tak postrzegałam świat kilka lat temu. Dzisiaj jestem mniej kategoryczna w tym temacie, bo zdałam sobie sprawę, że każde macierzyństwo jest inne. Wiem jedno: czy jest się matką, żoną, nastolatkiem, czy emerytem, życie przynosi różne emocje i nie ma „wiecznie zadowolonych” ludzi. sylwiakukla.pl miała być stroną informacyjną o mnie, a stała się blogiem, gdzie niczym ogrodnik pielęgnuje swoje myśli i spostrzeżenia.

awiola: Co skłoniło Panią do napisania książki i zostania pisarką?

Sylwia Kukla: Od dzieciństwa pisałam i marzyłam, że pewnego dnia wydam… tom wierszy :) Gdy byłam na urlopie macierzyńskim postanowiłam coś z tym zrobić. Jak tylko znalazł się pomysł na powieść, systematycznie składałam słowo do słowa, aby powstała z tego lekka historia. Pisanie okazało się świetną terapią, zabawą i na nowo odkrytą pasją. Nie wiem, w którym momencie zostaje się pisarzem: wtedy, gdy się o tym marzy, jak się coś napisze, wyda, jak wspomną o tym dziennikarze, czy jak ludzie chcą to czytać i czekają na kolejne tytuły?

awiola: Skąd wzięła się inspiracja do napisania powieści, w której głównym motywem jest pętla czasowa?

Sylwia Kukla: Pomysł na książkę przyszedł tuż po obejrzeniu komedii romantycznej ( to nie był Dzień Świstaka :) ). Zrelaksowany umysł potrafi zaskoczyć. Od razu usiadłam i spisałam szkic fabuły. Potem okazało się, że bohaterowie zaczęli żyć własnym życiem sprowadzając mnie do… długopisu. Efekt końcowy znacznie odbiega od moich początkowych planów.

awiola: Jak długo trwało napisanie i doszlifowanie Pani debiutanckiej książki?
Sylwia Kukla: Surowy tekst powstawał rok. Pisałam z doskoku, gdy pozwalała na to Córka. Praca korektorska i redakcyjna zaczęła się, gdy już wróciłam do pracy zawodowej i przez ponad trzy miesiące poświęcałam podczas weekendów każdą wolną chwilę.

awiola: Napisała Pani na swoim blogu o przeszkodach, z jakimi przyszło się Pani zmagać, aby zrealizować marzenie jakim było wydanie pierwszej książki. Czy uchyli Pani rąbka tajemnicy co to za przeszkody?

Sylwia Kukla: Od początku zakładałam, że poniosę wydatki za wydanie książki. Zgłosiłam się do pewnego wydawnictwa, które świadczy taką usługę. Wpłaciłam pieniądze i po trzech miesiącach otrzymałam mój tekst, nad którym nikt się nie pochylił, aby go sprawdzić. Na początku sądziłam, że omyłkowo dostałam zły plik. Okazało się, że inaczej pojmujemy „redakcję i korektę tekstu”, więc wycofałam się z umowy, tracąc sporo pieniędzy. Potraktowałam to jako drogą lekcję i podeszłam do sprawy ambicjonalnie decydując, że wydam ją w rodzinnej firmie. Fonopolis prowadzi mój mąż wydając słuchowiska i audiobooki, więc pokrewna branża. W tym czasie ogromnym wsparciem było dla nas Wydawnictwo Czarna Owca, które przejęło się moim losem. Bardzo mu za to dziękuję!

awiola: Dzięki książce „Powiedz mi to jutro” dowiedziałam się o istnieniu obrazu Salvadora Dali „Miękkie zegary”. Czy jest Pani wielbicielką jego malarstwa? Jak narodził się pomysł umieszczenia wątku o tym obrazie w książce?

Sylwia Kukla: Ten obraz mylony jest często z najsławniejszym okrzykniętym symbolem surrealizmu Trwałość pamięci (La persistencia de la memoria) z 1931 roku. Relojes blandos powstał dwa lata później i według moich amatorskich ustaleń via google, zdobi jakąś prywatną ścianę gdzieś na świecie. Twórczością Dalego zainteresowałam się po przeczytaniu książki „Gala i Salvador Dali” wiele lat temu zastanawiając się co temu Panu siedziało w głowie, gdy tworzył swoje dzieła. I takiej refleksji oddałam się również w książce analizując jego mniej znane płótno.

awiola: Jakie są Pani upodobania literackie?

Sylwia Kukla: Pierwszym skojarzeniem jakie mam myśląc o książkach, to relaks z nauką, więc sięgam po pozycje, które oprócz mile spędzonego czasu, wniosą coś w moje życie i pomogą odkryć jakąś prawdę o mnie, czy innych. Nawet jeśli byłoby tylko jedno zdanie, myśl w kilkaset stronicowej powieści, to warto je odkryć. Ostatnio prywatnie przeczytane: Doris Lessing: dwutomowa biografia „Pod skórą” i „Spacer w cieniu”, Elif Safak „Czarne mleko”. Ale lubię również Schmitt, Coelho, Wiśniewski, Kofta. A „służbowo” przeczytałam dwie nowości Wydawnictwa Albatros: Mambo Kings śpiewają o miłości, Oscara Hijuelosa i Wydawnictwo Insignis Dziedzictwo, Katherine Webb, o których napiszę recenzję na xiegarnia.pl.

awiola: Napisała Pani również cykl opowiadań o dziewczynkach z różnych stron świata. Do tej pory wydana została pierwsza część pt. „Lara ze Szwajcarii”. Czy może Pani przybliżyć idee tych opowiadań?

Sylwia Kukla: To historie dziewczynek z różnych cześci świata, które swoimi przygodami przybliżają nam wiedzę o kraju, w którym mieszkają. Bawiąc chcę trochę wyedukować nasze małe pociechy, aby od najmłodszych lat miały świadomość, że mimo otwartych granic w Europie, każda narodowość ma swoją specyfikę.

awiola: Czy Pani praca zawodowa nadal związana jest z korporacją? Jak godzi Pani obowiązki zawodowe z wychowaniem córki i poświęcaniem się pisaniu?

Sylwia Kukla: Tak, pracuję w tej samej firmie od ponad 10 lat. Daje mi poczucie stabilizacji i przy okazji wydania książki wsparła patronatem. To miłe jak firma wspiera pasje swoich pracowników, a w dzisiejszych czasach to rzadko spotykane. Dzisiejsze czasy zrobiły z kobiety „urządzenie wielofunkcyjne”, które musi sprostać wielu zadaniom jednocześnie, a ja wpisuję się w ten obraz i staram się nie zapomnieć o sobie. Wydanie książki otworzyło mnie na inne marzenia i do życia podchodzę mniej lękowo, bo to one najbardziej nas wstrzymują przed osiągnięciem celu. Ostatnio przyjęłam miłą niespodziankę od losu i podjęłam współpracę z nowym portalem o książkach xiegarnia.pl, na którym recenzuję książki. Będą tam spisane moje subiektywne emocje i zachęcam wszystkich miłośników lietaratury, aby tam zajrzeli. Dodatkowo a vista piszę teksty na bloga.

awiola: Jakie są Pani najbliższe plany wydawnicze? Czy pracuje Pani obecnie nad nową książką?

Sylwia Kukla: Mam kilka zaczętych tekstów i piszę je równolegle. Najbliżej ukończenia jest zbiór opowiadań dla dorosłych w podobnym klimacie co Powiedz mi to jutro, ale chciałabym również wydać pozostałe bajki, o których trochę opowiedziałam wcześniej. Nie chcę określać kiedy to nastąpi, bo praca twórcza jest bardzo nieprzewidywalna.

awiola: Jakie motto życiowe poleciłaby Pani czytelnikom mojego bloga?

Sylwia Kukla: Jestem miłośniczką złotych myśli, które odnajduję w różnych zadziwiających miejscach. Mam kilka, które w przypływie chwili traktuję jako drogowskazy dla moich myśli, aby nie dryfowały w mroczne strony mojej duszy.

Albo odważysz się spełniać swoje marzenia, albo do końca życia będziesz płacić faktury za marzenia innych. ( to z mojej głowy)

Nikt nie jest wstanie poniżyć Cię bez Twojej zgody. (bajka „Akademia księżniczek”, cykl Barbie:))



Dziękuję autorce za poświęcony czas, a was oczywiście zachęcam do przeczytania książki "Powiedz mi to jutro".


wtorek, 28 sierpnia 2012

Frédérique Deghelt – "Babunia”"




„Kiedy ja byłam młoda, starzy byli starymi, a teraz, gdy jestem stara, starzy muszą być młodzi.”




Frédérique Deghelt to pisarka dotychczas nie znana mojej osobie. Dziennikarka i producentka telewizyjna. Napisała kilka powieści, w tym „Cudze życie”, którą mam zamiar jak najszybciej przeczytać. Książkę tę kupiłam w ramach wyprzedaży. Nie ukrywam, że przyciągnęła moją uwagę okładką. Cieszę się, że trafiła w moje ręce.

Trzydziestoletnia Jade dowiaduje się, że jej ciotki planują oddać mieszkającą samotnie swoją matkę, a jej babkę do domu spokojnej starości. Bohaterka pod wpływem impulsu jedzie na wieś, żeby zabrać babunię do swojego domu, do Paryża. Jeanne, babcia Jade zgadza się na wielką zmianę w swoim życiu. Obydwie nie spodziewają się, że zmiany będą dotyczyć równocześnie obu bohaterek.

Babunia pozornie wydaje się zwykłą kobietą, mieszkającą od urodzenia na prowincji. Idealna matka, gospodyni i żona. Od wielu lat czytająca Biblię. Jednakże to tylko pozory. Jeanne od wielu, wielu lat jest aktywnym czytelnikiem książek. Nikt nie zna jej tajemnicy, nawet najbliżsi nie podejrzewają, że miłością jej życia są książki i literatura. A Biblia to tylko okładka skrywająca za każdym razem inną książkę, którą czyta tytułowa bohaterka. Wnuczka odkrywając sekret swojej ukochanej babci, nie spodziewa się, że to właśnie ona będzie ją wspierać w wydaniu własnej książki oraz pomoże jej odnaleźć się po trudnym rozstaniu z ukochanym mężczyzną.

Tytuł powieści nie wskazuje, że jest to książka o książkach jeśli mogę tak napisać. Po jej lekturze doceniłam możliwość jaką daje nam, kobietom dzisiejszy świat i kultura. Chodzi mi o całkowity dostęp do literatury. W każdym momencie możemy kupić lub wypożyczyć dany tytuł i po prostu go przeczytać. Książka jest powszechna i ogólnie dostępna. Trzeba tylko chcieć ją przeczytać. Za czasów babci Jeanne, kobiety na wsiach nie czytały książek. Czytanie było przywilejem wyżej urodzonych społeczności. Czytanie było synonimem nieróbstwa i lenistwa. Dlatego też tytułowa bohaterka ukrywała się przed rodziną i znajomymi. W tych czasach to nie do pomyślenia.

Powieść zawiera mnóstwo cudownych fragmentów opisujących miłość i szacunek do literatury. Poza tym książka zawiera drugie dno. Czy możliwa i akceptowalna jest miłość w wieku 80 lat między mężczyzną i kobietą? Historia Jeanne to także wątek starości i przemijania. Zadawane są pytania natury filozoficznej, czy wiek ma być wyznacznikiem co człowiek może, a czego nie może robić. I czy młodzi ludzie mają prawo osądzać postępowanie starszego pokolenia. Jak widzicie książka Frédérique Deghelt nie jest lekkim czytadłem. Zmusza do zastanowienia się nad wieloma pytaniami dotyczącymi życia.

„Babunia” to książka z duszą. Jest dla mnie tym bardziej cenna, że sama jestem miłośniczką książek i literatury. Sama babunia to dla mnie prawdziwa bohaterka. Potrafiła pokonać wszelkie przeszkody, żeby podtrzymywać swoją pasję czytania. Powiem wam jeszcze na dodatek, że zakończenie jest szokujące. Wiem, że nigdy nie zapomnę tej książki i z pewnością będę do niej często wracać. Zawiera w sobie wiele mądrości życiowej. Myślę, że dla nas, blogerów ze społeczności książkowej jest to lektura obowiązkowa. Nie zwlekajcie więc tylko przeczytajcie!!

„Za pośrednictwem języka, który nigdy nie przestaje się rozwijać, spisywane są przygody, a to, co w nich najważniejsze, przenika do książek, które dopiero mają powstać…”

Frédérique Deghelt


Rekomendacja recenzji na portalu Zaczytaj się!






sobota, 25 sierpnia 2012

Catherine Ashley Morgan – "Noc rudego kota"





“Możliwości są nieograniczone i nieraz rodzi się z tego pomysł, na podstawie którego powstaje potem książka.”




Catherine Ashley Morgan to kolejna pisarka, o której nie znalazłam żadnej wzmianki w internecie. Podejrzewam, że to pseudonim i że autorka jest Niemką. Tak na marginesie to naprawdę duża umiejętność potrafić ukryć się przed wszechogarniającą ludzi siecią zwaną Internetem :)

Z czym kojarzy się wam tytuł “Noc rudego kota”? Tak, oczywiście z kotem. Jest to książka w której jedną z głównych postaci jest kot, rudy kot, a raczej ruda kotka – Izabelle. I to właśnie ona będzie pełniła kluczową rolę w całej intrydze jaką zaserwowała nam autorka. Ale może zacznę od początku.

Sławna angielska pisarka Christine Bell ucieka od londyńskiego zgiełku na wieś, by tam móc spokojnie pisać nową książkę. Christine zamieszkuje w starym domu, którego właścicielka wyjechała w długą podróż. Dla bohaterki chwilowe zamieszkanie w spokojnej jakby się zdawało okolicy, jest bardzo komfortową sytuacją. Może wreszcie w ciszy i spokoju skupić się na swojej nowej powieści.

Nie długo jednak jest jej dane cieszyć się z tego błogiego stanu. Pewnej nocy dom pisarki odwiedza ruda kotka. Jest ona własnością sąsiada bohaterki – Heggindfielda, bardzo tajemniczego i niesympatycznego gbura. Na drugi dzień Christine próbuje oddać Izabelle jej właścicielowi, ale on niespodziewanie twierdzi, że nigdy nie miał takiego kota jednocześnie zamykając jej drzwi przed nosem. Sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, gdy następnego dnia tajemniczy sąsiad zostaje znaleziony martwy w swoim domu. Policja od początku twierdzi, że to wypadek. Jednak ciąg dalszych zdarzeń oraz dziwne zachowania okolicznych mieszkańców związane z przedsiębiorstwem mlecznym Biltforda, dającego miejscowym ludziom pracę, skłaniają pisarkę do zajęcia się tą sprawą na własną rękę. Tym bardziej, że pojawia się u jej boku przystojny i intrygujący detektyw.

Catherine Ashley Morgan napisała doskonały kryminał w iście angielskim stylu. Znajdziemy w nim zbrodnię, zmowę milczenia, typową angielską wieś, skorumpowaną policję i miłość. Do tego dla miłośników zwierząt - ruda kotka Izabelle. Z nią właśnie wiąże pewne moje zastrzeżenie. Autorka opisała ją jako zwierzę nadzwyczaj ciche i spokojne. Nawet gdy włamywacze chcąc ją ukraść, wkładając zwierzę do worka, kotka nawet się nie budzi. Przyznam szczerze, że do tej pory nie spotkałam takiego kota. Te zwierzęta są raczej czujne i przy każdym hałasie nastawiają uszy. Ale być może w Anglii, a w szczególności na angielskiej prowincji, takie koty występują.

Postacie wykreowane przez autorkę są bardzo charakterystyczne. Do szału doprowadzał mnie skorumpowany policjant – posterunkowy Whiting. Postać bardzo realistyczna i mimo wszystko wyróżniająca się na tle pozostałych. Zabrakło mi tylko większego odniesienia do osoby samego zlecającego morderstwa. Myślę, że na tym polu Pani Morgan mogła więcej zdziałać. A tak, niestety była to dla mnie postać trochę przeźroczysta i niedookreślona.

Praktycznie od początku było wiadomo, kto stoi za wszystkimi „nieszczęśliwymi wypadkami”. Nie jest to więc klasyczny kryminał, w którym dopiero na końcu czytelnik dowiaduje się kim jest morderca. W powieści Morgan akcja skupia się bardziej na udowodnieniu winy. Jednakże do ostatnich stron, nie wiadomo czy na pewno się to uda. I czy na pewno podejrzenia czytelnika są zgodne z prawdą.

Język powieści jest bardzo przystępny, czyta się ją bardzo szybko. Na korzyść wydania na pewno przemawiają dobry, miły w dotyku papier i ciekawa okładka. Nie jest to ambitna literatura, nie zawiera w sobie żadnego przesłania oprócz tego, że sprawiedliwość dopada wszystkich. Jednych wcześniej, a innych później. Jest to natomiast dobry kryminał, zawierający ciekawy klimat. Klimat, który osobiście mnie oczarował w ciągu paru godzin spędzonych z książką.

„Noc rudego kota” zapewni wam doskonały relaks, także polecam nie tylko miłośnikom angielskich kryminałów.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Akcja Społeczna „Dzielę się książkami 2012”




Chciałam was poinformować o fajnej akcji, jaka niedługo odbędzie się w Katowicach.


Dzielimy się we wrześniu w Katowicach!
Akcja Społeczna „Dzielę się książkami 2012”




Jeszcze tylko kilkanaście dni dzieli nas od kolejnej, trzeciej już edycji Akcji Społecznej „Dzielę się książkami”, organizowanej w 2012 roku przez Fundację „Dziecko i Kultura” (w roku ubiegłym przez firmę Qlturka.pl) we współpracy z Silesia Expo (organizatorem Targów Książki w Katowicach), portalem Qlturka.pl i Fundacją „Miasto Słów”.

Sponsorami Akcji są DPD Polska i Firma Księgarska Olesiejuk.

Od 7 do 9 września, przez cały czas trwania Targów Książki w Katowicach, czekać będziemy na wszystkie chętne dzieci (i dorosłych też), które zechcą przynieść wybraną ze swoich zbiorów książkę i podarować ją dzieciom pozbawionym kontaktu z literaturą, przebywającym w domach dziecka, szpitalach, hospicjach, a także pod opieką świetlic środowiskowych. Część książek przekażemy także do małych wiejskich bibliotek i do tworzących się biblioteczek polonijnych, m.in. w Danii i na Ukrainie.

W stoisku portalu Qlturka.pl/Fundacji „Dziecko i Kultura” będzie można nie tylko zostawić przyniesioną książkę, ale także wziąć udział w twórczych działaniach.

Gorąco zachęcamy rodziców, nauczycieli i wychowawców do przekazywania informacji o naszej Akcji dalej, do drukowania plakatu, a także osobistego – wraz z dziećmi, udziału w zbiórce.

Targi Książki w Katowicach
Data i miejsce:
7-9 września 2012
7 września 2012 (piątek) - 10:00 - 17:00
8 września 2012 (sobota) - 10:00 - 18:00
9 wrzesnia 2012 (niedziela) - 10:00 - 16:00

Hala Widowiskowo-Sportowa SPODEK
Al. Korfantego 35
Katowice



Pierwsza edycja akcji społecznej „Dzielę się książkami”, przeprowadzona przez firmę Qlturka.pl we współpracy z Fundacją „Miasto Słów” w 2011 roku podczas Targów Książki dla Dzieci w Krakowie (2- 5 czerwca) spotkała się z ogromnym zainteresowaniem. Udało się zebrać ponad tysiąc książek, które dzięki firmie DPD Polska, sponsorowi Akcji, zostały dostarczone do 50 placówek (domów dziecka, hospicjów, szpitali i świetlic środowiskowych) na terenie całego kraju.
Głównymi darczyńcami były dzieci, które przynosiły wybrane przez siebie książki, chcąc podarować je potrzebującym. Akcję wsparły także wydawnictwa, przekazując egzemplarze; dużo książek podarował też organizator konkursu na Najlepszą Książkę Dziecięcą „Przecinek i Kropka”. Akcja spotkała się z dużym zainteresowaniem mediów – Radio Kraków, „Dziennik Polski”, Biblionetka.pl itp.
Podczas pierwszej tegorocznej edycji, zorganizowanej podczas Warszawskich Targów Książki (9-13 maja) zebraliśmy 2 tys. książek, które trafiły do 50 placówek w całym kraju.

Serdecznie zapraszam do udziału w Akcji, a także do kontaktu, gdy będzie taka konieczność,

Ewa Świerżewska
Prezes Fundacji „Dziecko i Kultura”
Koordynatorka Akcji społecznej „Dzielę się książkami”
Więcej o Akcji:
www.dzielesieksiazkami.pl
www.dzieckoikultura.pl

Kontakt:
ewa.swierzewska@qlturka.pl
+48 502 362 752



Myślę, że warto wziąć w niej udział, gdyż to ciekawa inicjatywa.

środa, 22 sierpnia 2012

Jolanta Kwiatkowska – "Kod emocji"




„Jestem koktajlem emocji z pytajników, wykrzykników i malutkiej domieszki kropek.”




Jolanta Kwiatkowska, jak pisze na swoim blogu, urodziła się jako płeć żeńska. Cały czas czeka z ufnością na to co przyniesie jej los. Autorka swojego wieku nie podaje. Jak twierdzi raz czuje się na 18, a raz na 80 lat. Wiemy tylko, że jest emerytką. Na rynku wydawniczym zadebiutowała książką „Jesienny koktajl”, którą mam zamiar przeczytać w najbliższym czasie.

Poznajcie cztery młode kobiety i targający nimi kod emocji.

Irena, polonistka z wykształcenia, nauczycielka z powołania. Tkwi w toksycznym związku z Krzyśkiem, kierowcą i tłumaczem w ambasadzie. Jej partner po pierwszym zauroczeniu nie docenia Ireny i skutecznie pozbawia ją wiary w swoje możliwości i szczęście w życiu. Bohaterka chce zmiany. Chce wyrwać się z błędnego koła.

Krystyna jest kosmetyczką. Posiada męża Romka i własny zakład kosmetyczny. Bohaterka kocha swojego partnera, ale do szczęścia brakuje im dziecka, które wniesie nową wartość w ich życie. Jest silną kobietą, patrzy optymistycznie na świat.

Zosia to tzw. „panna ze wsi z dzieckiem”. Mimo samotności i braku ojca dziecka, radzi sobie w życiu przy pomocy rodziców i siostry. Pracuje w salonie kosmetycznym jako manikiurzystka, a swój talent do malowania wykorzystuje podczas pracy na paznokciach klientek. Chciałaby ułożyć sobie życie. Ciągle szuka na to recepty.

Ula, siostra Zosi. Bardzo wcześnie wyjechała z rodzinnej wsi do Niemiec. Tam wyszła za mąż za o wiele starszego od siebie mężczyznę. Wspiera młodszą siostrę w jej zmaganiach z samotnym życiem. Sama jest po prostu szczęśliwa.

Wszystkie cztery bohaterki są przyjaciółkami. Wszystkie cztery mocno się od siebie różnią. Każda ma swoje tajemnice, marzenia i rozterki. Wszystkie chcą być szczęśliwe, ale każda na swój sposób. Wspierają się wzajemnie mimo różnic światopoglądowych.

Jolanta Kwiatkowska na łamach swojej książki pokazała czytelnikowi nagromadzenie wielu emocji. Problemy dnia codziennego, toksyczne związki, seks bez zobowiązań, różnice pokoleniowe. To wszystko skumulowane na stronicach książki daje wielki, tytułowy „Kod emocji”.

Zirytowało mnie jedynie niewiarygodne poplątanie losów wszystkich bohaterów. Każdy z kimś był powiązany, czy to przeszłością czy teraźniejszością, a nawet przyszłością. Troszkę za duże poplątanie wątków, mało wiarygodne moim zdaniem. Mimo to powieść czyta się bardzo szybko. Język autorki jest bardzo plastyczny, ale równocześnie prosty. Czytelnik bardzo płynnie przechodzi od historii jednego bohatera do następnej historii. Powroty do przeszłości, do wspomnień sprzed lat to bardzo dobry zabieg literacki w tym przypadku.

Sama autorka pisze:

„Bohaterkom pozwalałam rozwiązywać to, co mnie się nie udało, realizować plany, z których ja musiałam zrezygnować i spełniać marzenia, o których ja mogłam tylko śnić.”

Książkę jak najbardziej polecam. Pełno w niej życiowych prostych prawd, o których często zapominamy w codziennym biegu za sukcesem. Przeczytajcie.


„Człowiek może uprawiać warzywa, ogródek, pole, sport. Uprawiać seks mogą tylko narządy płciowe z czysto fizjologicznych powodów. Dwoje ludzi, których łączy miłość, kocha się tak po prostu, tak zwyczajnie – nadzwyczajnie.”


Jolanta Kwiatkowska

niedziela, 19 sierpnia 2012

Mija Kabat – "Gąszcz"




„Po prostu człowiek ma poczucie, że jest w jakimś gąszczu, że nie wie, co jest grane… Że wszystko ma jedno, drugie, trzecie dno… Że ktoś deklaruje dobre chęci, a robi cię w konia, w każdym razie usiłuje tobą manipulować… Jak się połapać w tym wszystkim, gdzie jest do cholery jakiś przewodnik, gdzie są dobrzy, a gdzie źli?”



Mam problem z tą książką, gdyż do końca nie wiem kim jest autorka, ukrywająca się pod pseudonimem Mija Kabat. Szperając w Internecie natknęłam się na wzmiankę, iż jest nią Dominika Wielowieyska, dziennikarka z „Gazety Wyborczej”. Nie jest to potwierdzona informacja, więc autorka kimkolwiek jest, nie chce by odkryto jej prawdziwą tożsamość.

„Gąszcz” to książka obnażająca cały chory system polityczny w naszym kraju. System oparty na układach, wielkich przekrętach i „kolesiostwie”. Główna bohaterka Agnieszka, dziennikarka zajmująca się zawodowo pisaniem o gospodarce, zdobywa materiały na artykuł życia. Artykuł, który wstrząśnie klasą polityczną w Polsce i na pewno będzie miał szeroki oddźwięk w mediach. W międzyczasie poznaje tajemniczego mężczyznę, który jak się potem okazuje jest synem biznesmena Kellera, głównego bohatera artykułu Agnieszki. Dziennikarka musi więc wybrać między rodzącym się uczuciem, a etyką zawodową.

Jeśli sądzicie, że to opowieść w głównej mierze o miłości to się mylicie. Miłość jest tutaj tylko tłem, na pierwszym planie czytelnik zostaje uwikłany w grę polityczną. Świat polityki i biznesu nieustannie się ze sobą przeplata, poddając w wątpliwość etykę pewnych zachowań.

Cała fabuła książki, oprócz romansu głównej bohaterki, ma swoje odzwierciedlenie w naszej polskiej rzeczywistości niestety. Każdy, kto minimalnie orientuje się w sprawach polityki, będzie wiedział, że powieść opisuje aferę Orlenu o jakiej niedawno było głośno. Praktycznie wszyscy bohaterowie mają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Bohater afery – Keller to tak naprawdę Kulczyk, producent telewizyjny Lew Pywin to oczywiście Lew Rywin. Można by tak długo wymieniać. Dlatego też jestem skłonna uwierzyć, iż Mija Kabat to rzeczywiście Dominika Wielowieyska. Po przeczytaniu wywiadu autorki dla dziennika „Rzeczpospolita” jestem prawie pewna, że to ona.

Lektura „Gąszczu” otworzyła mi oczy na pewne sprawy. W dzisiejszych czasach światy polityki i biznesu nie mogą istnieć osobno. Przeplatają się nieustannie, czy nam się to podoba czy nie. Układy większe czy mniejsze rządzą naszym krajem, a my nie jesteśmy w stanie nic na to poradzić. To pieniądz obecnie wyznacza standardy pewnych zachowań. Zresztą, chyba zawsze tak było.

Książkę polecam osobom lubiącym sprawy polityki i śledzącym różnego rodzaju afery polityczno-gospodarcze. Autorka świetnie ukazała czytelnikowi jak tworzy się intrygę polityczną w naszym kraju. Do tego wątek romansu głównej bohaterki dodaje powieści smaczku. Polecam.

wtorek, 14 sierpnia 2012

Sylwia Kukla – "Powiedz mi to jutro"



„Czasami uczucia wypalają się i zamienione w popiół ulatują w niebyt, jakby nigdy nie istniały. Ludzie odchodzą każdy w swoją stronę i nigdy więcej nie są już w stanie wykonać nawet gestu pozdrowienia.”


Sylwia Kukla to kolejna początkująca pisarka, której książkę miałam przyjemność przeczytać. Autorka od dłuższego czasu tj. od dwudziestu lat pisze pamiętniki, opowiadania, dramaty i wiersze. Książka „Powiedz mi to jutro” jest jej debiutem literackim. Jak sama twierdzi, powieść ta jest jej drugim dzieckiem, gdyż powstała po urodzeniu się córki. Pisarka zawodowo zajmuje się marketingiem. Prowadzi również swojego bloga. W niedalekiej przyszłości planuje wydać zbiór opowiadań.

Poznajcie Matyldę i Mateusza. Matylda w dniu swojego planowanego wyjazdu do narzeczonego do Sztokholmu, postanawia wymienić zarezerwowany bilet na bilet do Lizbony, aby w spokoju spędzić tam trochę czasu i zastanowić się nad swoim życiem. Mateusz jadąc do biura turystycznego w celu zapłacenia za swoją podróż poślubną, uzmysławia sobie, że nie wie czy rzeczywiście chce związać się ze swoją obecną partnerką na cale życie. Matylda i Mateusz spotykają się razem w biurze. Nie wiedzą, że los spłata im niezłego figla. Obydwoje decydują się na spontaniczny wyjazd do Lizbony. Niespodziewanie spotykają się ponownie w samolocie i tak zaczyna się ich nieprawdopodobna historia.

Sądzicie, że to kolejna banalna opowiastka o przeznaczeniu i miłości. Owszem jest po części banalna, ale zawiera w sobie fantastyczny wątek jakim jest zatrzymanie czasu. Co byście zrobili, gdybyście dzisiejszy dzień powtarzali bez końca. Budząc się rano, widząc ciągle tą samą datę, zaczynali ten sam dzień. I zastanówcie się co byście zrobili, żeby czas jednak ruszył do przodu, bo przecież skutki waszych decyzji w takiej sytuacji nie mają racji bytu. Na to pytanie właśnie muszą sobie odpowiedzieć bohaterowie „Powiedz mi to jutro”.

Powieść Sylwii Kukly to historia zagubionych ludzi, którzy żyją utrzymując pozory szczęścia. Jest to również opowieść o trudnym porozumieniu między kochającymi się osobami, ale także o rozliczeniu się z przeszłością i wspomnieniami, które nie zawsze wskazują nam właściwą drogę. Sama autorka napisała:

„Dlatego chciałabym, aby moja książka dla każdego była o czymś innym. O miłości, o rozstaniu, o niczym… a może o czymś, co mnie zupełnie zaskoczy?”

Okładka książki jak i wątek pętli czasowej nawiązują do obrazu Salvadora Dali – „Uporczywość pamięci”. Nawet nie wiedziałam, że taki obraz istnieje. Dziękuję za to odkrycie autorce.

Uważam, że debiut literacki Sylwii Kukly jest bardzo udany. Książkę czytało mi się lekko. Przystępny język i niezbyt rozwlekłe opisy pracują na plusy powieści. Sam pomysł na wplecenie w fabułę wątku pętli czasowej jest dość oryginalnym zabiegiem. Czytając początek książki nie spodziewałam się czegoś tak fantastycznego. Sądziłam raczej, że będzie to zwykła historia o miłości dwojga ludzi na których drodze stoją przeszkody. Poza tym autorka zmusza czytelnika do zastanowienia się, co by sam zrobił w takiej sytuacji. Sytuacji, jak należy podkreślić dość surrealistycznej. I z tego względu właśnie polecam „Powiedz mi to jutro”.

Czy chcielibyście codziennie od nowa przeżywać ten sam dzień? Myślę, że odpowiedź znajdziecie w książce Sylwii Kukly.



Sylwia Kukla


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi nakanapie

niedziela, 12 sierpnia 2012

Wywiad z Joanną Skórką, autorką książki "Dwie dusze"

W ramach mojego cyklu rozmów z autorami, recenzowanych przeze mnie książek, chciałabym wam przedstawić Joannę Skórkę, autorkę książki "Dwie dusze".
Joanna Skórka jak się okazało to osoba nietuzinkowa. Od kilkunastu lat zajmuje się tarotem. Ponadto doradza duchowo, zajmuje się również naturoterapią oraz terapią kolorem, muzyką i zapachem. Nie straszne jej uroki i zaklęcia. A wróżby to dla niej oczywista oczywistość. Potrzebne wam zaklęcie na przywołanie miłości? Nic trudnego, zapraszam na stronę pisarki Goodspiritual.



awiola: Książka „Dwie dusze” to Pani debiut literacki. Skąd pomysł na taką tematykę?

Joanna Skórka: Tak, „Dwie dusze” jest moim debiutem literackim. Pomysł przede wszystkim wziął się z moich zainteresowań zjawiskami paranormalnymi. Od wielu lat zajmuję się tą tematyką. Od zawsze lubię pisać i pewnego razu postanowiłam spróbować swoich sił w prozie.

awiola: Czy może Pani zdradzić czym zajmuje się na co dzień w życiu?

Joanna Skórka: Od września planuję rozpocząć naukę w TWP w moim mieście na kierunku Technik Opiekun Osób Starszych. Natomiast jeśli chodzi o moje hobby to przede wszystkim Tarot, Doradztwo Duchowe. Prywatnie wychowuję dziesięcioletniego syna.

awiola: Czy trudno było wydać książkę? Jak długo starała się Pani o jej publikację?

Joanna Skórka: Rynek w Polsce jest surowy dla debiutujących pisarzy. Bardzo ciężko jest się wybić, wydać powieść bez większych starań. Udało mi się dzięki współpracy z Warszawską Firmą Wydawniczą.

awiola: Czy „Dwie dusze” to Pani zdaniem po części romans paranormalny, tak modny w ostatnim czasie?

Joanna Skórka: Owszem, zawarte w książce elementy romansu można podpiąć pod termin „romansu paranormalnego”, jednak nie to było moim głównym celem. Miałam na myśli pokazać, że świat może skrywać wiele tajemnic.

awiola: Czy identyfikuje się Pani w jakiś sposób z Wiktorią, bohaterką swojej debiutanckiej książki?

Joanna Skórka: Nie, postać Wiktorii jest stworzona na potrzeby powieści. Posiada cechy wielu młodych kobiet.
awiola: Skąd wzięła się Pani fascynacja ezoteryką i zjawiskami paranormalnymi?

Joanna Skórka: Kiedy miałam szesnaście lat, wybrałam się na spacer po księgarniach. Trafiłam na pewną księgę, która z miejsca zafascynowała mnie do tego stopnia, że odmieniła moje życie. Od tamtego czasu stopniowo zgłębiałam tajniki tej wiedzy.

awiola: Czy zgłasza się do Pani wielu ludzi potrzebujących porady duchowej bądź wróżby z tarota?

Joanna Skórka: Bywa, że w ciągu jednego dnia, dostaję po kilkanaście maili z prośbą o poradę. Poza tym udzielam się na forum dyskusyjnym, gdzie poznałam wielu interesujących ludzi, także przyjaciół, ale też osób z problemami. Staram się na ile mogę, pomagać potrzebującym.

awiola: Czy może Pani powiedzieć, które wątki zawarte w książce poparte są wiedzą ezoteryczną?

Joanna Skórka: Przede wszystkim motyw anielski, wszelkie porady Eryka, wątek z Lasem Pokaini, i kilka innych. Fantastyczne postacie dobrałam celowo.

awiola: Który portal internetowy dotyczący zjawisk paranormalnych Pani zdaniem jest godny polecenia dla ludzi, którzy interesują się tą tematyką?

Joanna Skórka: Polecam przede wszystkim zjawiskaparanormalne.pl. Także popularne czasopismo „Wróżka”.

awiola: Co by Pani powiedziała ludziom sceptycznie nastawionym do wszelkich zjawisk paranormalnych?

Joanna Skórka: Nasz świat rzeczywisty nie musi być taki, jakim go postrzegamy, ponieważ może skrywać wiele tajemnic. By nie odrzucali wszystkiego i nie negowali tylko dlatego, że coś może wydać się śmieszne, czy niemożliwe. Ja też bywam sceptyczna, jednak na sam początek oddzielam to, co oczywiste od tego, co być może ma miejsce i dotyczy ponadzmysłowego świata.

awiola: Jakie rady przedstawiłaby Pani początkującym pisarzom?

Joanna Skórka: Wytrwałość i determinacja. Czas i działanie, dążenie do celu są tym kluczem, który pozwoli na spełnienie marzeń.

awiola: Jakie są Pani najbliższe plany pisarskie?

Joanna Skórka: Obecnie pracuję nad powieścią. W każdym wolnym od obowiązków czasie piszę, kiedy tylko pojawi się wena. Niestety trudno jest mi teraz powiedzieć, kiedy kolejna moja książka ukaże się na rynku.


Dziękuję autorce za poświęcony czas. A was zapraszam do przeczytania książki "Dwie dusze".


sobota, 11 sierpnia 2012

Stephen King – "Cmętarz zwieżąt"




„Naprawdę dobre dni – dobre od początku do końca – są bardzo rzadkie, pomyślał. Możliwe, że nawet w najlepszych okolicznościach w życiu każdego człowieka znajdzie się w sumie miesiąc złożony z takich dni.”


Któż z nas, zapalonych bibliofilów nie zna Stephena Kinga. Mistrza grozy, który płodzi bestsellery od wielu lat, karmiąc kolejne pokolenia czytelników. King jest niezaprzeczalnie klasykiem jeśli chodzi o literaturę grozy. Rocznie zarabia średnio 50 milionów dolarów.

Z pewnością do klasyki gatunku przeszła już jego powieść „Cmętarz zwieżąt”, której tytuł do tej pory przyprawia mnie o dreszcze. Książka powstała w 1983 r., a nadal jest jak najbardziej porażająca.

Lekarz Louis Creed wraz z żoną Rachel, córką Ellie, synem Gage’m oraz kotem Churchem, przeprowadzają się z Chicago do spokojnego miasteczka Ludlow w stanie Maine. Bohaterowie szybko przyzwyczajają się do nowego miejsca, również dzięki przyjaźnie nastawionym sąsiadom – staremu małżeństwu Judowi i Normie Crandall. To właśnie dzięki Judowi, Louis dowiaduje się, że w pobliżu ich domu znajduje się stary cmentarz dla zwierząt, na którym okoliczni mieszkańcy chowają swoich pupili.

Podczas pobytu żony Louisa i jego dzieci u nielubianych teściów, niespodziewanie Church zostaje przejechany przez ciężarówkę na drodze, która znajduje się nieopodal domu Creedów. Jest to droga, przed którą ostrzegał Louisa sąsiad. Przejeżdża przez nią codziennie wiele ciężarówek. Jud postanawia pomóc przyjacielowi zakopać zwłoki kota na cmentarzu dla zwierząt. Na drugi dzień Church wraca do domu. Ale nie jest tym samym kotem, którego uwielbiała tulić córka Louisa. Śmierdzi ziemią i zaczyna polować na inne stworzenia.

Wydawałoby się, że przywrócenie do życia przejechanego kota, tylko na chwilę zakłóci idyllę rodziny Creedów. Jak się okazuje to dopiero początek koszmaru. Ruchliwa droga przy domu i stale przejeżdżające nią ciężarówki, doprowadzają do śmierci syna Creedów – Gaga. Wstrząśnięty ojciec zrobi wszystko by przywrócić syna do życia. Początek nowego życia Creedów przeistoczy się w koszmar.
Warto wspomnieć, że pisarz nie wymyślił sobie fabuły od początku do końca. Inspiracją dla niego były prawdziwe miejsca i zdarzenia. King mieszkał kiedyś wraz ze swoją rodziną w Orrington w stanie Maine, w domu przy którym mieściła się ruchliwa droga. Stale przejeżdżały przez nią ciężarówki. Do tego, tak jak w książce, za jego domem usytuowany był cmentarz dla zwierzaków. Na tej drodze właśnie został rozjechany kot córki Kinga – Smucky. A synek autora – Owen, pewnego dnia prawie został przejechany przez ciężarówkę. Prawie, gdyż King zdążył złapać syna w ostatniej chwili. Bohater książki Louis nie miał takiego szczęścia. I właśnie to wydarzenie zainspirowało pisarza do stworzenia tej mrocznej książki.

„Cmętarz zwieżąt” było jedną z pierwszych książek autorstwa Kinga, jakie lata temu czytałam. Biorąc ją obecnie do ręki po raz drugi, stwierdziłam, że ta historia kompletnie nic nie straciła na swojej wartości. Znowu zafascynowała mnie rozpacz i szaleństwo głównego bohatera, który był w stanie zrobić wszystko dla swojej rodziny. Po przeczytaniu tej powieści, każdy z nas może zadać sobie pytanie, ile jesteśmy w stanie zrobić kochając kogoś? I czy sami bylibyśmy w stanie dokonać takich czynów jak Louis Creed?

W książce czuć niezaprzeczalny klimat grozy. Powracający z zaświatów kot Church to tylko początek niesamowitych doznań. Do tego autor zostawił otwarte zakończenie. Każdy czytelnik może uruchomić swoją wyobraźnię. Po raz kolejny napiszę, że Stephen King musi być chyba szaleńcem, skoro wymyśla takie historie z piekła rodem.

Pewnie zwróciliście uwagę na tytuł powieści „Cmętarz zwieżąt”. To nie błąd. Taką nazwę miał cmentarz w powieści, który został założony przez dzieci. A wiadomo, dzieci czasami potrafią robić błędy ortograficzne. W Polsce możemy spotkać dwa tytuły pod którymi wydawana jest książka Kinga: „Cmętarz zwieżąt” lub „Smętarz dla zwierząt”.

Co uważniejsi czytelnicy zauważyli pewnie odniesienia w książce do innych powieści Kinga. Na przykład Rachel Creed, podczas jazdy samochodem przejeżdża przez miasteczko Salem. Natomiast Jud Crandall w pewnej rozmowie wspomina o bernardynie, który kiedyś zabił parę osób. To oczywiście odniesienie do „Cujo”.

Myślę, że fanom twórczości Stephena Kinga książki nie muszę polecać, to przecież już klasyka. Dla czytelników, którzy nie mieli przyjemności jej czytać powiem, że jeśli macie ochotę na historię z dreszczykiem, o której nie zapomnicie nawet po wielu latach, to jest to odpowiednia pozycja dla was. Na pewno się nie rozczarujecie. Polecam.

"Hey-ho, let's go!"


A teraz troszkę o ekranizacjach.
Powieść została zekranizowana w 1989 r. pod tytułem „Smętarz dla zwierzaków” w reżyserii Mary Lambert. Dale Midkiff zagrał Louisa Creeda, natomiast Rachel Creed zagrała Denise Crosby. Autorem scenariusza był sam King. Co więcej, pisarz wystąpił w filmie w roli księdza, który odprawia mszę na pogrzebie. „Cmętarz zwieżąt” był pierwszą powieścią autora z jakiej zgodził się zrobić pełnometrażowy film. Ciekawostką jest to, do roli Churcha zaangażowano aż siedem kotów, a Ellie Creed była grana przez dwie bliźniaczki.

Film ten podobnie jak książka to obecnie klasyka filmu grozy. Idealnie budowany nastrój. Świetnie wyeksponowany klimat małego miasteczka, tak charakterystyczny w twórczości pisarza. Chyba najbardziej przerażającą sceną w całym filmie jest powrót Gaga. Mistrzostwo. Polecam.
W 1992 r. natomiast powstała druga część filmu pt. „Smętarz dla zwierzaków 2” również w reżyserii Mary Lambert. Trzynastoletni Jeff wraz z ojcem przyjeżdżają do Ludlow, aby zacząć nowe życie po tragicznej śmierci matki. Historia cmentarza dla zwierząt nie daje jednak o sobie zapomnieć. Koszmar rozpoczyna się na nowo. Jak to najczęściej bywa druga część niekoniecznie dorównuje pierwszej. Dlatego można sobie ją spokojnie odpuścić. Mnie niczym nie zachwyciła. Było w niej więcej drastycznych scen, które niekoniecznie potęgują nastrój grozy.

Tak na marginesie wiem, że King w przyszłym roku planuje wydać dwie nowe książki. Będą nimi kontynuacja „Lśnienia” oraz całkiem nowa powieść. A wytwórnia Warner Bros planuje zekranizować jedną z najsłynniejszych książek pisarza pt. „To”. Już nie mogę się doczekać :)




Stephen King



Zapraszam was jutro na mały wywiad z Joanną Skórką, autorką książki "Dwie dusze".

środa, 8 sierpnia 2012

Doda Około-Kułak – "Ptaszyna"




„Wiadomo, jak to jest: są spojrzenia, które od razu odkrywają wrogów, potem tysiąc obojętnych, a na przeciwległym biegunie te szczególne, wychodzące ci naprzeciw jak znajomy krajobraz, pełne obietnic…”



Ostatnio wybieram książki nieznanych mi wcześniej współczesnych, rodzimych autorów. Szukam ciekawych pisarzy, dzięki którym każda przeczytana przeze mnie książka będzie wyjątkowa pod jakimś względem. Myślę, że taką autorką jest Doda Około-Kułak, architekt z wykształcenia. Jej twórczość literacka to zbiór opowiadań, sztuk teatralnych czy właśnie powieści. Obecnie pisarka tworzy sagę obyczajową osadzoną w kontekście historycznym.

Tytułowa Ptaszyna to niespełna czterdziestoletnia Bogna. Myślę, że można ją nazwać kolokwialnie kobietą z „wyższej półki”. Bogna jest żoną znanego reżysera Wita. Zaznaczyć należy, że Wit jest starszy od niej o dziewiętnaście lat. Bohaterka jest jego czwartą żoną, nie mają dzieci oprócz dorosłej córki Wita z pierwszego małżeństwa. Wydawałoby się, że Bogna powinna wieść szczęśliwe życie. Obraca się w tzw. wyższych sferach kulturalnych Warszawy. Na co dzień spotyka znanych medialnie ludzi: aktorów, reżyserów, pisarzy. Jej codzienność to spotkania z elitą stolicy. Nie brakuje jej pieniędzy dzięki pracy męża. W wolnych chwilach prowadzi fundację, gdyż sama nie pracuje zawodowo.

Jednak to pozornie udane i spełnione życie oparte jest na bardzo słabych fundamentach. Bogna poznając młodego naukowca, socjologa Ryżego doświadcza prawdziwego spełnienia jako kobieta i kochanka. Płomienny romans zmusza bohaterkę do podjęcia życiowych decyzji. Ptaszyna będzie musiała dokonać wyboru czy uwolni się z bezpiecznej złotej klatki jaką stworzył dla niej Wit, czy jednak wybierze wolność bez pewnego jutra.

Książka Dody Około-Kułak zauroczyła mnie. Pozornie powieść nie wyróżnia się pod żadnym względem do podobnych tego typu książek. Jednakże klimat jaki odczuwałam podczas czytania, oddziaływał na moje pozytywne emocje. Bogna jest postacią, która mając wszystko od strony materialnej wie, że nie można żyć bez prawdziwej miłości. Dlatego też rozumiem jej rozterki i nie potępiam za zdradę małżeńską. Czytając kolejne strony powieści było mi żal głównej bohaterki. Zakończenie natomiast daje nadzieję na lepsze jutro.

Poza tym należy podkreślić, że autorka bardzo dobrze wykreowała świat wyższych sfer Warszawy. Realistyczne postacie, częste odniesienia do literatury. Czytelnik ma szansę podpatrzyć jako wygląda życie ludzi kultury w stolicy. Bardzo ciekawe.

Dla większości z was temat trójkąta małżeńskiego może być oklepany i niewarty uwagi. Jednakże moim zdaniem autorka stworzyła niepowtarzalny klimat i chociażby dlatego warto zajrzeć do tej książki. Polecam na deszczowy wieczór.


Doda Około-Kułak

niedziela, 5 sierpnia 2012

Wyniki KONKURSU :)



Moi drodzy dzisiaj mamy 5 sierpnia, a więc ogłoszenie wyników mojego konkursu. Tak jak pisałam wcześniej, mój wybór jest całkiem subiektywny. Przeczytałam wszystkie wasze wizje antykwariatu i jeden opis szczególnie zapadł mi w pamięć. Jest chyba najbliższy moim wyobrażeniom o idealnym antykwariacie. Konkurs ten był też pewną formą badań, gdyż w przyszłości zamierzam taki antykwariat otworzyć, tym bardziej więc wasze odpowiedzi były mi bardzo przydatne. Ale wracając do sedna sprawy, bo na to na pewno czekacie:

Nagrodę w postaci książek: David Kornaga - "Cięcia" oraz "Poradnik dla bloggerów. 100 pomysłów na ciekawy blog" autorstwa Margaret Mason, otrzymuje Książkozaur. Gratuluję :)

Dziękuję wszystkim za udział i w przyszłości zachęcam do dalszego udziału w moich konkursach.

piątek, 3 sierpnia 2012

Sophie Kinsella – "Świat marzeń zakupoholiczki"




„Nie macie pojęcia, jak uwielbiam mieć nowe ciuchy. Zresztą chyba nie ja jedna – mam wrażenie, że na świecie skończyłaby się depresja, gdyby każdy mógł codziennie ubrać się w coś nowego.”



Miałam ostatnio ochotę na jakąś lekką książkę, przy której nie musiałabym za bardzo nadwyrężać umysłu. Znalazłam u siebie na półce powieść z serii Literatura w spódnicy. Sam tytuł wskazywał na lekkie czytadło, dobre na jeden wieczór. Zatopiłam się więc w kartach książki…

Sophie Kinsella, a właściwie Wickham Madeleine to angielska pisarka. Pracując jako dziennikarka pisząca o tematyce finansowej, napisała swoją pierwszą powieść. Ale to właśnie książka „Świat marzeń zakupoholiczki” przyniosła jej największą sławę. Autorka obecnie mieszka w Londynie.

Kim zatem jest tytułowa zakupoholiczka? Jest nią Rebeka Bloomwood, trzydziestoletnia dziennikarka, pracująca w magazynie „Korzystne Lokaty". Mieszka z przyjaciółką Zuzą i nie ma mężczyzny u swojego boku. Bohaterka jest „ekspertem” z dziedziny finansów. Jej praca polega na pisaniu artykułów dotyczących świata finansjery. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że Rebeka kompletnie nie zna się na finansach, praca jest dla niej koniecznością z której nie czerpie żadnej satysfakcji, a do tego porażki zawodowe i osobiste wpędzają ją w chorobę jaką jest zakupoholizm.

Kupowanie markowych ciuchów bez opamiętania, uzależnienie od wyprzedaży, debet na koncie i groźba egzekucji komorniczej, wymuszają na Rebece podjęcie diametralnych kroków w celu pozbycia się kłopotów z nimi związanych. Jej pomysły nie mają granic. Wprowadzenie oszczędności, nie przynosi spodziewanych efektów, podjęcie dorywczej pracy w butiku odzieżowym, kończy się wyrzuceniem bohaterki już pierwszego dnia. A chałupnictwo w postaci klejenia ramek, to już całkowita porażka. Zrozpaczona i załamana, postanawia więc ukryć się u rodziców przed całym światem, a przede wszystkim przed bankiem, u którego ma niezły debet. Ukrywając się odkrywa aferę finansową towarzystwa ubezpieczeniowego Flagstaff Life. Pisze artykuł do gazety i dzięki temu jej życie wkracza na zupełnie nowe tory.

Na początek chciałabym napisać o samej bohaterce. Mimo tego, że Rebeka jest totalną ignorantką, osobą nieodpowiedzialną, w niektórych kwestiach płytką i głupią, wzbudziła we mnie sympatię. W niektórych momentach jednak jej nieodpowiedzialność graniczy z absurdem, co absolutnie mi się nie podobało. Poza tym niektóre sytuacje opisane w książce przekroczyły moim zdaniem linię absurdu i realności. Najbardziej nierealna jest kariera zawodowa Rebeki. Jak można być specjalistą od spraw finansowych nie mając kompletnie pojęcia w tej dziedzinie. Przecież to absurd.

Dla osób które lubią prosty język w powieści, zwariowaną bohaterkę, świat zakupów w tle, jest to z pewnością dobry wybór. Pojawia się też wątek miłosny ze szczęśliwym finałem, co jest z pewnością atrakcyjnym dodatkiem do fabuły.

Powstała druga część książki pt.: „Zakupy moja miłość”, której raczej nie przeczytam. Wystarczy mi „Świat marzeń zakupoholiczki”. Jedyne co wyniosłam z tej powieści to obraz choroby jaką jest uzależnienie od zakupów. Bardzo poważna sprawa. Jak dobrze, że ja jestem uzależniona tylko od kupowania książek. Dzięki temu nie grozi mi ruina finansowa jak Rebece.

Spodziewałam się czegoś lepszego po tej powieści. Poczucie humoru autorki mnie nie bawiło.Szkoda.



W 2009 r. w reżyserii P. J. Hogana, nakręcono film pt.: „Wyznania zakupoholiczki”. Jest to typowa amerykańska komedia romantyczna ze szczęśliwym zakończeniem w tle. Główna bohaterka grana przez Islę Fisher, podobnie jak w książce jest bardzo głupiutka. Nie jest to ambitne kino. Niektórych film wręcz może doprowadzić do szału swoim banałem. W filmie wystąpiły dwie sceny, które mnie rozbawiły. Reszta fabuły jest zbyt „różowa” jak dla mnie. Polecam tylko osobom, które kochają komedie romantyczne.




Sophie Kinsella




środa, 1 sierpnia 2012

Irena Matuszkiewicz – "Seryjny narzeczony"





„Jedni ludzie doskonale potrafią żyć z balastem, inni zaczynają pisać pamiętniki, dzienniki, diariusze, wspomnienia, co tam się komu zamarzy.”


Irena Matuszkiewicz, absolwentka filologii polskiej. Z zawodu jest dziennikarką. Przez pewien okres pracowała w tygodniku regionalnym „Kujawy”, ale z powodu choroby zaprzestała wykonywać zawód dziennikarza. Autorka całkowicie poświęciła się pisarstwu. Pani Matuszkiewicz nie jest nieznaną mi pisarką. W przeszłości czytałam kilka jej książek.

Łucja, niespełniona scenarzystka, pisząca opowiadania do pisma kobiecego, pragnie nakręcić film na podstawie własnego scenariusza. Tłem jej filmu ma być prawdziwa historia, która wydarzyła się w jej rodzinie. Chodzi o zabójstwo męża siostry Bogny - Daniela, które nie do końca zostało wyjaśnione. Łucja wraz nowo z poznanym producentem filmowym z Nowego Jorku – Stevem, wybiera się więc do rodzinnego Ciechocinka, aby zebrać materiały do swojego scenariusza. Nie spodziewa się, że jej prywatne śledztwo odkryje szokującą prawdę na temat małżeństwa siostry i prawdziwego zabójcy jej męża. Do tego, bohaterka będzie musiała zmierzyć się z rodzinną prawdą dotyczącą jej ojca, jaka była przez nią ukrywana przez lata.

Przyznam się szczerze, że zaskoczył mnie opisywany klimat Ciechocinka przez autorkę. Byłam w tym mieście w tamtym roku i odniosłam całkiem inne wrażenie dotyczące jego specyficznej atmosfery. Uznanie natomiast za kreacje głównej bohaterki oraz przede wszystkim jej przyjaciółki z dzieciństwa - Dośki. Bardzo realistyczna postać moim zdaniem. W książce znajdzie się też coś dla fanów Gałczyńskiego, gdyż Łucja kocha jego poezję i często strofy jego wierszy są przywoływane na łamach powieści.

Na pewno mogę was zachęcić zaskakującym zakończeniem. O ile w kwestii ojca bohaterki dosyć szybko zorientowałam się o co chodzi, to z mordercą był już cięższy orzech do zgryzienia. Do samego końca nie byłam pewna kto nim jest. Tutaj wielki plus za doskonałą intrygę.

„Seryjny morderca” z pewnością należy do prozy kobiecej, ale nie jest to typowa literatura dla kobiet. Wątek kryminalny jaki wplotła autorka w perypetie życiowe głównej bohaterki dodał smaczku całej powieści. Moim zdaniem idealne połączenie. Do tego swobodny styl pisarki jest w stanie dotrzeć do każdego czytelnika.

Jak widać na okładce, książka istnieje w wydaniu kieszonkowym w dostępnej cenie. Kupiłam ją na stacji Warszawa-Zachodnia i podczas powrotu do Łodzi zdążyłam przeczytać jej większą część. Do czytania w pociągu nadaje się idealnie. Z pewnością zapewni na parę godzin świetną rozrywkę i odskocznię od rzeczywistości. Polecam.



Irena Matuszkiewicz





Przypominam o trwającym do 4 sierpnia 2012 r. konkursie. Zapraszam wszystkich :)