wtorek, 29 listopada 2011

Malwina Chojnacka - "Syndrom starszej siostry"



„Prawie każdy ma jakiegoś „trupa” w szafie, czyli tajemnicę, o której nie za bardzo chciałby wypowiadać się publicznie. Czasem jest to niezdrowy nałóg albo wstydliwa choroba, odmienne preferencje seksualne czy kłamstwa na temat swojego wykształcenia.”




Z powyższym cytatem zgadzam się w stu procentach. I nie jest tu tylko mowa o tzw. celebrytach ale o każdym zwykłym człowieku.

Książka Malwiny Chojnackiej to spisana w formie pamiętnika historia Zuzanny – redaktorki pisma brukowego. Bohaterka nie znosi swojej pracy, mimo odniesionego sukcesu zawodowego i dobrej sytuacji finansowej. Na co dzień kreuje swoją osobę na twardą i dużo wymagającą szefową, a tak naprawdę jest bardzo wrażliwą kobietą, która odczuwa samotność. Po pracy wraca do pustego mieszkania. Mimo tego, że posiada dorosłą córkę i utrzymuje poprawne relacje z byłym mężem, nie jest osobą do końca szczęśliwą. Zuzanna nieoczekiwanie napotyka na swojej drodze mężczyznę ze skomplikowanym życiorysem oraz dawnego przyjaciela, w którym się kiedyś podkochiwała. Spowoduje to szereg nieoczekiwanych zmian w jej dotąd poukładanym życiu. Będzie również musiała dokonać wyboru.

Karolina – córka Zuzanny to postać, której osobiście nie mogłam zdzierżyć. Rozpoczyna karierę w show-biznesie jako piosenkarka. Nie ważne jest to, że tak naprawdę nie umie śpiewać. Jak dla mnie jest pustą osobą, dla której liczy się tylko kariera.

Jest to książka, którą czyta się bardzo szybko, pewnie dzięki lekkiemu stylowi pisarki. Przeczytałam ją w jeden wieczór. Dobra na odstresowanie. Zaintrygował mnie również sam tytuł, dlaczego syndrom starszej siostry. Poszperałam w Internecie i jakoś nie widzę związku tytułu z życiem Zuzanny. Co prawda ma ona młodszą siostrę ale niewiele jest nawiązań do dzieciństwa. A przecież syndrom starszej siostry występuje wtedy, gdy starsza siostra przestaje mieć taryfę ulgową, bo jest starsza i powinna ustąpić a także dawać przykład tej młodszej. Siostra bohaterki jest postacią drugoplanową i raczej to ona daje przykład Zuzannie jak żyć. Ma całkowicie poukładane życie – mąż, córka studentka, czyli wszystko na swoim miejscu.

Mogę napisać, że „Syndrom starszej siostry” to lekka i przyjemna lektura, która pozwala się rozluźnić i zapomnieć o kłopotach bieżącego dnia. Nie jest z pewnością wybitnym dziełem.

niedziela, 27 listopada 2011

Fiona Bollag - "Wyszłam z krainy ciszy"



„Istnieje mnóstwo cudów, na których opiera się nasze życie, a zwykle zdajemy sobie z nich sprawę dopiero, gdy ich zabraknie – lub też, kiedy się objawią.”



Nie wyobrażam sobie życia w kompletnej ciszy, nie słysząc dźwięków, jakich pełno każdego dnia naszego życia.

Fiona Bollag urodziła się z całkowitym brakiem słuchu. Była trzecim, długo wyczekiwanym dzieckiem rodziców. Tym bardziej był to dla nich szok, gdy dowiedzieli się o jej upośledzeniu. Od tego czasu głównym celem całej rodziny było odzyskanie słuchu przez Fionę i nauczenie jej zwykłej ludzkiej mowy, bez posługiwania się językiem migowym.

Na kartach książki dowiadujemy się jak trudno jest nauczyć się mowy nie znając i nie słysząc dźwięków, jak dużo wyrzeczeń to wymaga i wielkiej pracy. Fiona nie słyszała ćwierkania ptaków, nadjeżdżającego samochodu czy dźwięku powietrza. Dla mnie, osoby słyszącej jest to po prostu abstrakcja. Mimo tego dążyła do perfekcji, wierząc, że kiedyś odzyska słuch i będzie mogła normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Miała oczywiście swoje momenty załamania, w szczególności, gdy jej rówieśnicy wyśmiewali się z jej upośledzenia bądź ignorowali ją samą. Jak każdy człowiek musiała sprostać przeszkodom losu i iść do przodu. W wieku 16 lat wszczepiono jej nowoczesne urządzenie – implant ślimakowy. Wtedy właśnie urodziła się na nowo. Wyszła z krainy ciszy.

W podziękowaniach autorka napisała:
„Mam nadzieję, że ta lektura doda otuchy wielu osobom dotkniętym przez takie lub podobne upośledzenie, a wszystkim Czytelnikom pomoże nabrać odwagi i uwierzyć w sens życia.”
Z pewnością, po przeczytaniu tej historii o wiele bardziej doceniam to, że jestem zdrowa i nie mam żadnego upośledzenia.

Podziwiam autorkę za wolę walki i chęć do życia. Gdyby każdy zdrowy człowiek doceniał to, co ma, na pewno na świecie byłoby o wiele lepiej. Na końcu książki można znaleźć zestaw pytań i odpowiedzi na temat słuchu i zdolności słyszenia różnych dźwięków, jeśli ktoś zainteresuje się tematem to polecam. Książka na pewno zmusza do refleksji i myślę, że może spowodować, że staniemy się bardziej tolerancyjni dla ludzi niesłyszących.

czwartek, 24 listopada 2011

Tadeusz Dołęga-Mostowicz - "Kariera Nikodema Dyzmy"



„….Z was się śmieje! Z was! Elita! Cha, cha, cha… ( … ) Wy! Ludzie pozbawieni wszelkich rozumnych kryteriów. Z was się śmieje, głuptasy! Z was! Motłoch!...”


Zawsze z niebywałą przyjemnością sięgam po dzieła Tadeusza Dołęgi Mostowicza ze względu na jego lekki styl oraz atrakcyjność fabuły. Nie ma chyba osoby, która nie słyszałaby o jego debiutanckiej powieści jaką jest „Kariera Nikodema Dyzmy”.

Koniec lat dwudziestych - początek trzydziestych dwudziestego wieku, tytułowy bohater – prowincjusz – Nikodem Dyzma, jest bezrobotnym urzędnikiem z małej mieściny, który nieudolnie próbuje dostać pracę w Warszawie. Przypadek sprawia, że znajduje zaproszenie na rządowy raut i postanawia na niego pójść, nie mając nic do stracenia. Tam zostaje potrącony przez jednego z dygnitarzy – niejakiego Terkowskiego i dzięki zwróceniu mu uwagi zostaje zauważony przez towarzystwo. Seria przypadków sprawia, że Nikodem rozpoczyna zawrotną karierę. Bohater zgrabnie wykorzystuje nawiązane znajomości do własnych celów – powoli wspina się po szczeblach kariery i popularności na warszawskich salonach. Mimo tego, że Nikodem to ignorant i postać, która kompletnie nie zna się na ekonomii, paradoksalnie zostaje mianowany przez ówczesnych rządzących Dyrektorem Państwowego Banku Zbożowego. Mimo swojej kompletnej ignorancji i niewiedzy bohater umie wykorzystać potencjał i wiedzę innych aby sobie przypisać osiągnięte sukcesy. Dzięki temu wkupuje się w łaski arystokracji i zaczyna bywać w tzw. towarzystwie. Co więcej jest ogólnie szanowany i doceniany za zasługi dla kraju. Jego małomówność poczytywana jest za objaw skromności i oksfordzkiego wykształcenia. Ówczesna elita uważa go za człowieka mądrego i skromnego. Otoczenie - ludzie wykształceni, uważający się za kwiat społeczeństwa nie zauważają jego ignorancji i cwaniactwa, braku wiedzy i głupoty. Nikodem jest człowiekiem, któremu się udało, jest symbolem karierowiczostwa

Nie jest tajemnicą, że Mostowicz pisząc tę powieść chciał odegrać się na „piłsudczykach” za napaść na jego osobę. Za czasów sanacji pisarz bardzo krytycznie odnosił się do elity rządzącej i nawet samego Piłsudskiego, dlatego też został pobity. W wyniku tego zdarzenia, rządzący Polską są ukazani w książce jako ludzie dla których liczą się jedynie układy, pieniądze i splendor stanowiska a nie dobro ojczyzny. Jest to ponadczasowa satyra na elity polityczne, która nie traci na swojej wartości z biegiem czasu.

Muszę przyznać, że w wielu momentach podczas czytania, uśmiałam się po pachy. Z przekonaniem mogę napisać, że książka nie straciła na aktualności mimo, że powstała w 1932 r. Po prostu pewne rzeczy się nie zmieniają. Dzisiejsze elity polityczne nie różnią się niczym od rządzących w dwudziestoleciu wojennym. Mostowicz idealnie przedstawia kulisy rządzenia i powstawania tzw. układów. Atutem są wyraziście przedstawione postacie oraz wielowątkowość. Jest polityka, jest zbrodnia, jest nawet miłość lesbijska – czegóż chcieć więcej.

Uważam, że warto też wspomnieć o adaptacjach filmowych książki Mostowicza. Pierwszy, mniej znany film dla współczesnych widzów pt.: „Nikodem Dyzma” powstał w 1956 r., wówczas to rolę Nikodema zagrał Adolf Dymsza – ówczesny aktor kabaretowy i filmowy. Z przyjemnością obejrzałam tą czarno-białą adaptację. Warto wspomnieć, że w latach pięćdziesiątych krytyka nie przyjęła życzliwie tego filmu. Inaczej natomiast zareagowało społeczeństwo, dzięki któremu bilety sprzedawały się jak ciepłe bułeczki. I wcale się nie dziwię. Film jest pełen zabawnych dialogów i uważam, że zachwyca formą. Adolf Dymsza genialnie zagrał tą rolę i moim zdaniem przedstawił Dyzmę w bardziej pozytywnym świetle. Prawdziwa filmowa uczta. Polecam dla miłośników polskiej kinematografii.

Drugim, o wiele bardziej znanym filmem jest „Kariera Nikodema Dyzmy” powstały w 1980 r., liczący sobie siedem odcinków. Tytułową rolę zagrał Roman Wilhelmi – aktor teatralny i filmowy, uważa się, że to jego życiowa rola. Pomimo dość rozbudowanej fabuły i dosyć długich odcinków, prawie godzina zegarowa każdy, nie można się nudzić na tym filmie. Mnie osobiście urzekły wspaniałe kostiumy, wiernie oddające ówczesną modę i genialny styl aktorski niektórych postaci. Te siedem odcinków obejrzałam jednym tchem i wszystkim gorąco je polecam. Naprawdę warto.

I najświeższa z 2002 r. „Kariera Nikosia Dyzmy” w roli głównej Cezary Pazura. Odbiega ona w dużej mierze od fabuły książki ale szkielet jest zachowany. Tutaj Nikodem Dyzma jest grabarzem, który uchodzi za doktora ekonomii, u którego wszystko można załatwić. Poprzez wejście w świat polityki spełnia się jego pragnienie: „Nienawidzę ciepłej wódki. Żeby tak się stało, żebym już nie musiał nigdy ciepłej pić.” Historia Nikodema kolejny raz się powtarza.

Z czystym sumieniem i niekłamaną przyjemnością polecam lekturę tej książki. Uważam też, że dobrym pomysłem byłoby jej wejście do kanonu lektur obowiązkowych dla liceum.



Tadeusz Dołęga-Mostowicz


„Są trzy rzeczy wieczne: wieczne pióro, wieczna miłość i wieczna ondulacja. Najtrwalsze z tego wszystkiego jest wieczne pióro.”


poniedziałek, 21 listopada 2011

Josie Lloyd, Emlyn Rees - "Chodźmy razem"



„Jeśli kogoś kochasz, daj mu wolność. Wróci: będzie Twój na wieki. Nie wróci: znaczy, że i tak nic by z tego nie wyszło.”




Całą złotówkę kosztował mnie zakup na pchlim targu tej „lekkiej” powieści dla dzisiejszych trzydziestolatków. Mimo, że losy dwójki bohaterów dzieją się pod koniec lat 90 to i tak można je spokojnie wpisać we współczesną rzeczywistość.

Jack, dwudziestosiedmioletni wolny ptak, pragnie uchodzić za obiecującego artystę. Nie potrzebuje stałego związku, wystarcza mu przygodny seks oczywiście z nieznajomymi kobietami, kończący się po jednej nocy.
Amy, dwudziestopięcioletnia, nie mająca odwagi zacząć spełniać swoich marzeń o karierze dziewczyna, pracująca dorywczo. Szuka mężczyzny swojego życia, jak na razie bez większych rezultatów. Obydwoje spotykają się na imprezie u kolegi Jacka, zaczyna między nimi iskrzyć, co na zawsze odmienia ich dotychczasowe życie i poglądy. Łatwo przewidzieć, że zaczynają się spotykać, co niesie ze sobą lawinę nieprzewidzianych zdarzeń, często zaskakujących ich samych.

Jack i Amy muszą nauczyć się przestać kłamać, konfrontować swoje myśli a przede wszystkim zacząć przyznawać przed samym sobą, co jest dla niech najważniejsze w życiu, aby osiągnąć upragnione szczęście. Czytelnik z każdą przeczytaną stronicą zauważa drobne kroczki, które zmierzają do metamorfozy głównych bohaterów.

Jest to opowieść o trudnej sztuce wyborów. Ukazuje skomplikowane relacje damsko – męskie oraz wynikające z nich wesołe a czasem smutne zdarzenia. Opowieść o pogodzeniu się z nieuniknionym. Lekki język, śmieszne dialogi, dwa różne spojrzenia widziane z perspektywy kobiety jak również mężczyzny, stanowią walory tej książki. Dodatkowym atutem jest to, że powieść została napisana prze dwie osoby.

Moim zdaniem jest to typowy przykład literatury kobiecej z jednym wyjątkiem – występuje w niej dwóch narratorów odmiennej płci, co oznacza różnorodne spojrzenie na daną sytuację. Zarówno Amy jak i Jack przedstawiają swoją interpretację zdarzeń.

Książka z rodzaju – łatwo, lekko i przyjemnie. Nie męczy odbiorcy i zachęca do przeczytania do ostatniej strony, aby dowiedzieć się jak potoczą się losy bohaterów. Nie jest z pewnością odpowiednią lekturą dla czytelników stawiających na ambitną literaturę. Powieść idealna na jesienne wieczory czy na plażę. Książka, o której po pewnym czasie się zapomni ale mimo tego warto ją przeczytać.

Czy pójdą razem? Zachęcam do lektury.

Emlyn Rees



Josie Lloyd

sobota, 19 listopada 2011

Hanna Cygler – "3 razy R"



„Dlaczego w życiu nigdy nie jest w sam raz? Zawsze albo za wcześnie, albo już za późno…”


Od samego początku zaintrygował mnie tytuł tej powieści, dlaczego 3 razy R, cóż on może oznaczać. Moja ciekawość szybko została zaspokojona. W książce przedstawione są relacje jakie wiążą trzy główne bohaterki – przyjaciółki i wspólniczki – Olga, Klaudia i Lidka. Trzy panie, których nazwisko zaczyna się na R. Zagadka rozwiązana? Nie do końca. Istnieje jeszcze druga strona medalu. Trzy panie określające siebie na R – Romans, Rodzina, Rozsądek. Wszystkie te trzy wartości można przypisać każdej bohaterce, o czym możemy się przekonać czytając kolejne rozdziały.

Olga, Klaudia i Lidka to kobiety, którym wydawałoby się nic nie brakuje do szczęścia. Autorka na pierwszy plan wysuwa Olgę, która jest kobietą z tzw. przeszłością. Kobietą, która na nowo musiała ułożyć sobie życie po nieudanym małżeństwie, piekle, które przeżyła. Kobietą, która skrywa tajemnicę. Wydaje się, że obecne życie Olgi bliskie jest ideału ale to tylko pozory. Spotykając miłość sprzed lat, musi dokonać wyboru i o wiele baczniej przyjrzeć się obecnej sytuacji. Nie wszystko jest takie jakie się jej wydaje.

Klaudia z kolei to typowa singielka, która korzysta z życia ile się da. Przez swoją żywiołowość i temperament spotyka się nieodpowiednimi mężczyznami. Jej charakter i żądza zemsty doprowadzają do rozbicia małżeństwa jednej z przyjaciółek.

Lidka natomiast próbuje uporządkować swoje życie z mężem, który nagle musi zaopiekować się córką z pierwszego małżeństwa i swoim ojcem. Jej życie przewraca się do góry nogami w jednej chwili. Wydaje się, że przyjaciółki są bardzo ze sobą zżyte ale jak się później okazuje łączy je bardzo krucha nić, która zostaje przerwana. Jak to często bywa w życiu,w jednej chwili przyjaźń a zaraz potem nienawiść.

W książce pojawia się zdrada, zawiść, seks i odrobina sensacji. Nie jest to typowa książka dla kobiet z serii łatwo, lekko i przyjemnie. Autorka głębiej wgryzła się w temat przyjaźni między kobietami. Pokazała jak łatwo jest przestać darzyć drugą osobę zaufaniem, w wyniku czego zmieniają się diametralnie relacje łączące ludzi, którzy byli sobie bliscy. Z przyjemnością doczytałam do końca tą powieść, nie nudziłam się. Wprost przeciwnie, byłam bardzo ciekawa jak zakończą się losy bohaterów, w szczególności Olgi. Moja ciekawość nie do końca została zaspokojona ale dzięki temu sama mogę sobie dopisać zakończenie. Jest to moja pierwsza przeczytana książka Hanny Cygler i z przekonaniem mogę powiedzieć, że z chęcią przeczytam kolejne jej powieści. Polecam.


Hanna Cygler

No to zaczynam...

Długo zastanawiałam się nad utworzeniem bloga, na którym umieszczałabym opinie o przeczytanych przeze mnie książkach. Całkiem niedawno tak naprawdę zdałam sobie sprawę, że sfera blogowa dotycząca książek w internecie jest ogromna. Bardzo mnie to cieszy...:) Moje recenzje są całkowicie subiektywne, mam nadzieję, że nie będą takie najgorsze na samym początku. Muszę wam przyznać, że mam wielkiego stresa ale co tam. Muszę spróbować. Będę bardzo wdzięczna za wszelkie słowa krytyki, które mam nadzieję, pozwolą mi się rozwinąć. Zaczynam od książki Hanny Cygler-"Trzy razy R". Zapraszam wszystkich...:)