niedziela, 29 lipca 2012

Małgorzata Warda – "Nikt nie widział, nikt nie słyszał.."



„Ludzie, którzy wiedzą wszystko o swojej przeszłości i korzeniach, lepiej radzą sobie w życiu!”



Pierwszą książką Małgorzaty Wardy jaką miałam przyjemność przeczytać to książka pt.: „Nie ma powodu by płakać”. Po jej lekturze wiedziałam, że często będę wracać do tej pisarki i jej twórczości.

Małgorzata Warda to rzeźbiarka, malarka i oczywiście pisarka. Jest absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Jej debiut powieściowy to wydana w 2005 r. książka „Dłonie”. Mało osób wie, że jest autorką niektórych tekstów do piosenek zespołu Farba. Prowadzi w sieci blog - Warda, na który wszystkich chętnie zapraszam.


„Nikt nie widział, nikt nie słyszał..” to książka wydana w 2010 r. Przeczytałam na blogu pisarki, że początkowo książka miała nosić inny tytuł, a mianowicie "Słoneczna strona ulicy". W trakcie tytuł zmieniono na obecny. W powieści poznajemy trzy kobiety. Na pierwszy rzut oka różne, a jednak połączone niewidzialną nicią przeszłości.

Lena, będąc jedenastoletnią dziewczynką traci w niewyjaśnionych okolicznościach ukochaną młodszą siostrę Sarę. Dziewczynka była po raz ostatni widziana, gdy wychodziła z domu pobawić się na podwórko przed blokiem. Od tego czasu słuch po niej zaginął. Przez osiemnaście lat Lena próbuje dowiedzieć się co stało się z jej siostrą. Nie potrafi ułożyć sobie życia, jest zagubioną osobą robiącą wiele głupstw.

Równocześnie czytelnik poznaje młodą dziewczynę Agnieszkę, dobrze zapowiadającą się piosenkarkę. Agnieszka jest Polkę zamieszkującą na stale w Paryżu. Bohaterka przez wiele lat czuła, że w jej życiu coś nie gra. Po prywatnym śledztwie dowiaduje się, że w dzieciństwie została porwana.

I trzecia część układanki – Monika Litwin. Ofiara psychopaty, która przez wiele lat była przetrzymywana w piwnicy, nie mając kontaktu z otoczeniem zewnętrznym. Dzieciństwo spędziła w niewoli. Bohaterka po uwolnieniu zaczęła przejawiać tzw.: „syndrom sztokholmski” czyli przywiązanie ofiary do osoby porywacza-oprawcy.

Tak jak napisałam wcześniej Lena, Agnieszka i Monika to kobiety, które łączy wspólna przeszłość. Czy zagadka zniknięcia Sary zostanie wyjaśniona i czy któraś z bohaterek okaże się siostrą Leny? To pytania na które nie znałam odpowiedzi do końca.

Małgorzata Warda przyznała, że przy tworzeniu książki, inspirowała się postacią Nataschy Kampusch:

„Trzy lata temu, przysłuchując się wywiadowi z Nataschą Kampusch, uświadomiłam sobie ogrom zła i cierpienia, który spotkał tę młodą kobietę. Później zaś, obserwując medialny spektakl, który stał się udziałem jej powrotu do „życia”, zapragnęłam jakoś jej pomóc. Oczywiście nie miałam takiej możliwości. Mogłam jednak zrobić dla niej chociaż tyle, by zgłębić jej historię (o której wówczas w polskiej prasie wcale się wiele nie mówiło, a większość materiałów dotyczących Nataschy w necie, była w języku niemieckim).”

Stąd właśnie temat porywania dzieci. Temat bardzo trudny i często przez ludzi omijany. Zdając sobie sprawę ile dziennie ginie dzieci w niewyjaśnionych okolicznościach, człowiek doznaje szoku i natychmiast staje się czujniejszy pozwalając dziecku wyjść na podwórko.

Bohaterki jakie wykreowała Warda, są bardzo realistyczne. Mają swoje wady i zalety, w żadnym stopniu nie są upiększone i wystylizowane na idealne cierpiętnice. Czytelnik poznaje życie Leny czy Agnieszki, pełne smutku i niedowartościowania. Świetnie przedstawiony klimat Gdyni w latach dziewięćdziesiątych to tylko jedna z zalet powieści.

„Nikt nie widział, nikt nie słyszał..” to na pewno po części powieść psychologiczna. Autorka pozornie serwuje czytelnikowi proste rozwiązanie tajemnicy zniknięcia Sary. Gdy już wydaje się, ze wiemy o co chodzi, okazuje się to złym tropem. I to mnie najbardziej zaskoczyło. Pisarce udało się mnie zwieść.

Książkę jak najbardziej polecam. Porusza trudny temat, ale temat dotyczący każdego z nas. Szkoda, że przy zniknięciach różnych osób słyszy się nadal słowa „Nikt nie widział, nikt nie słyszał”. Oby jak najrzadziej. Polecam.



Małgorzata Warda



sobota, 28 lipca 2012

Dzisiejsze zakupy i nie tylko :)



Po raz kolejny nie mogłam oprzeć się pokusie kupna nowych książek. Będąc w centrum handlowym, musiałam zajrzeć do księgarni Weltbild, w której trwają ostatnie dni promocji książek za 9,90. Kupiłam więc cztery tytuły, z tym, że za czwartą książkę zapłaciłam tylko 1 zł. Polecam wam zajrzeć do końca lipca. Mnóstwo ciekawych książek na półkach za naprawdę niską cenę. Jaka to była przyjemność :)
Oto i one:









  1. John Grisham - "Czas zabijania" - wyprzedaż z Biedronki
  2. Dan Begley - "Pani Nikt"
  3. James Grippando - "To coś"
  4. Agata Malesińska - "Malokkio"
  5. Frederique Deghelt - "Babunia"








A to moje uzbierane ostatnimi czasy skarby:



  1. Lew Tołstoj - "Szczęście rodzinne"
  2. Richard Paul Evans - "Kolory tamtego lata"
  3. Stephen King - "Łowca snów"
  4. Mija Kabat - "Kontrakt Panny Brandt"
  5. Marielouise Janssen - Jurreit - "Zbrodnia miłości w środku Europy"
  6. Carol Shields - "Republika miłości"








Niebawem recenzje :) Która książka was najbardziej zaciekawiła?

czwartek, 26 lipca 2012

Joanna Skórka – "Dwie dusze"




„W końcu musi nadejść taki moment, kiedy ktoś wskaże ci światło.”




Nieznana mi dotychczas Joanna Skórka to autorka dość tajemnicza. Po długich poszukiwaniach udało mi się odnaleźć jej stronę internetową. Autorka książki „Dwie dusze” jak się okazało to osoba nietuzinkowa. Od kilkunastu lat zajmuje się tarotem. Ponadto doradza duchowo, zajmuje się również naturoterapią oraz terapią kolorem, muzyką i zapachem. Nie straszne jej uroki i zaklęcia. A wróżby to dla niej oczywista oczywistość. Potrzebne wam zaklęcie na przywołanie miłości? Nic trudnego, zapraszam na stronę Joanny Skórki Goodspiritual. Nie dziwi mnie więc tematyka książki, którą napisała autorka.

Poznajcie Wiktorię, świeżo upieczoną panią psycholog, racjonalistkę do bólu, która szuka pracy. Po niezadowalającym pierwszym podejściu w rozmowie kwalifikacyjnej bohaterka wyjeżdża na parę dni do domu rodzinnego. Tam dzięki protekcji ojca, dostaje pracę przy produkcji folii u wujka. Wraca więc na swoją stancję by zacząć nową pracę. Niespodziewanie w mało atrakcyjnym miejscu czyli na hali produkcyjnej poznaje tajemniczego Artura. Mężczyznę o niebiańskich oczach, kuszącego nieziemskim zapachem. Celowo użyłam tutaj tych przymiotników.

Artur bowiem nie jest zwykłym człowiekiem. Bohater żyje na pograniczu dwóch światów, zajadle ze sobą walczących. Te dwa światy to anioły i demony. Artur jest osobistym aniołem Weroniki. Czy anioła i człowieka może połączyć miłość? I czy taka miłość nie będzie skutkowała złamaniem zasad, które panują od wieków? Tego wam nie zdradzę. Zapraszam do książki.

Opis na okładce sugeruje porównanie do sagi Stephanie Meyer. Ja porównałabym tę książkę raczej do romansu paranormalnego jakim jest „Scarlett” Barbary Baraldi. Książka „Dwie dusze” na pewno utrzymana jest w konwencji romansu paranormalnego, czyli w gatunku tak obecnie popularnego, jednakże jest w tej książce pewna nowatorskość.

Samo osadzenie akcji w realiach naszego kraju, jest co najmniej „inne”. Szara rzeczywistość polskiego miasta, a tutaj prawdziwy anioł. Przejście ze świata ludzi do świata istot niebiańskich jest bardzo płynne. Wiktoria jest bardzo realistyczną postacią wykreowaną przez autorkę. Nie jest idealna, ma chwile słabości i chwile zwątpienia. I co ważne Joanna Skórka bardzo obrazowo przedstawiła czytelnikowi drugi świat, ten nierzeczywisty. Plastyczne opisy pobudzają wyobraźnię czytelnika.

Nie jest to typowy romans paranormalny. Mam wrażenie, że miłość głównych bohaterów jest tylko tłem do ukazania świata tak odległego od naszych wyobrażeń. Świata walki dobra ze złem, aniołów z demonami, ale także wewnętrznych konfliktów między samymi aniołami. Warto wiedzieć, że wątki nadnaturalne, które poruszyła autorka, nie są wymysłem na potrzeby książki. Pewne istoty, które pisarka wplotła do fabuły, zgodnie z nauką o aniołach naprawdę istnieją :)

Polecam powieść sympatykom tego gatunku, ale także osobo spragnionym wiedzy dotyczącej świata niebiańskiego, świata aniołów i demonów. Wiem od autorki, że w przygotowaniu kolejna powieść. Czekam więc z niecierpliwością. Polecam.



Joanna Skórka
Zdjęcie objęte prawami autorskimi. Bez zgody autorki, wszelkie kopiowanie jest zabronione.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Warszawskiej Firmie Wydawniczej

wtorek, 24 lipca 2012

Paulina Kamińska – "Chmurka"



„Chmury latają cały dzień po niebie i nie mają żadnych kłopotów.”



Nie znalazłam w Internecie żadnych informacji na temat autorki Pauliny Kamińskiej. Szkoda, bo lubię wiedzieć kim jest pisarz, którego książkę czytam.

Chmurka czyli Anka to młoda studentka, która rozstaje się z Tomkiem po dwuletnim związku. Bohaterka mieszka z rodzicami i młodszą siostrą Karoliną. Posiada również starszą siostrę Olgę, która od osiemnastego roku życia nie utrzymuje kontaktów z rodzicami. Anka po kryjomu odwiedza siostrę, która jest jej najbliższą osobą, powierniczką i przyjaciółką. Z Olgą związana jest największa tajemnica, którą czytelnik musi rozszyfrować. A przyznaje, że nie jest to łatwe.

Anka uświadamia sobie, że tkwiąc w związku z Tomkiem zatraciła swoją osobowość. Nie była wobec siebie szczera. Robiła wszystko by przypodobać się swojemu partnerowi. Postanawia się zmienić. Pomagają jej w tym koleżanka Wiola i właśnie tajemnicza Olga. Chmurka zaoferowana swoimi sprawami nie zauważa, że coś złego dzieje się z osobami jej najbliższymi.

Czytając pierwsze strony książki, byłam przekonana, że będzie to lekkie czytadło opowiadające o zmianach na lepsze po rozstaniu z facetem. Jednak myliłam się. Autorka w swojej powieści poruszyła bardzo ważne problemy, które obecnie są widoczne w życiu wielu ludzi. Problem anoreksji, nietolerancja dla innych mniejszości czy feminizm. W szczególności przykuły moją uwagę, wyrażone na stronach książki poglądy dotyczące ruchu feministycznego. Bardzo ciekawe spostrzeżenia. Każdy sam może je skonfrontować z własnymi przekonaniami.

Zakończenie totalnie mnie zaskoczyło. Od pewnego momentu próbowałam dociec, jaka tajemnica ukryta jest w wątku dotyczącym Olgi. Przyjmowałam różne warianty. Byłam bliska prawdy, ale nie do końca. Ujawnienie jej może nie było dla mnie szokiem, ale wielkim zaskoczeniem. Autorka zafundowała nam naprawdę bardzo dobrze skrywaną tajemnicę. Poza tym zakończenie jest wzruszające.

Powieść Pauliny Kamińskiej nie jest obszerną lekturą, ale zawiera w sobie mnóstwo mądrych treści i godnych uwagi prawd życiowych. Warsztat pisarski autorki jaki zaprezentowała wymaga jeszcze pracy, ale to pewnie tylko kwestia czasu i zaangażowania. Język jakim się posłużyła jest prosty i z pewnością trafi do każdego czytelnika.

„Ludzie zajęci własnym życiem często nie dostrzegają problemów innych - to przede wszystkim chciałam przekazać w tej książce. Czy mi się to udało? Mam nadzieję, że tak.”

W moim mniemaniu Paulinie Kamińskiej udało się osiągnąć zamierzony cel. Powieść skłania do myślenia w obszarze wielu dzisiejszych problemów społecznych, o których słyszymy na co dzień. Polecam.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Warszawskiej Firmie Wydawniczej

poniedziałek, 23 lipca 2012

ZMIANA ZASAD KONKURSU!


Jak zapewne większość z was zauważyła, od paru dni odwoływane są blogowe konkursy albo zmieniane są zasady wygrania w nich nagród. W związku z powyższym ja też postanowiłam ustrzec się przed karą finansową i zmieniłam zasady mojego konkursu. Do wszystkich osób, które podpisały się pod poprzednim ogłoszeniem, wyślę wiadomości o zmianie regulaminu.





Jestem ciekawa waszych opinii na temat książki Davida Kornagi "Cięcia".

Dlatego też chciałabym ogłosić konkurs, w którym główną nagrodą będzie właśnie wyżej wymieniona książka oraz dodatkowy prezent "Poradnik dla bloggerów. 100 pomysłów na ciekawy blog" autorstwa Margaret Mason.
Obydwa egzemplarze są nowe.







Zasady konkursu:

Organizatorem konkursu jest blog Subiektywnie o ksiązkach.

  1. Zgłoś chęć udziału w konkursie w komentarzu pod tym postem odpowiadając na pytanie (ilość znaków nieograniczona):

    Czym według Ciebie powinien wyróżniać się antykwariat książkowy, abyś chętnie do niego zaglądał/a i kupował/a książki?

    Pod odpowiedzią podaj równocześnie swój adres email. Nie musisz mieć konta na bloggerze.
  2. Jeśli prowadzisz bloga zamieść niżej ukazany baner na swoim blogu informujący o moim konkursie. Baner musi być podlinkowany do tego posta.
  3. Nie musisz dodawać mojego bloga do obserwowanych. Jeśli ktoś ma na to ochotę to będzie mi bardzo miło :)
  4. Odpowiedzi przyjmuje do 4 sierpnia do północy. Następnego dnia nastąpi ogłoszenie wyniku. Mój wybór jest całkiem subiektywny.
  5. Osobie, która zostanie wybrana przeze mnie wyślę wiadomość o wygranej. Jeśli w ciągu trzech dni od wysłania powiadomienia zwycięzca nie poda mi adresu do wysyłki, wybiorę drugą odpowiedź, która najbardziej przypadnie mi do gustu.




Zapraszam więc do zabawy! :)


sobota, 21 lipca 2012

Halszka Opfer – "Monidło. Życie po Kato-Tacie"




„Ofiara jest zawsze ta sama, tylko kaci się zmieniają.”



Po drastycznych wspomnieniach opisanych na łamach książki „Kato-Tato. Nie-pamiętnik”, Halszka Opfer wydała drugą część opisującą jej życie jako dorosłej osoby. Pytanie tylko, czy rzeczywiście taką osobą się rzeczywiście stała.

Autorka w wieku 21 lat wychodzi za mąż za Adama. Rodzi córeczkę. Młodzi na początku małżeństwa mieszkają u rodziców męża. Odejście z patologicznego domu i zamieszkanie u innej rodziny w jej przypadku wcale nie oznacza lepszego życia. Adam bowiem okazuje się pod wieloma względami podobny do ojca Halszki. Tak zaczyna się koleje piekło maltretowania fizycznego i psychicznego bohaterki.

Drugi mąż Halszki, Bronek jest jeszcze jej gorszym wyborem życiowym. Alkoholik i niezrównoważony tyran. Bohaterka po raz kolejny musi uciekać przed skutkami własnych decyzji.

Trudno nie odnieść wrażenia, że autorka była bardzo naiwna w swoich wyborach. Na pewno wpływ na to miały jej traumatyczne przeżycia w domu rodzinnym. Oglądając jej wywiady w „Uwadze” czy w innych programach, zauważyć można, że nadal nie odnalazła swojej drogi życiowej. Obecnie mieszka w Anglii i pragnie zacząć swoje życie od nowa.

Warto też odnieść się do tytułu książki. Monidło to portret namalowany na podstawie zdjęcia ślubnego. Na pewno w waszych domach widzieliście takie portrety dziadków. Cechą charakterystyczną takiego obrazu jest to, że cały jest czarno-biały, natomiast widoczne są na nim podkolorowywania i pewne retusze. Myślę, że to doskonale odzwierciedla życie Halszki. Nikt nie wie co kryje się pod retuszem.

Po przeczytaniu dwóch książek Halszki Opfer, warto również przeczytać „Mokradełko” Katarzyny Surmak-Domańskiej. Książka ta pokazuje jak widziana jest autorka przez ludzi z jej najbliższego otoczenia. Myślę, że z tą lekturą należałoby poczekać aż ułożą nam się w głowie myśli związane z osobą Halszki. Nie każdy jest w stanie uwierzyć, że tyle złego może przytrafić się jednej osobie.

Poza tym myślę, że napisanie drugiej części opowiadającej o dalszych losach bohaterki, skłania do zadania sobie pytanie, jak jest prawdziwa przyczyna jej wydania. Czy nadal wynika to z potrzeby serca czy może istnieje inne przyczyna, bardziej przyziemna.

Polecam mimo, że nie jest to łatwa lektura.



Halszka Opfer

środa, 18 lipca 2012

Halszka Opfer – "Kato-Tata. Nie-Pamiętnik"




„Dzieciństwo może różnie smakować; może być słodkie i przepyszne jak ciastko lub lody czekoladowe, może być niezbyt cukierkowe, ale „pożywne” jak kromka chleba z masłem, ale może też być jak garść gwoździ – ostre, zimne i nie do przełknięcia!”




Halszka Opfer to pseudonim, pod którym kryje się ofiara wieloletniego molestowania przez ojca. „Opfer” to po niemiecku ofiara. Obecnie autorka jest osobą dorosłą, ma dwójkę dzieci i mieszka w Wielkiej Brytanii.

Wyobraźcie sobie Dolny Śląsk w latach 70. Halszka wraz ze starszą siostrą i bratem tworzą pozornie przykładną katolicką rodzinę. Matka jest urzędniczką, a ojciec cenionym kierownikiem. Można by nawet się pokusić o stwierdzenie, że pochodzą z dobrego domu. Ale to tylko pozory, pod którymi kryje się piekło na ziemi.

Ojciec nadużywa alkoholu. Codzienne picie, znęcanie się nad rodziną i bieda to chleb powszedni. Czy może być coś jeszcze gorszego? Owszem. Tata Halszki jest zwyrodnialcem. Molestuje córkę od najwcześniejszych lat, by w późniejszym okresie stała się jego małą, prywatną kochanką. Ale to nie wszystko. Krzywda jaką ojciec wyrządza córce, dzieje się pod cichym zezwoleniem matki. Co więcej, matka Halszki sama wkłada córkę do łóżka tatusia aby mieć święty spokój.

Wspomnienia autorki przekraczają wszelkie tematy tabu. Opisy stosunków seksualnych z własnym ojcem są tak wstrząsające, że co chwila musiałam książkę odkładać na bok. W pewnym momencie prawie zwymiotowałam, tak było to wstrętne i obrzydliwe. Ojciec Halszki był po prostu chorym człowiekiem, nie tylko pedofilem ale również erotomanem. Najchętniej uprawiałby seks ze wszystkimi kobietami, jakie spotykał na swojej drodze.

”Większość członków nie poparła publikacji mojej historii, gdyż według nich była zbyt drastyczna i pełna okrucieństwa, co odbierało jej autentyczność.”

Niepojęta jest natomiast dla mnie postawa matki Halszki. Dla mnie jest ona większym potworem niż ojciec, gdyż nie zrobiła nic, aby zapobiec okaleczeniu córki. Wręcz przeciwnie. W głowie mi się to nie mieści aby matka tak postępowała. Co więcej, matka Halszki po dziś dzień nie przeprosiła córki, gdyż udaje, że nic nie pamięta. Brak mi słów.

Wspomnienia Halszki są bardzo autentyczne aczkolwiek trudno mi uwierzyć, że bohaterka aż tak przyciągała nieszczęścia, że molestowania wobec niej dopuścił się również ksiądz na lekcji religii, potem lekarz w szpitalu, a następnie sędzia i kuzyn. Nie jest to dla mnie wiarygodne niestety.

Oczywiście nie mnie oceniać postawę bohaterki i jej uległość, gdyż nie mam moralnego prawa takiej oceny wystawiać. W jej historii nie ma szczęśliwego zakończenia. Dalsze losy dojrzałej już kobiety przedstawia książka „Monidło. Życie po Kato-Tacie”. Jeszcze w tym tygodniu o niej napiszę.

„Kato-Tata. Nie-Pamiętnik” jest zapisem bardzo drastycznych i wstrząsających wspomnień. Czytelnikowi, który przeżył normalne dzieciństwo trudno jest uwierzyć w takie okrucieństwo wobec dziecka i brak zainteresowania otoczenia taką sytuacją. Uważam, że każdy powinien przeczytać tę książkę. Być może dzięki niej stopnieje w nas znieczulica i dostrzeżemy obok nas dziecko, które krzyczy o pomoc nie mówiąc ani słowa. Wstrząsająca wspomnienia dla ludzi o mocnych nerwach.


Halszka Opfer

poniedziałek, 16 lipca 2012

Lipcowy KONKURS :)




Pisałam wczoraj, że jestem ciekawa waszych opinii na temat książki Davida Kornagi "Cięcia".

Dlatego też chciałabym ogłosić konkurs, w którym główną nagrodą będzie właśnie wyżej wymieniona książka oraz dodatkowy prezent "Poradnik dla bloggerów. 100 pomysłów na ciekawy blog" autorstwa Margaret Mason.
Obydwa egzemplarze są nowe.





Zasady konkursu:

  1. Zgłoś chęć udziału w konkursie w komentarzu pod tym postem, podając równocześnie swój adres email. Nie musisz mieć konta na bloggerze.
  2. Jeśli prowadzisz bloga zamieść niżej ukazany baner na swoim blogu informujący o moim konkursie. Baner musi być podlinkowany do tego posta.
  3. Nie musisz dodawać mojego bloga do obserwowanych. Jeśli ktoś ma na to ochotę to będzie mi bardzo miło :)
  4. Zgłoszenia przyjmuje do 31 lipca do północy. Następnego dnia nastąpi losowanie i ogłoszenie wyniku.
  5. Osobie, która zostanie wylosowana wyślę wiadomość o wygranej. Jeśli w ciągu trzech dni od wysłania powiadomienia zwycięzca nie poda mi adresu do wysyłki, powtórzę losowanie.




Życzę szczęścia i zapraszam do zabawy! :)


niedziela, 15 lipca 2012

Dawid Kornaga – "Cięcia"



„Tam, gdzie żyjesz, twój stan posiadania określają nie ci, co nic nie mają, ale ci, którzy mają więcej niż inni.”



Davida Kornaga, młody polski pisarz o którym do tej pory nie słyszałam. Jest absolwentem Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Jego najgłośniejsza książka „Gangrena”, którą mam zamiar przeczytać w przyszłości, została uznana za jedną z najbardziej drastycznych książek w naszej rodzimej literaturze. Recenzja na jej temat są naprawdę skrajne. Autor w sieci prowadzi swój blog.

Bohaterem „Cięć” jest Gutkowski. Mężczyzna po trzydziestce, pracujący w korporacji na Służewcu w Warszawie. Jest pracownikiem agencji reklamowej Leon Creations, w której pracuje od ładnych paru lat. Prywatnie Gutkowski tworzy do szuflady sztuki teatralne, ma bezrobotną narzeczoną i obciążoną hipotekę na mieszkanie. Bohater nie jest szczęśliwy. Praca go nie satysfakcjonuje, nie odnajduje w niej pasji. Narzeczoną zdradza i nieustannie poszukuje sensu życia.

Gdy zostaje zwolniony z pracy, jego upragniona wolność nie staje się tym czym mu się wydawała. Uwikłany w schematy, zmęczony życiem nie spodziewa się do czego jest zdolny i do czego upragniona wolność go zaprowadzi.

Trudno mi pisać na temat tej książki, gdyż wywołała we mnie bardzo skrajne odczucia.

„Cięcia” to powieść z pewnością awangardowa. Język jakim posługują się bohaterowie wykreowani przez Davida Kornagę jest wulgarny i dosadny. Sam styl pisania autora nie każdemu może się spodobać. Niezrozumiałe wyrażenia, dziwnie zbudowane zdania wymuszają co parę stron odpoczynek od książki. Być może takie było założenie pisarza. „Cięć” nie da się przeczytać w jeden wieczór, za bardzo męczy. Strony powieści trzeba sobie dozować powoli, a wtedy inaczej smakują.

Tytułowe cięcia to moim zdaniem odniesienie do pełnego obłudy i sztuczności naszego świata. Autor bardzo dosadnie odsłania nam jakimi jesteśmy konformistami, jak bardzo żyjemy uwikłani w różnego rodzaju schematy i jak bolesne staje się czasem zderzenie rzeczywistości z marzeniami. Bolesne jak cięcia na skórze.

Davida Kornaga pracował przez kilka lat w agencji reklamowej, stąd można powiedzieć, że „Cięcia” są po części powieścią autobiograficzną.

Na koniec chciałam wam przytoczyć ciekawy cytat z książki, na zachętę :)

„Może innym to chuj, tobie to niechuj. Niechuj przewyższa chuja choćby prefiksozaprzeczeniem. Niechuj jest aprobatą, chuj – żałośnie przewidywalną negacją. Negujący nieodwołalnie przegrywają, zwątpienie bowiem jest w cenie do pierwszej przeceny."

„Cięcia” to książka przy której nie można spokojnie się zrelaksować. To książka trudna i nie dla każdego. Mimo wszystko polecam, jest bardzo oryginalna i zapada w pamięć.



David Kornaga



Jestem ciekawa waszych opinii na jej temat dlatego jutro ogłoszę konkurs, w którym wygraną będzie właśnie książka „Cięcia” Davida Kornagi. Serdecznie zapraszam.

środa, 11 lipca 2012

Donna Ford – "Pasierbica. Prawdziwa historia złamanego dzieciństwa"




„To co spotyka nas w dzieciństwie, ewidentnie ma na nas przemożny wpływ – wszystkich nas te lata formują – ale mamy też wybór, jakimi dorosłymi być.”



Donna Ford, matka trójki dzieci, spełniona malarka. Kobieta, która w dzieciństwie przeżyła piekło, jakiego wielu z nas nie jest w stanie sobie nawet wyobrazić.

Donna w wieku pięciu lat została zabrana przez ojca i siedemnastoletnią wówczas macochę – Helen z ośrodka opiekuńczo-wychowawczego. Dziewczynka wyobrażała sobie, że w końcu stanie się członkiem kochającej się rodziny, a Helen zastąpi jej matkę, która zostawiła ją gdy miała rok. Szybko jednak marzenie Donny prysło jak bańka mydlana, a jej życie przez sześć długich lat było istnym horrorem. Nawet teraz, pisząc te słowa, czuję wściekłość, że taka historia miała miejsce.

Donna po przeprowadzce szybko zdała sobie sprawę, że nowa macocha jej nienawidzi. Na początek dowiedziała się, że jest małą wiedźmą, bękartem i złem wcielonym. Z upływem czasu przemoc psychiczna przerodziła się dodatkowo w fizyczną. I tak sześcioletnia Donna była regularnie bita, głodzona i zamykana w komórce ze szczurami. Nie wspomnę już o tym, że dziecko nie mogło się załatwić, a jeśli bohaterka nie wytrzymała i nasikała w majtki, macocha wycierała jej twarz zmoczoną bielizną. A był to dopiero przedsmak tego co planowała dla niej Helen. W wieku dziewięciu lat Donnę zaczęli regularnie odwiedzać koledzy macochy – pedofile. Od tego momentu, dziewczynka była regularnie molestowana przez obcych mężczyzn we własnym domu.

Zapytacie, gdzie był ojciec w tym wszystkim? Pracował całe dnie i udawał, że nie widzi co się dzieje z jego dzieckiem. Inne dzieci w domu, bieda, ciągle narzekająca Helen. Najlepiej było pracować do świtu do nocy i nie przejmować się niczym. Udawać, że nic złego się nie dzieje.

W 2003 roku Helen dopadła sprawiedliwość. W wyniku procesu sądowego skazano ją za winną, niestety otrzymała jedynie dwa lata więzienia za stręczycielstwo. Niewiele biorąc pod uwagę krzywdę jaką wyrządziła pasierbicy. Donna dzięki temu rozprawiła się z bolesną przeszłością. Obecnie sztuka jest najważniejszym, oprócz ukochanych dzieci, aspektem jej życia.

Tej książki nie da się ocenić. Scenariusz do niej napisało samo życie. Okrutne życie. Czytając o okrucieństwach, jakich doznała Donna, gdy była dzieckiem, trzeba się na chwilę zatrzymać i pomyśleć. Jak można było do czegoś takiego dopuścić? Dlaczego opieka, sąsiedzi, nauczyciele w szkole i wreszcie sam ojciec nie interweniowali, gdy Donna przechodziła piekło, tracąc bezpowrotnie dzieciństwo. W głowie mi się to nie mieści.

Autorka na końcu swojej opowieści, napisała, że jeśli dzięki tej książce chociaż jedno dziecko uniknie takiego losu jakiego ona doświadczyła, będzie to osiągnięcie. Wystarczy spojrzeć na sąsiednie podwórko, klatkę czy wystraszone dziecko na ulicy. Wszyscy możemy pomóc.

Przeczytajcie koniecznie.

„Spotkało mnie wiele zła, ale wiedziałam, że mogę budować na skrawkach dobra, które dostrzegałam – czułam, że mogę coś osiągnąć.”


Donna Ford


Recenzja tygodnia ( 26.02.2013 r. - 4.03.2013 r. ) na portalu

poniedziałek, 9 lipca 2012

Jennifer Clement – "Trucizną mnie uwodzisz"



„Kobieto, bogini
Trucizną spojrzenia mnie uwodzisz
Kobieto, rozsiewasz wokół woń
Kwitnącej pomarańczy.”




Jennifer Clement to pisarka dotychczas mi nie znana. Jest autorką pamiętnika oraz dwóch powieści. Wydała również kilka tomików poezji. Jej twórczość tłumaczona jest na jedenaście języków na świecie. Autorka studiowała literaturę angielską i francuską oraz antropologię. Jej nazwisko znajduje się w zbiorze "The Encyclopedia of Contemporary Writers and Their Work", który dokumentuje prace "cieszące się najwyższym uznaniem w świecie literatury". Ciekawostką jest to, że pisarka zafascynowana jest postacią Marii Skłodowskiej-Curie. Obecnie mieszka w Meksyku.

Wyobraźcie sobie przedmieście Mexico City. Jego egzotyczny i jak różny od naszych polskich miast klimat. Właśnie w takim „dusznym” mieście mieszka wraz z ojcem młoda dziewczyna Emily. Bohaterka jest pół sierotą. Po zajęciach na uczelni, swój wolny czas poświęca pracy w sierocińcu pod wezwaniem św. Róży z Limy. Przełożoną sierocińca jest siostra Agata, którą Emily traktuje jak matkę. Wydawałoby się, że bohaterka jest zwykłą, niczym nie wyróżniającą się dziewczyną. Jednakże czytelnika zaskakiwać może fakt, że Emily zbiera od wielu lat wycinki prasowe dotyczące kobiet morderczyń. Do tego zafascynowana jest postaciami świętych, wie o nich niemal wszystko.

W spokojne i poukładane życie Emily i jej ojca, pewnego dnia wkracza nieznany dotychczas kuzyn Santiago. Bohaterka poznając chłopaka, uzmysławia sobie, że jest kobietą, która posiada pragnienia. Pragnienie zakazanego owocu, jakim jest jej kuzyn. Nie spodziewa się, że Santiago przywiózł ze sobą nie tylko toksyczną miłość, ale i wielką tajemnicę związaną z jej życiem.

Powieść „Trucizną mnie uwodzisz” jest książką nietuzinkową. Autorka bardzo swobodnie operuje językiem. Opisy są plastyczne, a w niektórych momentach wręcz poetyckie. Czytelnik uczestniczy w zmysłowej grze psychologicznej między parą zakazanych kochanków. Poza tym sam klimat Meksyku, ukazany na łamach każdej strony, kusi do odwiedzenia tego miejsca na Ziemi. I to za co najbardziej autorce jestem wdzięczna to zakończenie. Pozwalające na własną interpretację przez czytelnika. Zakończenie jest zagadkowe i zaskakujące jak dla mnie.

Muszę też podkreślić, że sama okładka książki przyciąga wzrok. Meksykańska roślina werbena na ciemnoczerwonym tle. Poza tym cała szata graficzna powieści jest bardzo oryginalna. Każdy rozdział w nagłówku ozdobiony jest właśnie werbeną. Natomiast po każdym z nich, wpleciona jest szara strona, która opisuje przypadek kobiety mordercy. To bardzo urozmaica czytelnikowi czas spędzony z historią Emily.

Powieść Jennifer Clement wyróżnia się swoistym klimatem. Zagadkowe zakończenie i tajemnica dotycząca kochanków nie pozwala przestać o nich myśleć nawet po przeczytaniu ostatniej strony książki. Czytając „Trucizną mnie uwodzisz” niemal przeniosłam się do słonecznego Meksyku, pełnego tajemnic i zagadek. Jennifer Clement uwiodła mnie swoim talentem do wnikania w najmroczniejsze zakątki ludzkiej duszy. Polecam.





Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi nakanapie

piątek, 6 lipca 2012

oTAGowana - 11 pytań i Lubię To ;)

Jak większość blogerów zostałam zaproszona do zabawy w 11 pytań przez zooche i Gabrielle_. Bardzo mi miło :)

Zasady zabawy:
1. Każda oznaczona osoba musi odpowiedzieć na 11 pytań przyznanych im przez ich “Tagger” i odpowiedzieć na nie na swoim blogu.
2. Następnie wybiera 11 nowych osób do tagu i podaje je w swoim poście.
3. Utwórz 11 nowych pytań dla osób oznaczonych w tagu i napisz je w tagowym poście.
4. Wymień w swoim poście osoby, które otagowałaś.
5. Nie oznaczaj ponownie osób, które już są oznakowane.





Moje odpowiedzi na pytania zadane przez zooche:

1. Śnieg czy deszcz? Śnieg
2. Czekolada czy jabłko? Czekolada
3. Lody waniliowe czy truskawkowe? Waniliowe
4. Ulubiony autor? Małgorzata Musierowicz
5. Ulubiony cytat?

„Własną głupotę ludzie zwykli nazywać doświadczeniem”
Oscar Wilde

6. Która książka wywarła na Tobie największe wrażenie? Dlaczego (w kilku słowach)

„Smętarz dla zwierząt” Stephena Kinga. Mroczna, tajemnicza, przerażająca.

7. Częściej słuchasz serca czy rozumu? Rozumu
8. Ulubiony serial? Teraz albo nigdy
9. Morze czy góry? Morze
10. Romans czy książka fantasy? Książka fantasy
11. Cecha, którą najbardziej cenicie u przyjaciela? Szczerość



Moje odpowiedzi na pytania zadane przez Gabrielle_:

1. Twarda czy miękka okładka? Twarda
2. Przejażdżka rowerem czy spacer? Rower
3. Owijanie w bawełnę, czy mówienie prosto z mostu? Mówienie prosto z mostu
4. Telenowele brazylijskie czy meksykańskie? XD Zdecydowanie Meksykańskie
5. Wakacje za granicą czy w kraju? Za granicą
6. Przedmioty humanistyczne czy ścisłe? Humanistyczne
7. Jeśli mistrz grozy to: S. King czy G. Masterton? Stephen King
8. Muzyka spokojna czy mocne brzmienia? W zależności od nastroju
9. Lepszym przyjacielem jest: zwierze czy człowiek? Zwierzę
10. Literatura popularna czy klasyka? To i to
11. Thriller czy kryminał? Kryminał

A teraz moje pytania:
1.Zeszyt gładki czy w kratkę?
2.Płyta CD czy kaseta?
3.Upał czy mróz?
4.Srebro czy złoto?
5.Krzesło czy fotel?
6.Romans czy horror?
7.Pogrubiona czy pochylona czcionka?
8.Długie czy krótkie włosy?
9.Czarny czy biały?
10.Ulubiona strona w sieci?
11.Bohater literacki, który najbardziej zapadł Ci w pamięć?



Również Agata zaprosiła mnie do zabawy Lubię to. Bardzo dziękuję :)


Zasady:
1.Bannerem jest widoczne po prawej zdjęcie.
2.Trzeba napisać, kto mnie otagował.
3.Należy wypisać wszystkie drobne rzeczy,które przychodzą do głowy, jakie się lubi, czyniące człowieka szczęśliwym. Nawet drobnostki, które wydają się nieistotne ;)
4.Trzeba też otagować kilka osób.




Oto, co lubię:


Lubię długo pospać, przede wszystkim w zimowe poranki.
Lubię czekoladę w każdej postaci, najbardziej mleczną.
Lubię wieczorem wypić filiżankę kawy bez cukru.
Lubię wygodnie ułożyć się na hamaku z książką i ciastkiem.
Lubię bawić się ze swoim kotem.
Lubię czytać książki polskich pisarzy.
Lubię czytać komentarze do moich postów na blogu.
Lubię opalać się na plaży z książką w ręku.
Lubię codziennie wypić wywar z pokrzywy.
Lubię buszować w księgarniach i antykwariatach.
Lubię lato i wysoką temperaturę ( ale dzisiaj to już przesada nawet dla mnie).
Lubię mieć wszystko poukładane od A do Z.
Lubię panować nad sytuacją.
Lubię mieć przygotowany plan na każdą ewentualność.
Lubię przytulać się do mojego partnera.
Lubię czarne włosy.
Lubię podejmować się wyzwań.
Lubię uczyć się nowych rzeczy.



Mogłabym tak pisać w nieskończoność bo pisać też lubię :) Wszystkie wyżej wymienione rzeczy przyszły mi na myśl od razu, więc nie będę się więcej rozpisywać.


Osoby, które zapraszam do obydwu zabaw ( jeśli oczywiście mają na to ochotę) to:


1. alicehascat
2. Delfina
3. retro77
4. Sun.Shine
5. Zirtael
6. Madame K.
7. Elen
8. binola
9. Magdalena
10. Bujaczek
11. rr-odkowa


A teraz właśnie idę sobie zrobić mojej ulubionej kawy bez cukru i zabieram się za przeglądanie waszych blogów :)

środa, 4 lipca 2012

Claire Avery – "Ukryte żony"



„Nie było sensu się buntować. Mogła zrobić tylko to, czego ją uczono przez całe życie. Podporządkować się.”



Claire Avery to pseudonim zespołu dwóch sióstr, prawniczki Marii Hilburn oraz scenarzystki Michelle Poche. Siostry w dzieciństwie wychowywały się w ortodoksyjnej rodzinie i pewnie stąd tematyka ich wspólnej książki.

Na pewno słyszeliście o społeczności mormońskiej. Gwarantuje wam, że po przeczytaniu „Ukrytych żon” nie zapomnicie o nich nigdy, a mormoni będą wam się kojarzyć jednoznacznie z poligamią i okrutnymi obyczajami.

Piętnastoletnia Sara i jej starsza siostra Rachel wychowują się w wielożeńskiej rodzinie mormonów. Rodzina składa się z czterech żon-matek i stojącego na czele ojca - Abrahama. To właśnie on jako mąż i ojciec wszystkich dzieci sprawuje władzę w domu. Jego decyzje nie podlegają żadnej dyskusji. Gdy Sara dowiaduje się, że jej wuj uzyskał objawienie i to właśnie ona ma zostać jego kolejną żoną, bohaterka zaczyna dostrzegać absurdy i niewolę w jakiej dotąd żyła. Jej starsza siostra, która uważana jest za piękność, bardzo długo opiera się wpojonym od dzieciństwa zasadom swojej wiary. Bohaterki muszą zdecydować czy chcą odzyskać wolność i walczyć o swoją prawdziwą miłość przeciwko rodzinie i wpajanym od wielu lat wartościom.

Mormoni sami siebie określają mianem chrześcijan mimo, że przez chrześcijan właśnie uważani są za sektę. Ten odłam występuję głównie w Stanach Zjednoczonych, gdzie poligamia oficjalnie jest zakazana od 1890 r. Ich prawdziwa nazwa to Kościół Jezusa Chrystusa Świętego w Dniach Ostatnich, natomiast nazwa mormoni wzięła się od imienia proroka – Mormona. Gdy zakazano wielożeństwa niektórzy wyznawcy tej wiary odłączyli się i utworzyli Fundamentalistyczny Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Uważają, że to właśnie oni są prawdziwymi mormonami. I to właśnie obyczaje tego odłamu ukazują nam autorki książki.


Losy Sary i Rachel uwidaczniają czytelnikowi, jak okrutna i bezwzględna może być sekta. Członkowie tej ortodoksyjnej społeczności mormońskiej nie mogą pić alkoholu, palić papierosów czy uprawiać hazardu. Ich wyróżniającą cechą jest poligamia. Bardzo często podstarzali mężczyźni żenią się z nieletnimi dziewczętami, wbrew ich woli, gdyż tak każe wiara. Założyciel mormonów posiadał 49 żon, przecież to istny harem. Kobiety nie mają praktycznie prawa głosu, to mężczyzna decyduje o wszystkim. Wyznawcy tej wiary są również rasistami. Uważają oni, że czarny kolor skóry to symbol szatana. Tylko człowiek o białej skórze może dostąpić zbawienia. Obecnie w USA istnieje około trzydzieści tysięcy nielegalnych rodzin poligamicznych. Jak widać skala ta jest bardzo duża. Poczytajcie trochę na ten temat bo jest bardzo ciekawy.

Książka szokuje w wielu miejscach. Seks z nieletnimi pod nazwą objawienia i wejścia dzięki temu do królestwa niebieskiego. Totalna dominacja mężczyzn, którzy potrafili stworzyć sobie idealne warunki do życia. Wiele żon w jednym domu, całkowita dyktatura pana domu. Kto ma więcej pieniędzy stoi wyżej w hierarchii. Najbogatsi zostają mianowani apostołami i mogą wszystko. Prorok, stojący na czele sekty jest nieomylny. To właśnie on decyduje o życiu i losie wszystkich kobiet w społeczności.

Jedna z rzeczy, która mnie zszokowała bardziej to urodziny dziecka koleżanki Sary, które niestety miało dziurę w brzuchu i część jelit przy porodzie wyszła na zewnątrz. Bohaterce nie pozwolono zabrać noworodka do szpitala. Pozostawiono to działaniu natury co w praktyce oznaczało przygotowanie łopaty do wykopania grobu. A to tylko jeden przykład szokujących praktyk.

Najbardziej z tego wszystkiego dziwni mnie podporządkowanie się kobiet. Nie jestem w stanie tego zrozumieć. To moim zdaniem główna przyczyna tego, że dochodzi do takich zdarzeń i sekty takie nadal działają.

Polecam wam przeczytać „Ukryte żony”. Jest to książka, o której trudno zapomnieć. Zapada w pamięć i na długo pozostaje w głowie czytelnika.


Maria Hilburn

Michelle Poche

wtorek, 3 lipca 2012

KONKURS Z "ZAJAZDEM"

Z okazji premiery najnowszej powieści Sebastiana Kossaka, autora "MonStera", Warszawska Firma Wydawnicza zapraszama do wzięcia udziału w konkursie. Do wygrania 3 egzemplarze "Zajazdu". Szczegółowe informacje na poniższej grafice.


Wszystkich serdecznie zapraszam :)

niedziela, 1 lipca 2012

Stanisław Lem – "Dzienniki gwiazdowe"




„Kogo traci ten, kto umiera? Siebie? Nie, bo umarły to nieistniejący, a ten, kto nie istnieje, nie może niczego utracić. Śmierć jest sprawą żywych – jest utratą kogoś bliskiego.”



Stanisław Lem, któż nie słyszał tego imienia i nazwiska. Pisarz, a także futurolog i filozof, znany głównie z utworów utrzymanych w konwencji fantastyki naukowej. Jego dorobek literacki to nie tylko fantastyka ale również wiersze, powieści detektywistyczne, eseje, felietony czy scenariusze słuchowisk radiowych. Autor jest najczęściej tłumaczonym polskim pisarzem na świecie. Ciekawostką jest to, że Lem swoje utwory do końca pisał wyłącznie na maszynie do pisania, a jego imieniem nazwano planetoidę jak również pierwszego ojczystego satelitę naukowego. Uwielbiał marcepan i chałwę.

Stanisław Lem odegrał znaczącą rolę w światowej literaturze. Pisarza przyrównuje się do H. G. Wellsa oraz Olafa Stapledona - czołowych pionierów światowej fantastyki. Znalazłam ciekawą informację dotyczącą Philipa K. Dicka znanego mi dobrze autora (amerykański pisarz fantastyki). Dick uważał, że Stanisław Lem to nic innego tylko prowokacja ówczesnej władzy komunistycznej. Pod tym nazwiskiem miała się kryć grupa pisarzy, którzy tworzyli teksty na zlecenie komunistów w celu kontrolowania społeczeństwa. Dick twierdził, iż za jego teorią przemawia różnorodność stylów pisarskich Lema, a także ogromna tematyka jaką porusza. Wyobraźcie sobie, że tak wierzył w swoją hipotezę, że nawet napisał donos do FBI. Na jego zachowanie z pewnością miało wpływ załamanie nerwowe jakie go wówczas dopadło. Paradoks polega na tym, że Dick był jednym z niewielu pisarzy amerykańskich, o którym Lem miał pozytywną opinię.

Muszę przyznać, że Lem do tej pory był mi znany jedynie ze szkoły. Chodzi mi o fragmenty „Przygód pilota Pirxa” oraz „Bajek robotów”. Przerabianie tych tekstów na długi czas skutecznie zniechęciło mnie do pisarza. Natomiast kilka lat temu przeczytałam również „Solaris”. Wtedy właśnie moja opinia o twórczości Lema zaczęła ulegać zmianie.

„Dzienniki gwiazdowe” to zbiór opowiastek filozoficznych, w których głównym bohaterem jest gwiezdny podróżnik Ijon Tichy. Bohater to bardzo specyficzna postać. Z pewnością jest eurydytą, nastawionym na odkrywanie nowych planet. Tichy to inteligentny obieżyświat, który potrafi zawsze wybrnąć z niebezpiecznych sytuacji.

Książka podzielona jest na dwie części. Część pierwsza „Z dzienników gwiazdowych Ijona Tichego” to opis jego nieprawdopodobnych kosmicznych przygód. Bohater poznaje nowe planety i zamieszkujące tam istoty. Tak różne od ludzi z ojczystej Ziemi. Niejednokrotnie istoty te podobne są do ludzi pod względem kulturowym, natomiast różnią się znacznie pod względem biologicznym np.: kolonia Kalkulatora czy Pintyjczycy – ludzie ryby.

Druga część nosząca nazwę „Ze wspomnień Ijona Tichego” to opowieści o spotkaniach Tichego na Ziemi z surrealistycznymi wynalazcami. Znajdziemy tam nietuzinkowych, szalonych wynalazców takich jak doktor Diagoras czy profesor Zazul.

Wydaje mi się, że to właśnie „Dzienniki gwiazdowe” powinny być przerabiane w szkole, jako wstęp do twórczości pisarza. Wtedy na pewno, młodzież inaczej odebrałaby jego książki. Powiastki te napisane są lekkim językiem, pełnym humoru sytuacyjnego i filozoficznych wtrąceń. Pojawia się absurd i groteska ale przekazane w przystępnej formie. Fascynująca jest ogromna wyobraźnie Lema, pewne wątki są tak nieprawdopodobne, że aż dech zapiera w piersi. Połączenie tego wszystkiego daje świetną prozę nadającą się dla czytelnika w każdym wieku. Młodszy czytelnik znajdzie w książce niewyobrażalne światy rozpalające wyobraźnię, starszy natomiast nawiązanie do ówczesnego ustroju socjalistycznego i jego krytykę.

Moją uwagę zwróciło niespotykane słowotwórstwo, posunięte wręcz do absurdu. Dla przykładu: mierzawce, den drogi, autumalne, asmanity, kurdle, ośmiały skowytne. Uwierzcie mi, że niektórych wyrazów nie byłam w stanie przeczytać na głos.

„Dzienniki gwiazdowe” powstawały przez trzydzieści lat. Na przełomie tych lat, wraz z kolejnymi wydaniami, dodawano koleje powiastki. Gdybym miała opisać całą historię wydawniczą dzienników, obawiam się, że zajęłoby mi to bardzo dużo czasu. Warto tylko wspomnieć, że pierwsze przygody Tichego, zostały opublikowane w latach pięćdziesiątych, a ostatnie opowiadanie – „Ostatnia podróż Ijona Tichego” w 1999 r. Natomiast kontynuacją „Dzienników…” są „Wizja lokalna” (1982 r.) oraz „Pokój na Ziemi „ (1987 r.). W przyszłości zamierzam przeczytać wszystkie opowiadania, których nie było w moim egzemplarzu z 1966 r.

Podróże Tichego zafascynowały mnie do tego stopnia, że obejrzałam stary, krótkometrażowy film z 1965 r., trwający 22 minuty pt.: „Profesor Zazul” nakręcony na podstawie opowiadania „Ze wspomnień Ijona Tichego”. Film pokazuje niezwykłe przeżycie Tichego. Podróżnik przeżywa straszny sen. Podczas deszczowej pogody, znajdując schronienie w domu profesora Zazula, przekonuje się, że to jego klon. Natomiast sam Zazul, a raczej jego ciało pływa zakonserwowane w słoju. Niesamowity klimat czarno białego filmu. Polecam.

W 2007 r. powstał natomiast miniserial produkcji niemieckiej pt.: „Ijon Tichy - gwiezdny podróżnik”. Pierwszy sezon składa się z sześciu odcinków, które udało mi się obejrzeć. Istnieje wersja polska ze świetnym dubbingiem Macieja Stuhra w roli Tichego. Serial jest dosyć specyficzny. Występują w nim rekwizyty, najczęściej sprzętu domowego z lat 60 i 70 XX wieku, czyli wtedy, gdy „Dzienniki gwiazdowe” powstały. Tichy podróżuje w rakiecie kosmicznej, która przypomina mieszkanie, a towarzyszy mu własnoręcznie wynaleziony hologram-kobieta. Poza tym występuje duża dawka humoru i dowcipu. Naprawdę bardzo oryginalny serial. Szkoda, że nie udało mi się obejrzeć drugiego sezonu.

W 1999 r. Teatr Telewizji wyemitował spektakl wyreżyserowany przez Lecha Raczka pt.: „Przypadek Ijona Tichego”. Nie udało mi się niestety go odnaleźć i obejrzeć.

Myślę, że postać Ijona Tichego stworzona przez Stanisława Lema jeszcze nie raz zainspiruje twórców do stworzenia czegoś oryginalnego. Polecam.


Stanisław Lem


Rekomendacja recenzji na portalu Zaczytaj się!